Za nami pierwsza runda spotkań. Każda reprezentacja rozegrała po meczu, mamy już pierwszy obraz tego, kto może nas rozczarować, a kto zachwycić. Przygotowaliśmy dla was zestawienie piłkarzy, którzy na razie naszym zdaniem pokazali się z najlepszej strony.
Przemysław Tytoń
Bramkarz PSV Eindhoven pojawił się na murawie w najgorszym możliwym momencie. Jego drużyna kilkanaście minut wcześniej straciła pewne, wydawało się, prowadzenie, z boiska wyleciał jeden z liderów kadry, a rywale atakowali z bezlitosną wściekłością. Wszystko było źle. Na szczęście nasz golkiper sobie poradził. Gdy wchodził na boisko, Grecy praktycznie już świętowali gola na 2:1, zapominając, że najpierw muszą umieścić piłkę w siatce. Karagounis od ustawionej na jedenastym metrze futbolówki podchodził z absolutną pewnością, że wszystko będzie dobrze. Taka pewność to czasami zła rzecz. Przybysz z Hellady mógł huknąć w okienko, mógł kopnąć pod poprzeczkę. Wtedy bramkarz byłby bez szans. Ale on wolał nie ryzykować. Wybrał uderzenie po ziemi przy słupku. Przegrał. Tytoń obronił i uratował drużynę nie tylko przed porażką, ale też kompromitacją. Grecy byli od nas wyraźnie lepsi, gdyby wbili drugiego gola, nietrudno wyobrazić sobie, że potem strzeliliby też trzeciego. Ta wyjątkowa parada – jeszcze nigdy w historii mistrzostw Europy wchodzący z ławki bramkarz nie obronił karnego – dała naszym nieco kulawym „Orłom” masę nadziei. Kto wie, może zaprocentuje to w kolejnych meczach?

Mathieu Debuchy
Prawy obrońca Lille już od jakiegoś czasu znajduje się na celowniku paru wielkich europejskich klubów. Występy takie jak ten w spotkaniu z Anglią bardzo cieszą jego obecnego pracodawcę, bo podbijają cenę Francuza o ładnych kilka milionów. Debuchy był bezbłędny w obronie i bardzo dobry w ataku. A przypomnijmy, że naprzeciwko siebie miał Ashleya Cole’a. Można w ciemno założyć, że jeśli jakiś zawodnik potrafi sobie beztrosko hasać po flance strzeżonej przez takiego tytana jak Anglik, to znaczy, że nie będzie miał problemu z żadnym rywalem. W starciu z „Lwami Albionu” stoperzy „Trójkolorowych” grali bardzo słabo, zwłaszcza Adil Rami miewał mentalne zwiechy i zapominał, że musi zachowywać czujność. Na szczęście Debuchy asekurował swego byłego klubowego kolegę tak dobrze, że defensor Valencii nie miał okazji niczego zawalić. Skoro już jesteśmy przy „Los Ches”, Mathieu jeszcze niedawno prowadził z klubem Mauricio Pellegrino bardzo zaawansowane rozmowy. Kto wie, może po turnieju przeniesie się nie na Mestalla, ale na przykład Santiago Bernabeu?
Mats Hummels
Dobre występy Niemca to coś tak normalnego, że aż trudno go za nie wyróżniać. Stoper Borussii od dwóch lat gra tak, że najzwyczajniej w świecie brakuje słów. Dobrze wiedzieć, że defensor potrafi doskonałą formę w klubie przełożyć na bezbłędne występy w reprezentacji. Portugalia była dla trzeciej drużyny świata trudnym, bardzo wymagającym rywalem. Ofensywni zawodnicy Paulo Bento byli naprawdę dobrze dysponowani, ale mimo to nawet raz nie trafili do siatki. Schemat był cały czas ten sam. Nani posyłał śmiertelnie niebezpieczne dośrodkowanie, Ronaldo wbiegał paradnym krokiem, by pokonać Neuera, ale nagle między nim a futbolówką wyrastała głowa Hummelsa. Cristiano walił jak z armaty, a piłka zamiast w siatce lądowała gdzieś pod nogami Matsa. Irytujące dla Portugalczyków i bardzo imponujące dla widzów. „Marca” naliczyła zawodnikowi Borussii czternaście odbiorów. Dodajmy do tego dziesięć wyczyszczonych w pojedynkę akcji rywala, 71 podań (więcej niż ktokolwiek na boisku) i siedem celnych krosów. Idealny występ.














