Im większą wiedzą dysponujesz Ty, tym bardziej niwelujesz ryzyko, które ponoszą Twoi podopieczni [WYWIAD]


Mateusz Gwizd – Polak pracujący w Birmingham City Comunity Trust

12 czerwca 2017 Im większą wiedzą dysponujesz Ty, tym bardziej niwelujesz ryzyko, które ponoszą Twoi podopieczni [WYWIAD]

Coraz częściej młodzi, ambitni ludzie z Polski udowadniają, że nie mamy się czego wstydzić. Na tle innych nacji wyróżnia nas chęć do pracy, wrodzona ambicja i pasja, którą przełożyć potrafimy na rożne sfery codziennego życia. Ten znany „polski charakter”, o którym coraz częściej słychać za sprawą Roberta Lewandowskiego, naszej piłkarskiej drużyny narodowej czy bez zbędnego szumu robiącego swoje w padoku Renault Roberta Kubicy, zaczyna budzić podziw. Rej napisał „Polacy nie gęsi”... My dodamy, że trenerów swoich też mają.


Udostępnij na Udostępnij na

Mateusz Gwizd – były zawodnik Korony Kielce – udowadnia, że ciężką pracą, samozaparciem i ambicją można osiągnąć bardzo wiele.

Poznajmy naszego człowieka w Birmingham City!

***

 

Mateuszu, do Anglii wyjechałeś z myślą o trenerskim podboju Wysp?

Nie (śmiech). Wyjechałem prawie cztery lata temu, z moją ówczesną dziewczyną, a teraz żoną. Nie mieliśmy żadnych konkretnych planów. Chcieliśmy spróbować życia za granicą, mieliśmy też na uwadze względy finansowe.

A piłka? Chciałeś ją porzucić?

Absolutnie nie, ale sam wiesz, jak to jest… Nie da się zrobić wszystkiego na raz. Kiedy już zadomowiliśmy się w Anglii, zacząłem myśleć o piłce, o trenowaniu, choć istniała bariera językowa, szczególnie fachowe słownictwo, typowo piłkarskie – to było trudne. Nie poddawałem się, zacząłem nad sobą pracować, nad tym moim językiem. Na początku nie było to takie łatwe (śmiech).

Powiesz o swoich początkach?

Od samego początku, gdy tu jestem, szukałem jakiejś okazji. Chciałem się uczyć, rozwijać i pracować w piłce. Już nawet nie pamiętam, ile listów i maili wysłałem, chyba do wszystkich istniejących w Anglii klubów – w tym kilkanaście razy do Birmingham (śmiech), ale bez powodzenia. Kilka razy dostałem negatywną odpowiedź: „Nie mamy pracy dla trenera bramkarzy w naszym klubie”.

Nie zniechęcałeś się?

Może trochę, ale ja nie lubię się poddawać. Jak widzisz, chyba się opłaciło…

Widzę… Fajna ta bluza, którą na sobie masz (śmiech). Jak ten herb znalazł się na Twojej piersi?

Przypadek… Któregoś dnia zadzwonił do mnie kolega – Tomasz Król – pracujący na co dzień w Crystal Palace z wiadomością, że na Twitterze jest ogłoszenie, w którym szukają trenera bramkarzy – dokładnie w Birmingham City Comunity Trust. Wysłałem swoje CV, po czym zaprosili mnie na rozmowę.

Musiałeś zrobić bardzo dobre wrażenie… Zostałeś!

Wcale nie było tak łatwo. Oprócz tej rozmowy, o której mówię, kazano mi zaprezentować swoje umiejętności i poprowadzić trening. Po nim zaproponowano mi pracę.

Gratuluję. Akurat praca w takim klubie jak Birmingham to według mnie nobilitacja i nagroda. Powiedz, Mateuszu, coś o sobie. Jakie były Twoje piłkarskie początki?

Zacząłem w wieku ośmiu lat – zasiliłem szeregi Korony Kielce, w której występowałem w każdej z grup młodzieżowych. Później wyjechałem do Krakowa, do liceum, z którego chyba mnie pamiętasz? (śmiech).

Trudno nie pamiętać kogoś, kto godzinami wisi na trzepaku głową w dole… (śmiech). Ok, jesteśmy przy liceum…

Zawsze robiłem wszystko, by się rozwijać. Szkoła Mistrzostwa Sportowego w Krakowie, po ukończeniu której wróciłem do Kielc, do Korony i występowałem w drugiej drużynie. Później wypożyczenia – Spartakus Daleszyce, MKS Stąporków – to mój sukces, wywalczyłem z tym klubem awans do trzeciej ligi i to tam na dobrą sprawę zaczęła się moja przygoda trenerska. Prezes poprosił mnie o prowadzenie treningów bramkarskich, a dalej już samo poszło.

Chciałem jeszcze wrócić do Twoich angielskich początków. Bo chyba nie od razu było Birmingham City?

Nie. Na początku było Shrewsbury występujące w League One i Tramworth, który obecnie gra w VI lidze.

Powiesz coś o tych ekipach?

W obu tych przypadkach wszystko wygląda naprawdę profesjonalnie. Porównując do naszych polskich warunków, powiedziałbym nawet, że „mega profesjonalnie”.

Chodzi Ci o funkcjonowanie klubu?

Tak, lata świetlne. Tramworth odnowił ostatnio swoje boisko, zmieniając je na 3G. Około trzy miliony funtów wydane na rozwój – teraz mają tam superwarunki. I w Shrewsbury i Tramworth jeżeli potrzeba chwili jest taka, że trening ma być przy sztucznym świetle – jest przy sztucznym świetle. Trenerzy są idealnie przygotowani do każdych zajęć, a trenują według planu przygotowywanego przez menedżera akademii. Wszystko dograne i zapięte na ostatni guzik. Trening, weryfikacje, ewentualnie doskonalenie braków… Szczerze nie widzę różnicy w pracy w tych małych zespołach a w wielkim Birmingham. Angielskie kluby i akademie mają podobny styl pracy i działania, starają się go trzymać na wysokim poziomie.

To w Shrewsbury dostałeś swoją pierwszą trenerską pracę w Anglii, tak?

Pracę?!? Tak, to właśnie ten klub, o którym mówisz umożliwił mi tutaj dobry start. Tylko że… robiłem to jako wolontariusz, za darmo. Treningi 2 – 3 razy w tygodniu, 50 mil w jedną stronę. Wychodzisz z domu o 4.30, a wracasz o 21. Czego sie nie robi z miłości do piłki (śmiech).

Mówisz, że trenerzy są dobrze przygotowani. Jak wygląda edukacja trenerska na Wyspach? Jest trudno zdobyć uprawnienia?

Czy trudno… dla jednych tak, dla innych nie. Zależy jak bardzo chcesz to robić i jak wiele jesteś w stanie poświęcić, by to robić.

Aby w ogóle zacząć pracę jako trener w Anglii, podstawą są dwa kursy organizowane przez związek – EMERGENCY FIRST AID i THE FA Safeguarding Children Workshop. Do tego dochodzi CBR – dokument o niekaralności. Dopiero po skompletowaniu tego wszystkiego można myśleć o kolejnych krokach.

W moim przypadku to GK LEVEL 1,2, czyli kursy bramkarskie, a później FA Youth Award Module Level 1&2.

W Polskim związku tez odbywałeś jakieś szkolenia?

Kurs UEFA B. Było dość intensywnie, latałem raz w miesiącu na zajęcia do Polski.

Dla wielu ludzi piłkarska praca to pasja, a Twój przypadek tylko to potwierdza. Jak się jeszcze rozwijasz?

W styczniu tego roku ukończyłem FA GK B License i jest to dla mnie jak na razie najbardziej wartościowy kurs, jaki odbyłem. Otwiera on też drzwi w wielu angielskich akademiach.

A podglądasz prace innych w różnych krajach?

Tak, jasne. Ostatnio byłem w Holandii. Obserwowałem treningi w takich klubach, jak: AJAX, PSV, Twente czy NEC Nijmegen. Warto czerpać od innych.

Jesteś trenerem bramkarzy i w Birmingham zajmujesz się tylko szkoleniem bramkarskim?

Tak. Dokładnie tak.

Trening specjalistyczny to bardzo obszerny, ale i bardzo interesujący temat. Powiesz o nim coś więcej? Jak wygląda ta bramkarska specjalizacja w Anglii?

Może zacznę od tego, że wygląda ona całkiem inaczej niż w Polsce. FA ma filozofie, wizje tego, jak powinno się szkolić bramkarzy. Szkolenie jest usystematyzowane i opracowane bardzo dokładnie. Trenerzy golkiperów są bardziej świadomi tego, co robią na treningach, ponieważ sami odbierają bardzo konkretną edukację w każdym zakresie – od techniki bramkarskiej po fazy gry, w których udział bierze bramkarz.

Mógłbyś bardziej rozwinąć swoją myśl? Czym to się dokładnie rożni w Polsce? Wydawało mi się, że Polscy bramkarze są doceniani. Słyszałem też o „Polskiej szkole bramkarskiej”. Konkrety?

Dla porównania w Polsce mamy kursy UEFA B GK i UEFA A GK. W Anglii ta edukacja zaczyna się już na Level 1 GK, Level 2 i dopiero później dochodzą kursy UEFA.

Pozycja bramkarza to pozycja bardzo specyficzna, a żeby wychować zawodnika bardzo dobrego, samemu trzeba być świadomym. Piłka nożna, jak sam wiesz, ciągle ewoluuje, zmienia się i trzeba za tym nadążać. W Polsce niektórzy nie dają rady (śmiech). Możesz to napisać… wiesz, że ja uważam, iż aby być dobrym trenerem, nie wystarczy być dobrym piłkarzem, a w Polsce wielu ludzi jedzie na dobrej opinii – w rzeczywistości będąc słabymi trenerami.

Mam rozumieć, że nie chce się im rozwijać, dalej edukować?

Tak. Ja się bardzo cieszę, że to myślenie w naszym kraju się zmienia, powstają akademie, jest bardzo dużo młodych fajnych trenerów, którzy coś interesującego robią, ale znajdzie się jeszcze grono osób żyjących – ładnie to powiem – w bardzo zamierzchłych czasach.

Żeby dobrze szkolić, trzeba uświadamiać młodych zawodników o nawet najbardziej podstawowych sprawach takich jak technika chwytu czy upadania. Im wcześniej, tym lepiej.

Kiedy grałeś, miałeś taką wiedzę?

Moją aktywną przygodę z graniem zakończyłem stosunkowo niedawno, bo około czterech lat temu, i przez ten czas żaden z trenerów – a było ich kilku, nawet tacy uznawani za wybitnych – nie przekazał mi choćby 50 % wiedzy, jaką miałem okazję nabyć tutaj w Anglii.

Ale piłka nożna to chyba nie tylko wiedza?

Jasne, zgadzam się, ale mając tej wiedzy jak najwięcej, możesz wyeliminować przypadki. Im większą wiedzą dysponujesz Ty, tym bardziej niwelujesz ryzyko, które ponoszą Twoi podopieczni.

Teraz nie wiem, co powiedzieć, bo wyjąłeś mi to z ust.

Bo tak jest. Sam wiesz, jak to wyglądało jeszcze do niedawna w Polsce. Masz tu piłkę, omiń te trzy pachołki, strzał… i tak to się kręciło.

Na szczęście to się już zmienia. Jak wygląda specjalistyczny trening najmłodszych w Birmingham City?

Zawodnicy od U-11 mają dwa treningi w tygodniu – około półtorej godziny. Przed zajęciami ustalam z trenerami to, co będą robić w danym dniu. Po za tym cały czas muszę też nad nimi czuwać, korygować ich. Analizuję trening tak, by poprawiać ewentualne błędy. Technika, stabilizacja, technika, stabilizacja… To są ich początki, ale robią bardzo konkretne rzeczy. Już w tym wieku wiadomo, kto ma predyspozycje do tego, by rozwinąć się w dużym stopniu.

Talent można bardzo łatwo zidentyfikować, ale tu właśnie wchodzi nam rola odpowiedniego człowieka – trenera – który albo ten talent oszlifuje tak, że w połączeniu z pracą eksploduje, albo ten talent zmarnuje.

Chciałem Cię zapytać o bardzo istotny według mnie czynnik mający wpływ na rozwój młodych zawodników, a ostatnimi czasy głośny temat w Polsce – rodziców. Jak sprawa ma się u Ciebie?

Współpraca z rodzicami moich podopiecznych wygląda bardzo dobrze. Patrząc też na moje wcześniejsze doświadczenia, jestem zadowolony z pracy na linii trener – rodzice.

W Shrewsbury Town rodzice przychodzili po zakończonym treningu i dziękowali mi za rozwój i wielkie zaangażowanie, jakie wkładam w treningi ich dzieci. Byli bardzo pozytywnie nastawieni i zadowoleni, chociaż dopiero zaczynałem i mój język też nie brzmiał najlepiej. W drugim klubie Tramworth musiałem przedstawić rodzicom każdego chłopca z osobna Individual Development plan plus wideo, które przygotowywałem pierwszy raz – nie spotkałem się tutaj ze złym czy nachalnym podejściem.

Obecnie w Birmingham ta współpraca też jest wręcz wzorcowa. Nie zdarzyło mi się, by ktoś ingerował w treningi czy mecze. Rodzice wiedzą tutaj, że to trener ma ostatnie zdanie i to jego trzeba słuchać – taka postawa to serio bardzo duży komfort pracy i dla mnie, i dla dzieci.

Na początku wspominałeś o barierze językowej więc chce Cię zapytać, czy nie miałeś jakichś problemów związanym z tym, że nie jesteś Anglikiem?

Na początku miałem problemy językowe. Wiadomo… nowy trener i nie z Anglii. Mimo wszystko za wszelką cenę chciałem zbudować z zawodnikami dobre relacje. Czy we wcześniejszych klubach, czy obecnie w BCFC staram się tłumaczyć chłopcom, że ja jestem tutaj po to, by coś im dać i czegoś ich nauczyć. Staram się pomóc im w doskonaleniu ich umiejętności, a gdy oni słyszą jakieś błędy językowe w moim wykonaniu, to je korygują. Taki kompromis – ja uczę ich bronić, a oni mnie języka (śmiech). Muszę Ci też powiedzieć, że coraz częściej sami wykazują inicjatywę i coraz częściej zdarza mi się słyszeć np. „Dzień dobry, trenerze”. Jak sam widzisz, nie mam większych problemów.

Tak rozmawiamy i wiesz co? Jesteś bardzo ambitnym człowiekiem, podoba mi się Twoje podejście. 

Kamil nie przesadzajmy… jestem chyba normalny! Sam doskonale zdajesz sobie sprawę jak jest. W piłce jak w życiu – nie ma nic za darmo. Na wszystko musisz zapracować sobie sam, czasem tracąc czas, pieniądze czy paliwo. Sukcesy i osobiste zwycięstwa rodzą się w bólach, ale Ty na pewno ro rozumiesz. Miłość do piłki wymaga wyrzeczeń i poświęceń, a obaj już „zjedliśmy” na niej zęby (śmiech).

 

Mateusz przebywał ostatnio w Polsce, gdzie z jedną z drużyn Birmingham City uczestniczył w turnieju rozgrywanym na Podhalu. Z tej okazji cała jego drużyna pozdrawia czytelników iGol.pl.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski