Pomocnik tureckiego Sivasporu pojawił się na boisku po przerwie i, pomimo iż wniósł sporo ożywienia w grę reprezentacji Polski, to nie zdołał zmienić wyniku spotkania. Po meczu głównej przyczyny porażki upatrywał w tragicznym stanie murawy oraz fatalnej skuteczności swojej i kolegów.

Korespondencja z Kowna
Co się wydarzyło dziś na boisku? Jakie były przyczyny tego, że wyszło jak wyszło?
Na pewno płyta boiska – to był jeden wielki dramat. Dla mnie nie ma sensu grać na takiej nawierzchni, można sobie tylko krzywdę zrobić. Z drugiej strony i tak stworzyliśmy sobie dużo sytuacji, ale nie strzeliliśmy żadnej bramki, w prosty sposób daliśmy sobie wbić dwa gole po kontratakach… Ciężko cokolwiek więcej powiedzieć.
Dwa duże błędy w defensywie, ale także dwa duże błędy w ofensywie. Jak udało Ci się nie trafić do tej bramki?
Trudno powiedzieć. Piłka podskoczyła mi jakoś dziwnie i trafiła w słupek… No cóż, trudno, trzeba dalej próbować.
Co mówiliście sobie w szatni? W przerwie, jak również i po meczu?
Przede wszystkim, że należy podnieść głowy do góry i dalej walczyć. Motywowaliśmy się… Następny mecz jest już we wtorek w Grecji i tam już trzeba obowiązkowo powalczyć o zwycięstwo.
Nie jesteście zaskoczeni, że z takim przeciętnym rywalem nie udało Wam się strzelić gola, tracąc jednocześnie dwa?
Tak, dwa głupie błędy, bramki po kontratakach… Na pewno jakbyśmy strzelili pierwszą bramkę, to bez wątpienia udałoby się wyrównać, a my moglibyśmy także kontrować. Nie udało się, nic nie chciało wpaść, teraz trzeba lecieć do Grecji i tam powalczyć.
Chciało się Wam w ogóle podchodzić po meczu do kibiców, podziękować im za to co pokazali?
Ciężko cokolwiek na ten temat powiedzieć, ja wolę się nie wypowiadać. Była to ciężka sytuacja.











