Czego najbardziej potrzebuje reprezentacja Polski? Niektórzy powiedzą, że lepszych piłkarzy, inni uważają, że lepszego trenera, jeszcze inni chcą psychologa lub nauczyciela geografii, a ci bardziej radykalni żądają okulisty lub egzorcysty. Z wyjątkiem potrzeby lepszych piłkarzy cała reszta uderza mocno w fotel selekcjonera.
Jakim trenerem jest Smuda – każdy widzi. Doświadczony, utytułowany i charyzmatyczny, to wiemy, zaobserwowaliśmy, kiedy obecny selekcjoner szkolił piłkarzy Widzewa, Legii, Wisły, Lecha czy kilku innych. Co widzimy teraz? Brak konsekwencji, częste niczym nieuzasadnione zmiany decyzji i strategia nieomylności (Smuda nawet kiedy wie, że się myli, to uważa, że się nie myli). Czy to są cechy dobrego trenera? Może w klubach takie podejście zdawało egzamin, ale selekcjoner to nie to samo co trener klubowy. Rozszyfrujmy więc założenia, jakie pojawiły się na wstępie, i zastanówmy się, czy one pomogą trenerowi kadry stać się selekcjonerem przez duże „S”.

Po co Smudzie okulista? Skoro trener ogląda mecz, a w pomeczowych wypowiedziach opowiada takie farmazony, że nawet piłkarze nie wiedzą, o czym mówi, to chyba miał mocno ograniczoną widoczność. Zresztą selekcjoner potrafi też pomylić się w ocenie piłkarzy. Ni stąd, ni zowąd pochwali średniaka, zupełnie nie zauważając dobrego występu innego piłkarza. Może problem polega w niemożności rozróżnienia, który jest który. Zresztą trener kadry ma bardzo wybiórczy wzrok. Przez długi czas zupełnie nie dostrzegał dokonań Sebastiana Mili czy wpływu na zespół Michała Żewłakowa, za to wychwytuje niesamowite perełki jak Eugen Polanski (niesamowite pod względem wielkości, bo wyjątkowo trudno je dostrzec). Nic tylko czekać, jak ekshumowany zostanie pomysł powołania Michaela Delury czy kilku innych niemieckich piłkarzy z polskimi korzeniami, którzy niegdyś dobrze się zapowiadali.
Po co Smudzie psycholog? Trzeba w końcu przemówić do rozsądku selekcjonerowi i wybić mu z głowy reklamy z Adamiakami czy Błaszczykowskimi. Ta reklama może i jest zabawna, ale Euro 2012 nie jest powodem do śmiechu (może jeszcze będzie, ale o tym później) i należy je traktować poważnie. Psycholog mógłby też pomóc trenerowi wyrzucić z pamięci zatargi z Arturem Borucem i Michałem Żewłakowem, bo przecież selekcjoner dla dobra kadry nie powinien na nikogo się obrażać. Może też profesjonalista pomógłby panu Franciszkowi przypomnieć sobie podstawy języka polskiego, bo może w pamięci trenera jest coś, jakiś uraz z dzieciństwa, który do dziś skutkuje poważnymi problemami przy wysławianiu się.
Nauczyciel geografii również by się przydał. Nie wiemy, czy trener Smuda wie, gdzie leży Grecja, bo kiedyś żartował z klubu Ebiego Smolarka, później zupełnie nie widział, że w tym kraju świetnie radzi sobie Mirosław Sznaucner, a potem wpadł na genialny pomysł rozwiązania tego problemu i zatrudnienia Michała Probierza w roli dodatkowego asystenta. Anglia? Też wątpimy, czy trener wie, w jakim kierunku trzeba się kierować, by obejrzeć np. Radosława Majewskiego, bo żeby mieć informacje o Szczęsnym, wystarczy włączyć telewizor lub zajrzeć na dowolny portal internetowy poświęcony piłce nożnej. Podobnie jest z Włochami i Bartoszem Salamonem. Wypadałoby obejrzeć piłkarza, który trafił na listę życzeń Barcelony, ale niestety, na tę chwilę nie ma szans, bo w internecie niełatwo o informacje o Serie B. Ktoś musi też w końcu uświadomić Panu Franciszkowi, że ZSRR nie istnieje! Na Boga, gramy z Rosją na Euro, które jest częściowo organizowane przez Ukrainę, a trener wciąż nie wie, że Związku Radzieckiego już nie ma!












