Tym razem zdecydowaliśmy się na ustawienie typowo barcelońskie – trzech stoperów i stado graczy ofensywnych. Nie mieliśmy wyjścia. Defensorzy w tej kolejce nas nie zachwycili. Za to atakujący… Znalazłoby się miejsce dla jeszcze z pięciu. Wybraliśmy tych, których wybraliśmy, bo lubimy ich bardziej niż Victora Casadesusa, Alvaro Negredo czy Arounę Kone.
Andres Fernandez – w dwóch ostatnich kolejkach wpuścił jedenaście goli, więc miał prawo obawiać się meczu z lubiącym zrobić coś dziwnego Espanyolem. Na szczęście goleady nie podziałały na Hiszpana źle i w starciu z „Los Pericos” bronił znakomicie. Dla bramkarza takie nieprzejmowanie się niepowodzeniami i szybkie zapominanie o błędach to cecha tak ważna jak dla napastników umiejętność trafiania w piłkę.

Federico Fazio – prawdopodobnie jeden z najlepszych meczów w karierze stopera Sevilli. Rywal nie był zbyt wymagający, ale gra Argentyńczyka i tak wzbudzała szczery podziw widzów. Chłopak strzelił też gola, co z pewnością nie jest bez znaczenia. Fani „Los Nervionenses” od czasu odejścia Caceresa nie widzieli chyba żadnego dobrego spotkania w wykonaniu stoperów swojej drużyny. Dyspozycja Fazio to dla nich światełko w tunelu.
Ion Ansotegi – Bask gra w tym sezonie bardzo rzadko, starcie z Betisem było jego czwartym meczem. W pierwszych trzech stoper nie zachwycał. Dość powiedzieć, że miał tylko siedem odbiorów (jeden na 70 minut). Wystawienie go w wyjściowej jedenastce było trochę dziwne, jeśli weźmiemy pod uwagę fakt, że na ławce zasiedli Cadamuro i Martinez – zawodnicy bardziej ograni i o niebo pewniejsi. Trener Montanier miał jednak nosa. Ansotegi zaliczył znakomity występ i potroił liczbę odebranych w tym sezonie piłek.
Mateo Musacchio – obrona Villarrealu jest w tym sezonie, delikatnie mówiąc, tragiczna, dlatego czujemy się zobowiązani wyróżniać każdego zawodnika „El Submarino Amarillo”, który w jakimś meczu prezentuje się chociażby przyzwoicie. Musacchio przeciwko Maladze zagrał naprawdę dobrze. Może nie był to występ, który przejdzie do historii, ale Argentyńczyk z pewnością nie ma się czego wstydzić.
Raul Garcia – jego dwa piękne gole przeciwko Espanyolowi pozwoliły Osasunie utrzymać miejsce premiowane grą w Lidze Europy. Były piłkarz Atletico Madryt pewnie zmierza do bramkowo-asystowego double-double.
Sergio Canales – grał niecały kwadrans i wykonał dwa podania (oba celne). Niby nic, ale jednak trzeba Kantabryjczyka wyróżnić. Starcie z Rayo było jego pierwszym od pięciu miesięcy meczem. Jedno ze wspominanych podań było genialną asystą przy golu Pablo. Wychowanek Racingu pokazał, że sumiennie przepracował okres rehabilitacji i jest gotowy do grania na najwyższym poziomie.










