„Odchodzę”. Taki przekaz płynął z ust Hansiego Flicka po wygranym przez Bayern meczu z Wolfsburgiem. Zasłużony niemiecki szkoleniowiec w związku z tym zapewne zastąpi Joachima Loewa na stanowisku selekcjonera reprezentacji Niemiec. Być może nie byłby taki chętny do zmiany, gdyby nie to, że na co dzień musi współpracować z taką osobą jak Hasan Salihamidzić. Bośniak co chwilę podkłada mu kłody pod nogi.
Bayern – PSG. Pierwszy mecz tegorocznego ćwierćfinału Ligi Mistrzów. Bayern przegrywa 2:3. Zapewne przez brak Roberta Lewandowskiego, który dość niespodziewanie poległ w boju podczas starcia z walecznym Andorczykiem. Po jakimś czasie oczywiście rewanż. Bayern przystąpił do niego mocno osłabiony. Bez, wymieńmy po kolei, „Lewego”, Gnabry’ego, Goretzki, Douglasa Cousty, Suelego, Tolisso czy rezerwowego Marca Roki. Na ławce znaleźli się nieźli Jamal Musiala i Javi Martinez. Ale poza nimi totalnie bezużyteczni w tym sezonie i nieokrzesani w boju Zaiser, Stanisić i Nianzou. Obraz nędzy i rozpaczy dopełniał Bouna Sarr, który od paru miesięcy nie prezentuje dosłownie niczego.
Po drugiej stronie znajdowała się drużyna ze stolicy Francji. Tam też miano swoje problemy, gdyż w meczu nie mogli uczestniczyć Bernat, Marquinhos i Mauro Icardi. Ale tam, bądź co bądź również krytykowany, dyrektor sportowy Leonardo zadbał o jakieś wsparcie. Na ławce znajdowali się m.in. Florenzi, Bakker, Sarabia, Verratti czy Kean. Całe towarzystwo uzupełniała śmietanka paryskiej akademii, którą zachwyca się cały świat. I w ten sposób, kiedy Mauricio Pochettino miał dwunastu zmienników do wyboru, Flick mógł skorzystać z siedmiu, w większości niewystarczającej jakości piłkarskiej zawodników.
Uwidoczniło się to podczas meczu. Bayern prowadził 1:0 po bramce Choupo-Motinga (on też swoją drogą nie jest zbyt wartościowym zmiennikiem). Na gwałt potrzebował drugiej bramki. Jednak paryżanie zamurowali się na własnej połowie. Flick potrzebował więcej atakujących. Ale do dyspozycji miał tylko Jamala Musialę. O jego desperacji niech świadczy fakt, że w końcówce meczu zmienił zmęczonego Choupo-Motinga na… Javiego Martineza, który z reguły gra na pomocy lub obronie. Przez niedbalstwo przy budowie kadry Bayern przegrał walkę o triumf w Lidze Mistrzów. To jest odpowiedzialność Salihamidzicia.
Krnąbrny Bośniak
Jaki autorytet może mieć gadatliwy gość z Bałkanów, który znalazł się w zarządzie tylko dlatego, że Uli Hoeness chciał mieć „swoje ucho” w gabinetach? Tak, nie ma żadnego. Uwidoczniło się to w sytuacji opisywanej przez „Kickera”, kiedy to Flick kazał „stulić pysk” popularnemu „Brazzo”. Zrobił to w autokarze, przy zawodnikach. Ten Flick, który słynie z żartowania i pedagogicznego podejścia do piłkarzy.
Nie było to spowodowane tylko wątpliwymi kompetencjami Salihamidzicia. Problemem były też jego działania. Jak wiadomo, każdy z członków zarządu bierze na siebie poszczególne transfery. Bośniak miał zająć się uzupełnieniami i sprowadzaniem perspektywicznych zawodników. Najpierw na jego celowniku znalazł się Callum Hudson-Odoi. Anglik nie jest złym piłkarzem, ale dzięki „wysiłkom” dyrektora sportowego każdy wiedział, że Bayern chętnie wyłoży za niego trochę pieniędzy. Chelsea podbijała cenę, inne kluby również bawiły się w swoje gierki. Na szczęście „Brazzo” ostatecznie do transferu nie doszło. Na razie Hudson-Odoi nie prezentuje pełni swoich umiejętności. Nie jest pewniakiem w „The Blues”. Przykładowo Mason Mount przerasta go o głowę.










