Za nami kolejne starcie eliminacji mistrzostw Europy. Obyło się ono bez niespodzianki. Faworyzowani Holendrzy poradzili sobie z ekipą Finlandii. Jedynego gola spotkania zdobył Kevin Strootman.

Spotkanie od początku przebiegało pod dyktando wicemistrzów świata. Już w pierwszej minucie Hradecky musiał interweniować przy strzale Kuyta. Chęć Holendrów do strzelenia gola była tak duża, że zaczęli przesadzać w grze ofensywnej i faulować rywali. Po dziesięciu minutach wicemistrzowie świata zagrożenie stwarzali głównie po rzutach wolnych wykonywanych przez Sneijdera. Gdy minął kwadrans, ze stałego fragmentu gry Stekelenburg zatrudnił Eremenko. Po kolejnym wolnym króla strzelców mundialu o próbę strzału pokusił się Huntelaar. Jednak i tym razem Hradecky nie dał się zaskoczyć. Gol dla gości był kwestią czasu i w końcu padł. 60 sekund po niecelnym strzale Sneijdera piłka znalazła się w siatce, a umieścił ją w niej Strootman. Mając prowadzenie, Holendrzy nieco spuścili z tonu. Nie organizowali już tylu akcji ofensywnych, dając pograć przeciwnikom. Ci doszli nawet do sytuacji strzeleckiej, lecz Stekelenburg okazał się lepszy od Hemetaja. Ostatecznie do przerwy wynik nie uległ zmianie.
Zaraz po wznowieniu umiejętności holenderskiego bramkarza sprawdził Forssell, lecz ten nie dał się zaskoczyć. W rewanżu zaatakowali wicemistrzowie świata. Najpierw Hradecky wybronił uderzenie van Persiego, a chwilę później Sneijdera złapano na spalonym. W 60. minucie szanse Finów na zdobycz punktową zmalały, gdy za czerwoną kartkę do szatni udał się Hetemaj. Goście od razu przystąpili do zmasowanego ataku. Zagrożenie stwarzali często po rzutach rożnych bitych przez rozgrywającego Interu. Bramkarz miejscowych czujnie i skutecznie poradził sobie z uderzeniami Huntelaara i van Persiego. Na niewiele ponad kwadrans przed końcem Stekelenburg ponownie zatrudnił Forssell. Chwilę później wicemistrzowie świata założyli kolejny hokejowy zamek. Celnie na bramkę Hradecky’ego uderzał Elia, spudłował de Jong. Gdy do końca brakowało kwadransa, fińskiego bramkarza gnębił król strzelców ubiegłorocznego mundialu. Mając jednego gracza mniej i naprzeciw siebie drugą najlepszą drużynę świata, Finowie niewiele mogli zdziałać. Skoncentrowali się na obronie, a Holendrzy do końca poszukiwali wyższego zwycięstwa. Uzyskali je w trzeciej minucie doliczonego czasu gry za sprawą Luuka de Jonga.










