Przed nami mecz Polski z Białorusią. Z tej okazji postanowiliśmy zapytać wielokrotnego reprezentanta Polski, Tomasza Iwana, o opinię na temat ekipy trenera Franciszka Smudy. Były piłkarz m.in. PSV Eindhoven czy Austrii Wiedeń jest przekonany, że nasza drużyna będzie zdecydowanym faworytem w starciu ze wschodnim sąsiadem.
Polska remisowała ostatnio z Niemcami, Meksykiem oraz z jedną z najsilniejszych drużyn Azji – Koreą Południową. Czy to znaczy, że możemy już z podniesioną głową patrzeć w przyszłość?

Te mecze, które zagraliśmy, nie są sprawdzianami, jakie przechodzą inne drużyny, walcząc o punkty w eliminacjach. Jesteśmy w trudniejszej sytuacji, bo gramy wyłącznie w meczach towarzyskich, które rządzą się swoimi prawami. Tutaj rywale nie zawsze desygnują pierwszy skład, nie ma też tak dużej stawki i zaangażowania jak w meczach o punkty. Po tych spotkaniach nie będziemy mogli jednoznacznie stwierdzić, czy jesteśmy gotowi na Euro.
Czego zatem, Pana zdaniem, możemy spodziewać się w starciu z Białorusią, która wydaje się być znacznie słabsza od wymienionej wyżej trójki? Czy możemy uważać się za faworyta?
Zdecydowanie powinniśmy uważać się za faworyta. Jeśli chcemy liczyć się w walce z najlepszymi na Euro, to w takim meczu musimy nim być. Grając z takim przeciwnikiem jak Białoruś powinniśmy pokazać styl, jaki został wypracowany w poprzednich meczach i przede wszystkim musimy być skuteczni.
Jednak historia dotychczasowych starć między oboma zespołami nie napawa optymizmem. Wygraliśmy tylko raz, przegrywaliśmy dwukrotnie, a trzeba też pamiętać o laniu, jakie swego czasu białoruska młodzież sprawiła młodym Polakom.
Weźmy pod uwagę fakt, że to my lada chwila zagramy na wielkiej imprezie. To my powinniśmy pokazywać, że jesteśmy w stanie grać na najwyższym poziomie. Myślę, że wygrany mecz z teoretycznie słabszą Białorusią, najlepiej w ładnym stylu, pozwoli odzyskać komfort psychiczny. W przypadku przegranej sytuacja nie będzie zbyt ciekawa. Czasu jest coraz mniej, a trener Smuda nie stworzył takiego oblicza drużyny, które nastawiałoby kibiców optymistycznie.
Roman Wasiluk, mówi Panu coś to nazwisko?
Nie przypominam sobie.
Ten zawodnik strzelił nam cztery bramki w meczu eliminacji do mistrzostw świata 2002. Pan wówczas nie wystąpił, ale brał Pan udział w pierwszym spotkaniu wygranym 3:1.











