Pięćdziesiąt goli, dziewiętnaście asyst i mnóstwo pewności siebie. Tyle dał Zlatan Ibrahimović w ubiegłym sezonie dla drużyny Paris Saint-Germain. Liczby Szweda były kosmiczne, a on sam został bodaj najistotniejszą postacią w paryskim zespole. Gdy czasem nie szło, wystarczyła chwila, by „Ibra” błysnął swoim geniuszem. Czy jego odejście jest stratą, z którą w Paryżu sobie poradzili?
Najjaśniejsza z jasnych
Ktoś może słusznie wytknąć, że Zlatan w Paris Saint-Germain był jedną z wielu gwiazd. Można, a nawet trzeba się z tym zgodzić, ale Szwed swoją osobowością i charyzmą zdecydowanie wyróżniał się na tle swoich równie znanych kolegów. Czy ktoś w zeszłym sezonie słyszał nazwisko Cavani więcej niż kilkukrotnie? Nie sądzę. Podczas gdy „Ibrahimović” przewijało się niemal co spotkanie z częstotliwością kursowania warszawskiego metra. Zresztą było tak od samego początku paryskiej przygody Szweda.
Zlatan Ibrahimović we wszystkich 52 meczach ubiegłego sezonu zdobył 50 goli i 19 asyst. Ogółem w barwach paryskiego klubu dorobił się 156 goli i 61 asyst w 180 spotkaniach.
Podstawy ku temu były solidne, gdyż „Ibra” rozgrywał we Francji swoje własne zawody. Najlepszą wizytówką Zlatana z czasów gry w PSG będzie właśnie kampania 2015/2016. Wówczas bowiem we wszystkich 52 występach Szwed zdobył 50 goli i 19 asyst. Ogółem w barwach paryskiego klubu dorobił się 156 goli i 61 asyst w 180 spotkaniach. Trudno jest to skomentować w sposób oryginalny, ponieważ o Ibrahimoviciu i jego wyczynach powiedziano już wiele.
Jednak same wyniki nie są odzwierciedleniem całej pracy, jaką wykonywał Zlatan w Paryżu. W czasie swojego pobytu w PSG pełnił jeszcze jedną, niezwykle istotną funkcję. Zdejmował presję z kolegów. Ileż łatwiej grało się paryskim gwiazdom, gdy oczy wszystkich zwrócone były na rosłego napastnika, nie ciążyła na nich większa presja i mogli skupić się na samym meczu? To jedna strona tej sytuacji, ponieważ z drugiej część znanych graczy PSG mogła czuć się pomniejszona obecnością „Ibry”.
Życie po Zlatanie
Wszyscy fani Ibrahimovicia z pewnością chcieliby wierzyć, że nie najlepsze wyniki w nowym sezonie – dwa remisy i porażka w sześciu meczach – to efekt braku ich ulubieńca. Po pierwsze wyniki same w sobie nie są takie złe. Oczywiście, wszyscy wymagają od takiego hegemona jak PSG hokejowych zwycięstw nad ligowymi rywalami i przekonujących na arenie europejskiej, ale życie to nie „Football Manager”.
Kluczem do słabszej, jeśli możemy tak to ująć, postawy Paris Saint-Germain jest przede wszystkim zmiana na stanowisku trenera. Unai Emery udowodnił w Sevilli, że jest świetnym szkoleniowcem, ale do „poustawiania” drużyny po swojemu potrzebuje czasu. Ekipa z meczu na mecz prezentuje się coraz lepiej, co udowodniła chociażby w ostatnim spotkaniu ligowym, podczas którego pokonała na wyjeździe Caen aż 6:0.
Edison Cavani przez ostatnie lata żył sobie w cieniu Zlatana i potrzebuje kilku meczów, jak choćby z Caen, by nabrać pewności siebie godnej lidera. A ma ku temu predyspozycje, wszak to on był swego czasu niekwestionowaną gwiazdą Napoli.











