34 piłkarzy zakontraktowały w styczniu kluby Primera Division. Nie za dużo, nie za mało. Spektakularnych transferów było jak na lekarstwo, może dlatego, że trzy najlepsze drużyny ligi żadnych zmian kadrowych nie poczyniły. Sporo było za to powrotów.
Powroty
Powrót numer jeden to oczywiście transfer Jose Antonio Reyesa z Atletico Madryt do Sevilli. Były reprezentant Hiszpanii wrócił na Sanchez Pizjuan, bo nie mógł znieść sytuacji w klubie. Trener Gregorio Manzano pomijał go przy powołaniach, sadzał na ławce i za wszelką cenę starał się upokorzyć. Gdy po Reyesa zgłosiła się ekipa z Andaluzji, piłkarz nie wahał się nawet chwili. Zwolnienie Manzano w niczym nie pomogło. Diego Simeone co prawda rozmawiał z piłkarzem i głośno mówił, że widzi w nim ważny element nowego projektu, ale było już za późno. Hiszpan myślami był już w rodzinnych stronach. Jeszcze przed otwarciem okna transferowego wszyscy wiedzieli, co się święci. Reyes wrócił do Sewilli, wszyscy się cieszyli i było bardzo miło. Później okazało się, że forma skrzydłowego nie jest zbyt wysoka, ale kibice byli spokojni. I ten spokój się opłacił, bo w tym momencie Jose Antonio jest już najlepszym graczem klubu z Sanchez Pizjuan.

Powrót numer dwa to przybycie ze Szwajcarii grupki piłkarzy, którzy odważyli się spróbować swoich sił w dziwnym tworze zwanym Neuchatel Xamax. Klub zbankrutował, rozpadł się i tak dalej, a zawodnicy musieli szukać nowego miejsca do grania w piłkę. Kalu Uche i Victor Sanchez zatrudnili się w Espanyolu, Javier Arizmendi wrócił do Getafe, a David Navarro dosłownie przed kilkoma dniami podpisał umowę z Levante. Wszystkie te powroty łączy jedno – brak formy. Cała czwórka to w tym momencie piłkarze bezużyteczni. Dobrze widać to na przykładzie Arizmendiego, który dwa razy wszedł z ławki rezerwowych w meczach „Los Azulones”. W tym momencie ten facet jest za słaby chyba nawet na Segunda Division. Minie sporo czasu, nim uda mu się powrócić do stabilnej dyspozycji solidnego ligowca.
Do Realu Saragossa wrócił Ivan Obradović. Wrócił znikąd. W poprzednim sezonie był zawodnikiem klubu z La Romareda, potem przestał nim być. Teraz znów jest, ku uciesze fanów mających dość patrzenia na koszmarnie grającą obronę swojej ukochanej drużyny. O tym, że to ważny powrót, świadczy fakt, że Serb od razu po przybyciu do klubu wywalczył pewne miejsce w wyjściowej jedenastce.
W składzie Atletico Madryt znów mamy okazję oglądać Frana Meridę. Hiszpan wrócił z wypożyczenia do Sportingu Braga. W ekipie „Los Colchoneros” oczywiście nikt go nie chce.















