Założeniem było nauczyć się czegoś nowego w meczu towarzyskim, aby nie popełniać błędów w spotkaniach podczas Euro – mówił po meczu z Anglią obrońca reprezentacji Holandii, Johnny Heitinga. Po dramatycznym finiszu w drugiej połowie „Oranje” wygrali na Wembley 3:2.
– Kiedy prowadzi się 2:0 na pięć minut przed końcem, trzeba zakończyć mecz zwycięsko z czystym kontem. Straciliśmy jednak dwie bramki, ponieważ zmiany i nowe ustawienie wpłynęły nieco na brak dobrej komunikacji w obronie – to się nie powtórzy – stanowczo, ale pogodnie mówił po meczu obrońca Evertonu.
Wiele się w kadrze Holandii od MŚ w RPA nie zmieniło…
Mamy mniej więcej ten sam zespół, co podczas mistrzostw świata. Oby tylko każdy był zdrowy. Najważniejsze, aby nie zabrakło kluczowych graczy. Wówczas możemy walczyć o najwyższe cele.
Czujecie się jednymi z faworytów Euro?

Tak, ale to Hiszpania nadal pozostaje faworytem numer jeden. Niemcy to pewnie numer dwa. Zaledwie kilka miesięcy temu pokonali nas 3:0. Ale wydaje mi się, że nam też się powiedzie. Na przestrzeni ostatnich lat widać wyraźny progres w naszej grze i wynikach. Ale dużo zależy od indywidualności, aby ci najlepsi byli w formie.
Robben pokazał przeciwko Anglii, czego można się spodziewać po holenderskich indywidualnościach…
To prawda i każdy zawodnik w drużynie jest tego świadom, że mamy kilku chłopaków, którzy potrafią wygrywać mecze w pojedynkę. Ciężko jest przeciwko nim grać i bronić. Staramy się grać bardzo solidnie w obronie, ale ofensywni gracze są luźno ustawieni, aby móc zaskakiwać rywali.
Tym niemniej, trudniej z grupą trafić nie mogliście…
Coś niesamowitego. Dania, Niemcy i Portugalia. Musimy wygrać pierwszy mecz przeciwko Niemcom. Jeżeli uda się dostać do ćwierćfinałów, możemy wygrać cały turniej.
Przegrana w finale MŚ musiała boleć. Czy chcecie wymazać te wspomnienia?
Absolutnie nie. Musimy wyciągnąć wnioski. To była dobra nauka dla nas. Finał wielkiego turnieju – niewielu piłkarzy miało szansę wystąpić na tym poziomie. To lekcja, z której nie możemy zrezygnować, i doświadczenie, które musimy wziąć ze sobą na kolejny turniej.
Znacznie więcej zawirowań w klubie, prawda?
Z Evertonem zawsze tak jest, że raz pod górkę, raz z górki. Fajnie, że wrócił do nas Steven Pienaar. Dobrze aklimatyzował się argentyński napastnik, Stracqualarsi, teraz jeszcze mamy Jelavicia. Gramy coraz lepiej. W ten weekend znowu gram w Londynie, mamy mecz przeciwko QPR.











