Piłkarze Catanii prezentują ostatnio dobrą formę. Ich największym marzeniem jest awans do europejskich pucharów, by pokazać się na tle wielu drużyn z innych krajów. Wobec zamiarów klubu z Sycylii pojawia się pytanie: czy awans „Rossazzurrich” do Ligi Europy dobrze zrobi włoskiemu futbolowi? Ja uważam, że nie jest to odpowiedni moment, aby ten zespół pokazał się na piłkarskich salonach. Nie ukształtował swojego stylu gry na tyle, aby mierzyć się z czołowymi europejskimi drużynami.
Ostatnimi czasy Catania w Serie A spisuje się bardzo dobrze. „Rossazzurri” zajmują siódme miejsce w ligowej tabeli, co bardzo ich zadowala, mogą rywalizować o europejskie puchary, gdyż do strefy dającej walkę o Ligę Europy tracą cztery punkty. Przed sezonem podopieczni Rolando Marana byli skazywani na pożarcie, bo wielu sądziło, że będą walczyć o utrzymanie i nic więcej nie są w stanie ugrać. Zresztą ta teza była uzasadniona, ponieważ Catania latem mocno się nie wzmocniła, a odkąd pojawiła się na dobre w Serie A, nie uplasowała się w pierwszej dziesiątce. W zeszłym sezonie bardzo dobrze sycylijski klub poukładał Vincenzo Montella, który w czerwcu przeniósł się na ławkę trenerską Fiorentiny. Jakby tego było mało, to w Catanii nie ma pieniędzy pod dostatkiem. Klub boryka się z problemami finansowymi, co odzwierciedla transfer Alexisa Rolina. Catania bardzo pragnęła tego piłkarza, dlatego działacze klubu robili wszystko, aby sprowadzić go na Stadio Angelo Massimino. Nacional Montevideo zażądał 5 milionów euro, która była zbyt duża dla Sycylijczyków. Udało się jednak sprowadzić Urugwajczyka za mniejszą kwotę, która wynosiła 3,8 miliona euro. Do transferu doszło dlatego, że Urugwajczycy obniżyli cenę, bo Catania chciała się wycofać z transakcji, a to była dobra okazja, by Nacional zarobił pieniądze na sprzedaży swojego defensora.

W lidze „Rossazzurri” pokazują, że nie wcale tacy źli, jak ich oceniano, i prezentuję się bardzo solidnie. Catania tworzy bardzo zagrany kolektyw, który na boisku sprawia wiele trudności przeciwnikom. Nikt się nie spodziewał, że klub z Sycylii będzie się tak prezentował na włoskich boiskach. Można powiedzieć, że Stadio Angelo Massimino jest prawdziwą twierdzą piłkarzy Catanii, gdyż tylko w czterech spotkaniach nie zdobyli oni kompletu punktów. W tym odnieśli dwie porażki z Juventusem Turyn i z Milanem. Jednakże po tych przegranych bojach zawodnicy nie mogą mieć do siebie pretensji, gdyż prezentowali się w tym spotkaniach dobrze, a Juventus i Milan to przecież klasy same w sobie i porażka po ciągłej walce nie jest żadnym wstydem. Co prawda zawsze była to mocna strona „Rossazzurrich”, gdyż za panowania Vincenzo Montelli zespół również dobrze prezentował się na własnym stadionie. Jednak jest pewien aspekt, który łączy obu szkoleniowców. Żaden nie miał długiej serii zwycięstw w pojedynkach wyjazdowych, co od wielu lat jest mankamentem tej drużyny. Natomiast w kilku spotkaniach brakowało pełnej koncentracji do końca. Dobrym przykładem jest mecz z Pescarą, który podopieczni Rolando Marana przegrali 1:2. W piątej minucie doliczonego czasu gry drugiej połowy bramkę zdobył Togni, który swoim trafieniem uradował fanów zespołu z Abruzji.












