Mecz do zapomnienia. Tak w telegraficznym skrócie można opisać spotkanie Islandia – Węgry. Wszyscy mieli nadzieję, że w meczu dwóch drużyn o zbliżonym (i niezbyt dużym) potencjale zobaczymy coś ładnego dla oka. Jakże bardzo wszyscy się mylili. Obie reprezentacje rozegrały mecz, który na mistrzostwach miejsca mieć nie powinien i który należy szybko wymazać z pamięci.
(Nie) tak miało być
O tym, że niektóre mecze na Euro 2016 wieją nudą, wiemy już od pierwszego dnia turnieju. Przyczynę wskazać nie jest trudno. Problem ten poruszyliśmy tutaj. Bardzo prawdopodobne, że taki obraz gry jest „zasługą” zwiększenia liczby drużyn na turnieju, a mecz Islandii z Węgrami tylko tę tezę potwierdził.
Przed drugim z sobotnich meczów większość widzów spodziewała się meczu mocno przeciętnego… i, jak się okazało, ta większość wcale nie była w błędzie. Potyczka Islandczyków z Madziarami nie stała na wysokim poziomie. Jeśli ktoś tęskni za meczami polskiej ekstraklasy, tym meczem z pewnością je sobie przypomniał. Jednak kibice na Euro liczą na futbol trochę bardziej atrakcyjny dla oka, a nie taki, po którym oczy krwawią.
Konsekwencja kluczem do sukcesu
Pomijając walory estetyczne, jakich byliśmy świadkami w sobotnie popołudnie, należy oddać Islandii, że dzięki swojej konsekwentnej grze i niezłomnej postawie wywalczyła remis. Całe spotkanie miało dosyć jednostajny scenariusz. Brakowało spektakularnych zwrotów akcji, wymiany podań…, chyba że zaliczymy do takich kontry Islandczyków, które wyprowadzali od czasu do czasu.
Węgrzy robili wszystko, by podtrzymać passę zwycięstw zapoczątkowaną kilka dni temu. Robili wszystko? To trochę na wyrost powiedziane. Grali piłką, rozgrywali misternie ataki pozycyjne. Na nic to się jednak zdało przy ultradefensywnym ustawieniu islandzkich piłkarzy. Madziarzy bili głową w mur, a właściwie w autobus postawiony przed bramką rywali. Tak czy owak, grali bezradnie.
A Islandia? Jak z Portugalią, schowana za podwójną gardą i wyprowadzająca ciosy w postaci kontr czy stałych fragmentów gry. W końcowych minutach pierwszej połowy w zamieszaniu w polu karnym Węgrów sędzia dopatrzył się faulu na jednym z Islandczyków i podyktował rzut karny. Na gola zamienił go Gylfi Sigurdsson.
Po zdobytej bramce wyspiarze jeszcze bardziej się okopali, a podopieczni Storka byli wobec tego całkowicie bezradni. Ich dośrodkowania były całkowicie nieskuteczne, a akcje kombinacyjne pozbawione kombinacji. Wydawało się, że konsekwencja da Islandii upragnione zwycięstwo. Jednak w 88. minucie dał o sobie znać gwiazdor Legii Warszawa – Nemanja Nikolić – który uratował remis dla swojej drużyny, gdyż po jego płaskim podaniu padła bramka samobójcza Birkira Sævarssona.
Oby to był ostatni raz
Miejmy nadzieję, że to ostatnie tak mizerne widowisko, jakie zaserwowano nam na francuskim turnieju. Najwyższy czas, by meczami budować legendę Euro 2016, a nie odbierać mistrzostwom cały blask i splendor. W najbliższym czasie czekają nas końcowe rozstrzygnięcia w grupach, więc jest szansa, że na jakość gry narzekać nie będziemy. Oby tak było.










