Opadł kurz po wyborczej batalii, z pola bitwy zebrano rannych i zabitych, chorągwie pokonanych złożono u stóp nowego miłościwie nam panującego prezydenta – Gianniego Infantino. Zwyciężył, pokonał rywali, zdobył władzę. Ale co dalej, czego możemy się spodziewać po rządach popularnego „Łysego”?
Infantino ma 45 lat, włada płynnie siedmioma językami, z wykształcenia jest prawnikiem. Będzie dziewiątym szefem FIFA, co, mając na uwadze ponad stuletnią tradycję tejże organizacji, jest dowodem świadczącym o tym, że fotel prezydenta największej piłkarskiej organizacji to bardzo wygodny mebel. Rozsiądźmy się więc wygodnie, niczym Infantino na swoim „fifowskim” tronie, i sprawdźmy, czy wśród całego jazgotu pt. „Łysy z FIFA” jesteśmy w stanie znaleźć choćby zalążki koncepcji poprawy sytuacji w świecie futbolu.
Reformy i więcej reform
Czterdziestostronicowy program Szwajcara to klasyczny przykład politycznej nowomowy, kiełbasy wyborczej, wpajania potencjalnemu elektoratowi przyjemnych dla oczu i uszy haseł, które w cudowny sposób mają uzdrowić sytuację światowej piłki.
Plany stworzenia przyjemnej, cieplarnianej, niemalże rodzinnej atmosfery w środowisku FIFA to oczywiście szczytna inicjatywa, żywcem wyjęta z piłkarskiej szatni. Jeśli wewnątrz zespołu nie ma zgrzytów, jeśli wszyscy dążą w jednym, konkretnym kierunku, łatwiej jest osiągnąć założony cel. Wszystko pięknie, założenia co najmniej dobre, próżno jednak szukać jakichkolwiek instrumentów, dzięki którym nowy prezydent miałby taki porządek zaprowadzić.
Ocieplenie wizerunku wokół organizacji, przegonienie kulejących demonów do złudzenia przypominających Seppa Blattera – to jeden z głównych celów Infantino. Koniec z niemalże despotycznymi rządami, koniec z wszechobecnym „kolesiostwem”, a nawet nepotyzmem. Czas na jasny i wyraźny podział obowiązków i kompetencji danych organów FIFA, posprzątanie bałaganu, jaki pozostał po blisko dwudziestu latach rządów poprzednika.
Infantino obiecuje dobre zarządzanie, PO obiecywało nową Irlandię, PiS nowe Węgry. O ile w kwestii byłej ekipy rządzącej mamy pewność, że plany nie zostały zrealizowane, o tyle dwóch graczy ciągle pozostało na placu boju. Abstrahując od krajowej polityki, warto by się zastanowić, co nowy szef FIFA rozumie przez „dobre zarządzanie”.
Wydaje się, że jednym z pomysłów na poprawę kondycji wewnątrz organizacji jest utworzenie Rady FIFA. Twór ten miałby skupiać się przede wszystkim na strategii rozwoju, a także wnikliwej obserwacji różnorakich imprez pod kątem rentowności, co byłoby gwarantem profesjonalnego zarządzania ogromną, nie bójmy się tego słowa, korporacją, jaką w chwili obecnej jest FIFA. W jej skład mieliby wchodzić przedstawiciele organizacji piłkarskich ze wszystkich federacji.

Skarbiec w Zurychu











