Jeżeli będziemy szukali jakichś pozytywów po dzisiejszym spotkaniu, to do nich z pewnością należeć będzie to, że nie przegraliśmy i wciąż jesteśmy niepokonanym liderem grupy. Irlandczycy na zwycięstwo zasłużyli jak najbardziej, nasi na trzy punkty raczej nie. Remis można uznać za sukces – z Dublina wywozimy kluczowe oczko.
Za nami półmetek kwalifikacji do mistrzostw Europy 2016. Polska wciąż jest liderem grupy D, jednak wymęczony remis nie ma prawa zadowolić żadnego kibica znad Wisły. Dlaczego broniliśmy się przez niemal 60 minut przeciwko drużynie, z którą mieliśmy wygrać i spokojnie pędzić po francuskiej autostradzie. Sytuacja się skomplikowała, jednak cały czas to my rozdajemy karty.
- To miała być rzeźnia. I była.
To było oczywiste – od miesięcy mówiło się o tym, że spotkanie Irlandii z Polską będzie istną masakrą. Przywoływano „derby” Wysp Brytyjskich, w których „The Boys in Green” kosili się ze Szkotami. Poziom brutalności był niesamowicie wysoki i to od ewentualnego bojowego nastawienia zależeć miało, czy z Dublina wywieziemy jakiekolwiek oczka.
Udało nam się wywieźć jedno – niestety okupiliśmy je stratami. W najbliższym meczu z Gruzją, po ostrym wejściu łokciem, nie zagra Kamil Glik. To konsekwencja obejrzanego żółtego kartonika. Polacy odstawali agresją od przeciwników. Irlandczycy od pierwszej minuty nie bali się grać ostro – każdy kolejny ostry faul kończył się zazwyczaj ostrą reprymendą ze strony sędziego oraz brakiem reakcji ze strony naszych zawodników. Jedynie gdy Sebastian Mila został uderzony w policzek, większość graczy ruszyła na przeciwników.
Szkoda, że arbiter pozwalał gospodarzom na tak dużo. Pytanie, czy nie gorsze jest to, że znowu nie potrafimy odpowiedzieć taką samą agresją?
- Wielkie powroty
Tak miała wyglądać poniedziałkowa okłada „Przeglądu Sportowego”. Jej aktualność skończyła się w 91. minucie meczu, gdy Shane Long wyrównał na 1:1.
Rzeczywiście było to dobre spotkanie w wykonaniu Sławka Peszki. Aktywny w defensywie, przyzwoity w ataku. Wreszcie udowodnił, że warto dać mu szansę – zrobił to pierwszy raz od dawna. Oby udowodnił kolejnymi meczami, że to nie jednorazowy „wybryk”, ale zdecydowanie coś więcej. Piłkarz 1. FC Koeln zasłużył na tytuł jednego z najlepszych (jeśli nie najlepszego) zawodnika naszej kadry. Warto również pamiętać, że w przypadku powrotu Kuby Błaszczykowskiego do kadry „Peszkin” może grać również na lewej pomocy.










