Nikt nie spodziewał się, że drużyna Górnika Zabrze po czterech meczach będzie mogła pochwalić się dość niezłym wynikiem punktowym. Co jeszcze dziwniejsze, Górnik wygrał dotychczas dwa spotkania, strzelając zaledwie dwie bramki. Trafienie przeciwko Rakowowi, choć ujęte w oficjalnych statystykach, nie może być przez nas uznane jak normalnie zdobyta bramka.
Łukasz Broź – obrońca Śląska Wrocław – ma na swoim koncie o jedną bramkę więcej niż cała drużyna Górnika. Zabrzanie ewidentnie nie potrafią znaleźć drogi do bramki, choć sytuacji ku temu nie brakuje. Nie pomaga w tym słaba forma głównego strzelca „Trójkolorowych” Igora Angulo. Typowany przed sezonem na kandydata do korony króla strzelców Hiszpan znalazł się w dołku.
Najgorsze wejście w sezon
Odpowiedzi na pytanie „dlaczego Górnik jest tak nieskuteczny” zaczniemy szukać od postaci Igora Angulo. Najlepszy strzelec poprzedniego sezonu zaliczył najgorszą możliwą inaugurację sezonu. W pierwszym kwadransie meczu z Wisłą Płock Hiszpan zmarnował „jedenastkę”. Co prawda później to on dał Górnikowi remis, ale gdyby nie wcześniejsze pudło, zabrzanie mogliby wywieźć z Płocka komplet punktów.
Tylko czy Górnicy naprawdę zasłużyli na wywiezienie z Płocka choćby punktu? Statystyki mówią – jak najbardziej. Natomiast sam obraz gry mówił coś innego. Zabrzanie nie stwarzali tak groźnych sytuacji, jak płocczanie i gdyby nie słaba forma rywali, mogliby zapomnieć nawet o punkcie. Bo oprócz akcji bramkowej oraz rzutu karnego Górnik nie stworzył sobie innej, bardzo dobrej sytuacji, „setki”, po której mógłby paść gol.
Górnik to nie tylko Angulo
O tym zabrzanie przypomnieli w meczu z Zagłębiem. Igor po raz kolejny nie potrafił dojść do głosu, a sprawy w swoje ręce musieli wziąć koledzy Hiszpana. Angulo w pierwszych spotkaniach wygląda trochę tak, jakby zapomniał, jak strzela się bramki.
Przechodzimy jednak do innego Hiszpana i bramki numer dwa dla Górnika w tym sezonie. Ta bramka to jeden z niewielu dobrych prognostyków, jeśli chodzi o poprawę skuteczności. Schematyczna, ćwiczona na treningu akcja przyniosła owoc. Świetna współpraca na linii Sekulić – Wolsztyński pozwoliła temu pierwszemu urwać się obrońcy i dośrodkować do Jesusa Jimeneza, który skierował piłkę do bramki.











