Redakcja

iGolowa Ekstragadka: Posezonowe rozważania o klubach grupy spadkowej


Podsumowujemy ten sezon w wykonaniu drużyn grupy spadkowej LOTTO Ekstraklasy

23 maja 2019 iGolowa Ekstragadka: Posezonowe rozważania o klubach grupy spadkowej
Krzysztof Porębski / PressFocus

Za nami kolejny emocjonujący sezon ekstraklasy. To czas licznych podsumowań. Z tej okazji zapraszamy na drugą część naszej Ekstragadki poświęconą klubom grupy spadkowej.


Udostępnij na Udostępnij na

Podobnie jak w przypadku grupy mistrzowskiej tak i w przypadku grupy spadkowej, nasi redaktorzy postanowili przedstawić najważniejsze sprawy związane z klubami tejże grupy.

Najlepszy i najgorszy piłkarz klubu, którym się zajmowałeś w tym sezonie?

Dawid Stelnicki (Wisła Kraków): Najlepszym zawodnikiem tego sezonu w Wiśle można uznać Bashę. Albańczyk jest bardzo solidnym ligowcem, przez cały sezon był równy i nie zaliczał spektakularnych wpadek. Solidny sezon za nim, był on trzecim najczęściej grającym zawodnikiem u Macieja Stolarczyka. Wyróżniłbym też Kolara, który godnie zastąpił Zdenka Ondraska. Chorwat zakończył sezon z 12 trafieniami na koncie i w rundzie rewanżowej wyglądał bardzo dobrze.

Najbardziej zawiodłem się na Mateuszu Lisie. Miałem spore oczekiwania przed sezonem co do byłego bramkarza Lecha, którym nie sprostał. Potrafił zanotować spektakularne parady, aby potem wpuścić dwie bramki po koszmarnych błędach. 22-latek ma sporo do poprawy i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie zobaczymy jego o wiele lepszą wersję.

Michał Karczewski (Korona Kielce): Na szczególne wyróżnienie zasługuje Djibril Diaw. Senegalczyk świetnie prezentował się w trakcie rundy jesiennej zarówno w defensywie, jak i ataku. Często inicjował akcje ofensywne oraz podłączał się do kontrataków Korony. Z obowiązków w destrukcji również wywiązywał się nienagannie. W trakcie przerwy między rundami został jednak sprzedany, a tragiczna wiosną postawa kielczan w defensywie najlepiej pokazuje, jak ważnym elementem zespołu był Senegalczyk.

Wybór najgorszego zawodnika Korony w zakończonym sezonie to z kolei trudna decyzja. Kandydatów nie brakuje, co udowadnia, że to nie była udana kampania w wykonaniu Korony. Jeśli jednak mam wybrać jednego zawodnika, to postawię na Joonasa Tamma.

Antoni Majewski (Górnik Zabrze): Najlepszym graczem Górnika był w tym sezonie bezapelacyjnie Igor Angulo, król strzelców ekstraklasy. Przede wszystkim dzięki jego trafieniom zabrzanie byli w stanie w ogóle utrzymać się na najwyższym poziomie w Polsce. Hiszpan, który kolejny sezon z rzędu znajduje się w doskonałej formie, stał się ikoną Górnika i na pewno zostanie zapamiętany na lata.

Kamil Warzocha (Śląsk): W przypadku Śląska Wrocław wskazanie najlepszego piłkarza nie jest problemem, bo nim jest oczywiście Marcin Robak. Co prawda w rundzie finałowej swoją cegiełkę do utrzymania w lidze dołożyli Pich (trzy asysty i dwa gole) oraz Cholewiak (trzy bramki i asysta), ale w skali całego sezonu to gole 36-letniego napastnika były bezcenne. Trudniej natomiast wskazać najgorszego zawodnika, bo jeżeli ktoś prezentował się źle, to najczęściej tracił swoje miejsce w składzie. Mimo wszystko postawiłbym jednak na Tarasovsa, który w swoich występach był niebezpiecznym punktem zapalnym. Przez jego błędną postawę Śląsk musiał się liczyć ze stratą kilku bramek.

Paweł Grzywacz (Arka Gdynia): W Arce Gdynia trudno wskazać jednego najlepszego w tym sezonie zawodnika. Łatwiej powiedzieć rundami. Jesienią tym najlepszym był Michał Janota. Przypomnę zresztą, że wówczas wiele osób domagało się Janoty w kadrze. Wiosną jednak spuścił mocno z tonu i grał słabiej. Wtedy jednak najlepszym graczem Arki stał się Marko Vejinović, którego zatrzymanie w Gdyni powinno być kluczowym celem klubu. Jeżeli chodzi o najgorszego, to wiadomo, że tu zawsze jest problematyczne stwierdzenie, kto był tym najsłabszym, ale moim zdaniem trzeba wskazać Aleksandyra Kolewa, który grał bardzo słabo.

Jakub Miernik (Wisła Płock): Zdecydowanie łatwiej wskazać negatywnych bohaterów Wisly Płock zakończonego sezonu aniżeli tych pozytywnych. Po oczach razi przede wszystkim kiepska jakość obsady bramki oraz ataku. Ani Thomas Daehne, ani Bartłomiej Żynel nie są wystarczająco utalentowanymi bramkarzami. Chcąc jednak wyznaczyć jednego zawodnika, wskazałbym może nie najgorszego, lecz tego, który zaliczył największy zjazd na przestrzeni ostatnich miesięcy. Mowa oczywiście o Ricardinho. Dziewięć trafień z jesieni przy zaledwie jednym w rundzie wiosennej mówi samo za siebie. Zła dyspozycja Brazylijczyka w znacznym stopniu przyczyniła się do tego, że Wisła toczyła heroiczny bój o utrzymanie. W przypadku najlepszego piłkarza nie ma się co silić na oryginalność. Jest nim Dominik Furman. Zdecydowanie powinien przenieść się do bardziej jakościowego środowiska piłkarskiego.

Dawid Stelnicki (Miedź Legnica): Jeśli chodzi o Miedź, najlepszym zawodnikiem był zdecydowanie Petteri Forsell. Fin swoimi uderzeniami zza pola karnego trzymał Miedź przez większość sezonu w grze. Niestety po pewnym czasie rywale go przeczytali i przestał dawać tyle jakości.

Na miano najgorszych zawodników zapracowali sobie Anton Kanibołocki i Fabian Piasecki. Ukrainiec popełnił kilka rażących wpadek i jego niefrasobliwość między słupkami zabrała Miedzi kilka jakże cennych punktów. Widać było gołym okiem skok jakościowy, kiedy do bramki wszedł Dżanajew. Rosjanin spisywał się o wiele lepiej od Kanibołockiego i był pewniejszy. Natomiast Piasecki grał „piach” i w ciągu całego sezonu raptem raz znalazł drogę do siatki. Niestety z takim napastnikiem nie można się utrzymać w ekstraklasie.

Dawid Dreszer (Zagłębie Sosnowiec): Tu mogę powiedzieć coś więcej. W przypadku Zagłębia niewątpliwie najlepszym piłkarzem zakończonego sezonu naszej ligi był Żarko Udovicić. Regularnie wyrastał umiejętnościami ponad poziom drużyny, co poskutkowało podpisaniem umowy z Lechią. Mimo swojego dość dojrzałego wieku nie wyobrażam sobie, by zabrakło go w przyszłym sezonie Lotto Ekstraklasy.

Jeśli chodzi o najgorszego piłkarza sezonu, jestem zmuszony wskazać całą defensywę. Zagłębie straciło podczas 37 kolejek aż 80 goli, co nawet na realia naszej ligi jest wynikiem fatalnym.

Kluczowy moment Twojego klubu w tym sezonie?

Dawid Stelnicki (Wisła Kraków): Z całą pewnością najgorszym momentem była końcówka 2018 roku. Sprawy dotyczące Marzeny Sarapaty oraz Vanny Ly wyłącznie zadziałały na niekorzyść klubu. „Biała Gwiazda” stała się pośmiewiskiem na skalę całego kraju, a jej los wisiał na włosku. Wtedy miał miejsce ten kluczowy moment. Pojawienie się Jarosława Królewskiego, który wraz z Kubą Błaszczykowskim i Tomaszem Jażdżyńskim trzymają klub przy respiratorze. Królewski jest osobą inteligentną i kompetentną i to w głównej mierze dzięki jego działaniom Wisła wciąż gra w ekstraklasie. Jednak nie należy też umniejszać roli kibiców, którzy się zmobilizowali i również dzięki nim klub utrzymuje się dłużej w ekstraklasie. Wisła Kraków w tym sezonie stworzyła historię zarazem przykrą, jak i bardzo romantyczną. Miejmy nadzieję, że szybko pojawi się w klubie ktoś z zewnątrz.

Michał Karczewski (Korona): Moim zdaniem takie momenty były dwa. Pierwszy to odejście Djibrila Diawa. Współpraca Senegalczyka z Adnanem Kovaceviciem oraz Ivanem Marquezem układała się naprawdę świetnie. Wymienność pozycji między tymi graczami czy asekuracja robiły wrażenie. Po transferze Djibrila Diawa wszystko jednak w destrukcji się posypało, a błędy zaczęły się mnożyć.

Drugim momentem były zimowe przygotowania do rundy wiosennej. Ewidentnie popełniono w ich trakcie błąd, bo zespół Korony wiosną biegał mało. Co więcej, w drugich połowach wielu meczów brakowało kielczanom sił. To często przeważało o końcowych rezultatach na niekorzyść Korony.

Antoni Majewski (Górnik): Kluczowym momentem minionego sezonu dla zespołu Górnika było przede wszystkim zimowe okienko transferowe, podczas którego sprowadzono m.in. Valeriana Gvilię, odkrycie ekstraklasy, czy Martina Chudego, bramkarza, który na polskich boiskach prezentuje bardzo wysoki poziom. Ogromną pomocą dla zabrzan okazał się Artur Płatek, który był osobą odpowiedzialną za wspomniane transfery. Wzmocnieni „Górnicy” zagrali bardzo solidną wiosnę, a zawodnicy, którzy dołączyli do klubu w styczniu, odegrali ogromną rolę w walce o utrzymanie.

Kamil Warzocha (Śląsk): Były dwa takie kluczowe momenty. Pierwszym była zmiana szkoleniowca, czyli odejście Tadeusza Pawłowskiego na rzecz Vitezslava Lavicki, a drugim runda finałowa. Czech po objęciu posady trenera postawił na lepszą organizację gry, co na początku rundy wiosennej pozwoliło Śląskowi wygrać kilka meczów z rzędu na własnym stadionie, czego bardzo brakowało jesienią. Później, gdy widmo spadku zajrzało wrocławianom w oczy, Śląsk zaczął grać na bardzo wysokim poziomie i po raz pierwszy od 2012 roku (mistrzowski sezon) wygrał cztery spotkania z rzędu. Co więcej, strzelił najwięcej goli w rundzie finałowej w całej ekstraklasie, co tylko potwierdza ich znakomitą formę na finiszu.

Paweł Grzywacz (Arka Gdynia): Kluczowym dla Arki momentem tego sezonu była chwila gdy zwolniono Zbigniewa Smółkę. Odejście tego trenera można wręcz powiedzieć, że uratowało Arkę od spadku. Równie kluczowy w tej sytuacji był też moment zatrudnienia Jacka Zielińskiego, który pociągnął gdyński klub w górę tabeli.

Jakub Miernik (Wisła Płock): Wskazać można dwa momenty, które dotyczą trenerów prowadzących zespół. Pierwszy z nich to oczywiście lipiec 2018 roku i nagła nominacja Jerzego Brzęczka na stanowisko selekcjonera reprezentacji Polski tuż przed inauguracją ligi. Kto wie, jak potoczyłyby się losy Wisły na przestrzeni całego sezonu, gdyby PZPN nie wyrwał ówczesnego szkoleniowca z Płocka. W końcu to on przygotowywał zespół podczas krótkiej przerwy międzysezonowej według własnej koncepcji, z czym zupełnie nie poradził sobie jego następca, Dariusz Dźwigała. Drugi to oczywiście niedawne przybycie na ławkę trenerską Wisły Leszka Ojrzyńskiego, który na tyle, na ile mógł, podniósł drużynę ze zgliszczy, a ta resztkami sił skończyła sezon tuż nad kreską.

Dawid Stelnicki (Miedź Legnica): Najgorszym momentem Miedzi była porażka na własnym stadionie 0:5 ze Śląskiem Wrocław. Gracze z Legnicy zagrali wtedy najgorszy mecz w sezonie i zostali wypunktowani przez jałowy na przestrzeni całego sezonu Śląsk.

Dawid Dreszer (Zagłębie Sosnowiec): Kluczowy moment? Takowy trudno wskazać, bowiem Zagłębie spadło z ligi. Wstrzymam się od odpowiedzi na to pytanie.

Ocena zimowych transferów Twojego klubu

Dawid Stelnicki (Wisła Kraków): Zimowe okienko było bardzo trudne dla Wisły. Po całej Europie rozjechali się zawodnicy odgrywający ważną rolę w zespole. „Biała Gwiazda” straciła takich piłkarzy jak Imaz, Kostal, Arsenić czy Ondrasek. Natomiast w ich miejsce pojawili się Błaszczykowski, Peszko, Savicević, Klemenz czy Burliga. Zawodnicy sprowadzeni do stolicy Małopolski, co by nie mówić, sprawdzili się. Błaszczykowski zdobył nawet statuetkę piłkarza miesiąca w ekstraklasie. Peszko może i nie grał wybitnie, ale zostawiał charakter na boisku i swoje zrobił. Savicević okazał się ciekawym graczem jak na warunki naszej ligi i mam nadzieję, że w przyszłym sezonie będzie grał jeszcze lepiej. Wisła dała radę powalczyć do końca o miejsce w TOP 8 pomimo odejścia praktycznie całego podstawowego składu, a zawodnicy, którzy przyszli zimą, odegrali w tym swoją rolę. Patrząc na wszystkie zawirowania, zarząd poradził sobie z nimi bardzo dobrze.

Michał Karczewski (Korona): Niestety dla kieleckich kibiców drugi rok z rzędu zimowe wzmocnienia są jednym wielkim rozczarowaniem. Joonas Tamm miał zastąpić Djibrila Diawa, ale już pierwsze spotkania pokazały, że Estończyk to defensor na zupełnie innym, znacznie niższym poziomie. Dużo wolniejszy, bez wizji w wyprowadzaniu piłki, grający strasznie asekuracyjnie. Zawodnik, który do Kielc po prostu trafić nie powinien.

Z kolei Aleksandar Bjelica z klubu szybciej wyjechał, niż się pojawił. Obecnie nikt nie wie, co dalej z grą Serba w Koronie. Umiejętnościami technicznymi jak na Lotto Ekstraklasę dysponuje naprawdę sporymi. Problemem może być jednak sfera mentalna.

Ognjen Gnjatić również nie zachwycił, ale na tle wymienionej dwójki przynajmniej dał coś pozytywnego zespołowi. Gracz typowo walczący w środku pola o odbiór piłki. Problem pojawia się jednak zawsze w momencie, gdy już jest w posiadaniu futbolówki, gdyż bardzo słabo prezentuje się w elemencie rozegrania.

Antoni Majewski (Górnik): Jak już wspomniałem wcześniej, ogromny plus. Śmiało można stwierdzić, że gdyby nie sprowadzeni w styczniu zawodnicy, Górnika w przyszłym sezonie oglądalibyśmy w I lidze, a nie ekstraklasie.

A jeśli chodzi o letnie okienko transferowe, nikt nie spodziewał się innego scenariusza. Górnik jest dosyć biednym klubem i wiadome było, że po zajęciu tak wysokiego miejsca w lidze chłopacy odejdą z zespołu, by klub mógł zarobić nieco pieniędzy. Szkoda jednak Rafała Kurzawy, który nie odnalazł się we Francji i ostatecznie skończył na wypożyczeniu w Kopenhadze oraz stracił miejsce w reprezentacji.

Kamil Warzocha (Śląsk): W zimowym okienku Śląsk wzmocniły trzy niebagatelne postacie. Byli to Krzysztof Mączyński, Lubambo Musonda i Mateusz Hołownia (wypożyczenie). I na dobrą sprawę każdy z tych piłkarzy dołożył swój pozytywny wkład do drugiej części sezonu. A jeżeli już mielibyśmy kierować jakieś obiekcje, to na pewno w stronę byłego reprezentanta Polski. Przez większość czasu spędzanego na boisku nie dawał tego, co na pewno potrafi, dlatego kibice nie mogli być w pełni usatysfakcjonowani jego postawą. Nieco lepiej od byłego zawodnika Legii prezentował się Musonda, który dał naprawdę ciekawy i obiecujący epizod, ale niestety bez liczb, czyli tylko na trójkę. Najbardziej pozytywne wrażenie zrobił 20-letni Hołownia, który wyrasta na prawdziwy kąsek dla czołowych klubów ekstraklasy. W kilku spotkaniach zdążył pokazać, że drzemie w nim duży potencjał.

Paweł Grzywacz (Arka Gdynia): Wspominałem już o Marko Vejinoviciu. To transfer, który sprawił, że Arka zyskała prawdziwego lidera. Warto wspomnieć też, że Arka zimą ściągnęła Maksymiliana Banaszewskiego. Aczkolwiek ten, gdy już pojawiał się na boisku, nie robił największego wrażenia.

Jakub Miernik (Wisła Płock): Były menedżer ds. sportowych, Łukasz Masłowski, podczas ostatniego swojego etapu pracy w Wiśle delikatnie mówiąc, nie popisał się. Weźmy pod uwagę w teorii najciekawsze nazwiska. Sprowadzony z I-ligowej Stali Mielec Grzegorz Kuświk nie okazał się zbawcą, jeśli chodzi o siłę rażenia. I nie jest to raczej większe zaskoczenie. Boczni obrońcy Angel Garcia i Jake McGin grali wiosną regularnie, lecz nie ma się co oszukiwać. W drużynie o większych ambicjach zostaliby zapewne sklasyfikowani jako piłkarski szrot.

Swojego talentu nie objawił Litwin Justinas Marazas, który zresztą otrzymywał szanse jedynie na początku rundy rewanżowej. Zastrzeżeń nie można mieć natomiast do wypożyczonego z gdańskiej Lechii Ariela Borysiuka. Z nim w składzie Wisła wywalczyła wiele ważnych punktów. Przyszłość Borysiuka w Płocku nie jest jednak pewna, gdyż klub nie zapewnił sobie opcji pierwokupu. W generalnym rozrachunku zimowe transfery nie wpłynęły pozytywnie na jakość zespołu.

Dawid Stelnicki (Miedź): Miedź zimą dokonała dwóch ciekawych transferów. Wyciągnęli z Cypru Joana Romana, który szybko okazał się motorem napędowym klubu. Drugim udanym transferem było ściągnięcie Dżanajewa. Rosjanin był do wyjęcia za darmo i Miedź skorzystała z tego, przy okazji zgarniając bardzo dobrego bramkarza. Zimowe okienko zostało jednak mimo tego nieco przespane. Zabrakło ściągnięcia napastnika, który gwarantowałby bramki i był w stanie utrzymać Miedź.

Dawid Dreszer (Zagłębie Sosnowiec): Trochę ich było, jednak żaden ostatecznie nie pomógł. Teraz wydaje się, że większość z pozyskanych piłkarzy opuści Zagłębie i w Polsce szybko się o nich zapomni.

Jak oceniasz trenera/-ów Twojego klubu w tym sezonie?

Dawid Stelnicki (Wisła Kraków): Maciej Stolarczyk wykonał kawał dobrej roboty w Krakowie. Były gracz Wisły przede wszystkim wywindował zawodników mentalnie. Przez cały czas w szatni panowała dobra atmosfera, a piłkarze wychodzili na boisko i grali radosny futbol. Wisłę w tym sezonie oglądało się bardzo dobrze i często ich mecze kończyły się wręcz spektakularnymi wynikami. Wielkie brawa dla Macieja Stolarczyka. Pomimo takich zawirowań potrafił z Wisły stworzyć drużynę z charakterem, którą cieszy gra w piłkę. Do tego w rundzie finałowej dał szansę młodszym piłkarzom, którzy tak jak chociażby Hoyo-Kowalski ją wykorzystali.

Michał Karczewski (Korona): W drugim sezonie pracy Gino Lettieriego w Kielcach Korona ponownie notuje znacznie słabszą od jesieni wiosenną część rozgrywek. Powoli można zacząć doszukiwać się pewnego schematu. Czy szkoleniowiec znów popełnił błąd w trakcie zimowych przygotowań, czy to jednak wina asystentów, których nie ma już w klubie? Władze Korony rozstając się z Milosem Janovskym oraz Davidem Pietrzykiem, jakby zasugerowały odpowiedź. Pytanie tylko czy właściwą. Gino Lettieri ma pełne poparcie prezesa Krzysztofa Zająca i mimo braku osiągnięcia celu minimum (górnej ósemki) pozostanie na stanowisku.

Inaczej sytuacja wygląda w stosunkach na linii Gino Lettieri – kibice. Śmiało można stwierdzić, że Włoch to pierwszy szkoleniowiec od lat, który nie ma poparcia kieleckich sympatyków. A na pewno zdecydowanej większości kibiców „Żółto-czerwonych”. Nie bez powodu. Kolejne wypowiedzi szkoleniowca o tym, że Korona to za mały klub, by walczyć o europejskie puchary, umniejszanie drużynie oraz dziwne tłumaczenia, dlaczego nie grają wychowankowie, którzy sięgnęli po mistrzostwo Polski juniorów, nie pozostały bez echa. Obecnie Gino Lettieri jest na zupełnie przeciwnym biegunie niż przykładowo Leszek Ojrzyński, który lata temu był i nadal jest w Kielcach wręcz uwielbiany. Gdy ówczesny zarząd zdecydował o rozstaniu ze szkoleniowcem, kibice stanęli murem za Leszkiem Ojrzyńskim. Mam wrażenie, że za Gino Lettierim obecnie nie wstawiłby się w Kielcach nikt.

Antoni Majewski (Górnik): Trudno jest ocenić pracę Marcina Brosza w tym sezonie. Dobrze, że Górnik mu zaufał, jeszcze gdy klub występował w I lidze. Dla klubu zrobił naprawdę wiele i myślę, że w minionym sezonie udowodnił swoją wartość, utrzymując się z drużyną w ekstraklasie. Nie wiadomo jednak, jak długo zostanie w Zabrzu. Mówi się, że w nowym sezonie może poprowadzić jakiś inny zespół, ale na razie to tylko pogłoski.

Kamil Warzocha (Śląsk): We Wrocławiu dwie rundy rozgrywali dwaj różni trenerzy. Tadeusz Pawłowski jako „strażak” z poprzedniego sezonu nie wyniósł Śląska na oczekiwany poziom, przy czym trzeba mu oddać hołd za to, że jego podopieczni grali ładną dla oka piłkę. Niestety warstwa wizualna zazwyczaj nie szła w parze ze zdobywaniem punktów, bo Śląsk (głównie na własnym stadionie) nie potrafił wygrywać meczów, co było niedopuszczalne.

Przed zimowymi przygotowaniami w klubie zjawił się Vitezslav Lavicka, który zdaniem wielu ekspertów w realiach ekstraklasy miał być trenerem z wysokiej półki. I to rzeczywiście da się zauważyć, bo Śląsk szczególnie w defensywie zaczął wyglądać nieco lepiej, co oczywiście przekładało się na zwycięstwa i czyste konta. Koniec końców kreski wyraźnie oddzielającej przeciętną przeszłość nie postawiono, ale moim zdaniem czeski fachowiec zna się na rzeczy i dopiero w kolejnym sezonie pokaże pełny wachlarz swoich umiejętności zarządzania zespołem.

Paweł Grzywacz (Arka): Zbigniew Smółka swoją przygodę z Arką zaczął fenomenalnie. Wygrał bowiem z klubem Superpuchar Polski. Jednak z czasem było coraz gorzej, odważę się nawet powiedzieć, że w momencie zwolnienia Smółki jego Arka była najgorzej grającą drużyną ekstraklasy. Jacek Zieliński opanował zespół i poprawił jego grę. Arka Zielińskiego stała się jedną z najlepiej punktujących ekip ligi i obrazu tego nie zaprzepaści nawet wysoka porażka na koniec sezonu we Wrocławiu.

Jakub Miernik (Wisła Płock): Zacznijmy od tego, który w pewnym momencie sezonu miał poukładać zburzone klocki, a okazało się, że zrobił jeszcze większy bałagan. Kibu Vicuna po przejęciu schedy po Dźwigale rozpoczął nieźle. W pierwszych meczach pod jego wodzą zespół wyglądał obiecująco. Finisz rundy jesienniej nie okazał się jednak udany. Hiszpan naobiecywał, że po przerwie zimowej Wisła będzie wyglądać lepiej, atrakcyjniej dla oka i skuteczniej. Efekt, jak wiadomo, był bardzo mizerny i ostatecznie pokazano mu drzwi. Odbyło się to w momencie, gdy w całej ekstraklasie z kliku szatni naraz wywiało dotychczasowych szkoleniowców i zwolnienie kolejnego z nich przyjęto z nutką oburzenia.

W tym wypadku wydaje się akurat, że była to słuszna decyzja. Uznany na polskim rynku fachowiec Leszek Ojrzyński zachował dla klubu ligowy byt, co pod wodzą Vicuny wydawało się niemożliwe. Na pełną ocenę jego pracy należy oczywiście poczekać do kolejnego sezonu. Samym utrzymaniem zjednał jednak już sobie w Płocku niemałą rzeszę zwolenników. Pierwszego z trzech trenerów Wisły, czyli Dariusza Dźwigałę, trudno miarodajnie ocenić. Zajęcie przez niego stanowiska Brzęczka okazało się dla niego bardzo bolesne, lecz można zaryzykować stwierdzenie, że w jego przypadku włodarze nie wytrzymali presji i zbyt wcześnie zrezygnowano z jego usług. Krótka historia Kibu Vicuny pokazała, że Dźwigała wcale nie był gorszą opcją.

Dawid Stelnicki (Miedź): Trudno powiedzieć, że Dominik Nowak wykonał kawał dobrej roboty. Warsztatowo pokazał, że jest dobrym trenerem, wykazał się pomysłem na grę, mimo statusu beniaminka chciał grać ofensywny futbol, jednak nie przyniosło to porządanych efektów. Był pomysł, jednak zabrakło mi w tym pomyśle elastyczności. Gdyby Miedź miała napastnika na poziomie, plan zadziałałby lepiej i jestem przekonany, że oglądalibyśmy Miedź w ekstraklasie.

Ocena całego sezonu w wykonaniu Twojego klubu i analiza zajętego na koniec sezonu miejsca w lidze

Dawid Stelnicki (Wisła Kraków): Patrząc na to, co się działo dookoła klubu przez cały sezon, wynik jest świetny. Wisła może i nie weszła do grupy mistrzowskiej, jednak tak naprawdę wraz z początkiem grupy spadkowej była pewna utrzymania. Mogli sobie pozwolić na wystawianie do boju takich zawodników jak Hoyo-Kowalski, Buksa czy Śliwa. Były momenty spektakularne jak wygrana 6:2 z Koroną czy 5:2 z Lechią i Lechem. „Biała Gwiazda” dała dużo radości kibicom z całej Polski i pokazała, że warto dla nich wybrać się na stadion bądź włączyć telewizję. Wynik ponad stan..

Michał Karczewski (Korona): Zakończona kampania była porażką Korony. Celem minimum był ponowny awans do górnej ósemki. Nikt racjonalny nie wymagał zajęcia miejsca gwarantującego grę w eliminacjach do europejskich pucharów. Jednak promocja do grupy mistrzowskiej była planem minimum i jak najbardziej do zrealizowania.

Wiosenna dyspozycja Korony zasługuje na oddzielny akapit. Liczne kompromitacje i porażki kilkoma bramkami to po prostu wstyd. Podobnie jak beznadziejna dyspozycja na Suzuki Arenie. Atut własnego boiska, z którego przez lata słynęli kielczanie, przepadł wraz z początkiem rundy wiosennej. Jedynym pocieszeniem dla wszystkich związanych z Koroną jest fakt, że sezon dobiegł już końca.

Antoni Majewski (Górnik): Szczerze mówiąc, pomimo zajęcia miejsca w dolnej ósemce i walki o utrzymanie niemal do samego końca jestem zadowolony. Oczywiście w poprzednim sezonie Górnik zakończył zmagania na czwartym miejscu premiowanym grą w europejskich pucharach, ale nikt w Zabrzu nie myślał nawet o powtórzeniu tego wyniku. Wiadome było, że Górnik walczyć będzie o utrzymanie. I o ile pierwsza połowa sezonu dla kibiców klubu mogła być martwiąca, tak wiosna dla zabrzan była bardzo dobrym okresem głównie dzięki trafionym wzmocnieniom. Cieszy fakt, że Górnik grał zdecydowanie przyjemniejszą dla oka piłkę niż jesienią i zdołał szybko zapewnić sobie utrzymanie. Ogólnie więc zabrzanie mogą być zadowoleni z końcowej lokaty, która jest dobrym prognostykiem na kolejny sezon.

Kamil Warzocha (Śląsk): Gdybym miał przełożyć ten sezon na szkolne oceny, dałbym wrocławianom dwójkę z plusem. Niestety, ale na nic więcej w obecnym sezonie Śląsk nie zasłużył, ponieważ nie zrobił żadnego kroku naprzód względem przeszłości. Co roku scenariusz jest bardzo podobny, czyli pobyt w dolnych rejonach tabeli i ratowanie się dopiero na finiszu, ale to oczywiście nie spełnia oczekiwań i przekłada się na słabą stadionową frekwencję oraz niezadowolenie kibiców. I z jednej strony dobrze, że w świetnym stylu udało się oddalić od strefy spadkowej, ale z drugiej… Z takim potencjałem finansowym, infrastrukturalnym i kadrowym Śląsk powinien celować co najmniej w pierwszą ósemkę, dlatego 12. lokata na koniec kampanii to mimo wszystko porażka.

Paweł Grzywacz (Arka): Ten sezon w wykonaniu Arki Gdynia był słabszy, niż można było oczekiwać. Przed sezonem wydawało się, że drużyna znajdzie się na miejscu 9-10. Tymczasem gdynianie długo musieli drżeć o utrzymanie. Na pewno to słaby sezon w ich wykonaniu.

Jakub Miernik (Wisła Płock): Tutaj nie trzeba wiele dodawać. Postawa poniżej krytyki. W mojej ocenie na większe uznanie zasłużył już spadkowicz z Legnicy. W praktyce okazało się, że wiele do życzenia pozostawiała kadra zespołu, roszady na ławce trenerskiej w oczywisty sposób także nie pomagały. A na początku wydawało się przecież, że Wisła powalczy o grupę mistrzowską, w najgorszym wypadku znajdzie się w spadkowej, lecz bez potrzeby toczenia walki o utrzymanie do ostatniej kolejki. W klubie mają o czym myśleć. Nadzieją na brak przerabiania podobnego scenariusza w sezonie 2019/2020 będzie Leszek Ojrzyński. Pozostaje kwestia potencjału piłkarskiego. To już problem dla nowego dyrektora sportowego, Marka Jóźwiaka.

Dawid Stelnicki (Miedź): W przypadku klubu z Legnicy możemy śmiało mówić o rozczarowaniu. Wielu obserwujących rozgrywki I ligi w Miedzi widziało kandydata do ósemki, a skończyło się spadkiem. Klub jest bardzo dobrze i rozsądnie zarządzany i utrzymanie się powinno być celem minimum. Pierwszy sezon Miedzi na salonach okazał się klapą, jednak miejmy nadzieję, że za rok wrócą do ekstraklasy i wyciągną odpowiednie wnioski z obecnego sezonu

Dawid Dreszer (Zagłębie Sosnowiec): Trudno cokolwiek oceniać, skoro maglujemy temat najgorszej drużyny w lidze. Już sam awans Zagłębia był zaskakujący, więc chyba nikt nie oczekiwał fajerwerków.

Na jakich pozycjach Twój klub powinien dokonać wzmocnień, by w przyszłym sezonie poradzić sobie lepiej?

Dawid Stelnicki (Wisła Kraków): W Wiśle o sensowne uzupełnienia może być bardzo trudno, zwłaszcza jeżeli się okaże, że proces przejmowania Wisły będzie się ciągnął. Trzeba się liczyć także z tym, że z klubem pożegna się kilku piłkarzy, którzy będą szukać stabilizacji. Będzie to bardzo trudne lato Wisły i może się okazać, że zobaczymy kompletnie inną ekipę niż ta, którą teraz podziwiamy. Zmiany mogą zajść na każdej pozycji.

Michał Karczewski (Korona): Jak zwykle latem w Kielcach będzie działo się bardzo dużo. Już teraz wiadomo, że prawie 1/3 kadry odejdzie. Dodatkowo kilkoma zawodnikami jak np. Wato Arweladze czy Ivanem Marquezem podobno interesują się zagraniczne kluby. Dlatego wzmocnienia być może będą potrzebne na prawie wszystkich pozycjach. Jednak w mojej ocenie klub najbardziej powinien skupić się na zakontraktowaniu kreatywnego środkowego pomocnika i skutecznego napastnika. To pozycje, które najbardziej kulały wiosną w zespole Korony.

Antoni Majewski (Górnik): Zdecydowanie największą stratą dla zabrzan będzie odejście Szymona Żurkowskiego do Serie A. Dla Górnika jest to pozycja do obsadzenia na już, wszyscy w Zabrzu wiedzą też, że Szymona nie będzie łatwo zastąpić. Do klubu z Zabrza powinien także zostać sprowadzony młody, perspektywiczny napastnik, którego będzie można powoli ogrywać w ekstraklasie, aby mógł zastąpić Igora Angulo. Hiszpan nie będzie przecież grał wiecznie, a do tego wielką niewiadomą jest, jak długo zdoła utrzymać wysoką formę.

Kamil Warzocha (Śląsk): Wzmocnień potrzebuje właściwie każda formacja. Wobec tego na pewno należy znaleźć zastępcę lub dobrego zmiennika dla Marcina Robaka, któremu trudy sezonu coraz mocniej dają się we znaki. Idąc dalej, przydałby się jeszcze jeden skrzydłowy, bo tych we Wrocławiu będzie tylko trzech w wyniku odejścia Farshada (zostaną jedynie Gąska, Musonda i Cholewiak). Na ten moment alarm rozbrzmiewa również na pozycji lewego obrońcy, bo Mateusz Hołownia prawdopodobnie wróci do Legii, po tym jak Warszawę opuści Hlousek, a do tego Cotra z powodu chronicznego bólu w kolanie kończy swoją karierę. Z dniem 1 czerwca Śląsk nie będzie dysponował żadnym nominalnym lewym obrońcą.

Paweł Grzywacz (Arka): Arka ma potrzebę wzmocnienia właściwie tylko na jednej pozycji. Na Olimpijskiej powinien pojawić się bramkostrzelny napastnik, który zapewni Arce te co najmniej 8-10 goli w sezonie. Jednak jak już wspominałem, głównym celem transferowym Arki powinno być zatrzymanie w klubie Marko Vejinovicia.

Jakub Miernik (Wisła Płock): Tak jak zostało już przytoczone na początku, Wisła musi zadbać latem o miejsce między słupkami, a także o napastnika. Bez tychże wzmocnień trudno wróżyć coś lepszego niż lokata zajęta na finiszu sezonu 2018/2019. Bolesną stratą może być odejście lidera Dominika Furmana i jeśli to się wydarzy, w środku pola powstanie duży problem. Tym bardziej że jak już wspomniano, ważą się również dalsze losy pobytu Borysiuka.

Dawid Stelnicki (Miedź): Zapewne z Legnicy odejdzie większość hiszpańskiego zaciągu. W klubie powinni się też przyszykować na odejście Dżanajewa i Forsella. Miedź czeka gruntowna przebudowa i zmiana kadry, a kto wie czy i nie koncepcji. Lato może być trudne, dla klubu z Dolnego Śląska. Jednak w Legnicy potrzeba napastnika, kogoś na środek obrony i przy odejściu Hiszpanów środek pola będzie potrzebował wymiany.

Dawid Dreszer (Zagłębie Sosnowiec): W Sosnowcu pewna jest rewolucja. Oprócz pojedynczych nazwisk większość piłkarzy była ekstraklasowymi zapychaczami. Zagłębie będzie grało w 1. lidze, więc trudno wskazać potencjalne wzmocnienia.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze
Newsletter piłkarski