Reprezentacja Grecji, z którą Polska zagra mecz otwarcia Euro 2012, zremisowała 1:1 ze Słowenią. Bramki zdobywali Torossidis na samym początku spotkania oraz Kurtić w samej końcówce.
Słoweńcy od samego początku stwarzali zagrożenie pod bramką rywali. W piątej minucie doskonale znany z polskich boisk Kirm wywalczył rzut rożny, ale nie udało się go wykorzystać piłkarzom w niebieskich koszulkach. Kilka chwil później to jednak Grecy objęli prowadzenie – Torossidis dostał ładne podanie po prawej stronie boiska, zbiegł w pole karne i uderzył po ziemi z ostrego kąta w długi róg, pod rękami próbującego interweniować Handanovicia.

Po stracie bramki Słoweńcy zaczęli spokojnie budować własne akcje na swojej połowie, czekając na błąd w ustawieniu rywali. Taki przytrafił się w 15. minucie, kiedy wypad na połowę przeciwnika zakończył się rzutem wolnym, a następnie rzutem rożnym, szczęśliwie wybitym przez piłkarzy Fernando Santosa. Później to Grecy zaczęli dłużej utrzymywać się przy piłce. Widać było, że są dobrze przygotowani, pomocnicy nawet bez piłki przy nodze aktywnie poruszali się po boisku. W ich podania wkradła się jednak odrobina niedokładności, przez co narazili się na groźną kontrę. Na szczęście dla nich, zakończyło się tylko na kolejnym rzucie rożnym.
Po dwudziestu minutach gry boisko opuścił Jokić, a jego miejsce na murawie zajął Kelhar. Chwilę później na ławce rezerwowych zasiadł również zdobywca bramki, Torossidis, którego zastąpił Tziolis. W 24. minucie na strzał z dłuższej odległości zdecydował się Dare Vrsić, ale uderzył obok bramki. Obrona Greków popełniała błędy, zbyt łatwo nabierając się na zwody i pozwalając przeciwnikom na stwarzanie zagrożenia, ale Słoweńcy nie byli w stanie tego wykorzystać.
Na dziesięć minut przed końcem pierwszej połowy ładne wejście w pole karne rywala zaliczył Samaras, ale skończyło się tylko na rzucie rożnym, z którym defensywa rywali poradziła sobie bezbłędnie. W końcówce pierwszej połowy Słoweńcy starali się doprowadzić do wyrównania, ale nadal zawodziło u nich ostatnie podanie. Bliżej zdobycia bramki byli za to Grecy, kiedy na strzał z dystansu zdecydował się Katsouranis. Po jego uderzeniu piłka przeszła minimalnie ponad poprzeczką bramki Handanovicia.
W drugiej połowie od pierwszego gwizdka sędziego obydwa zespoły pokazywały, że stawiają na atak. W 50. minucie ładne prostopadłe podanie z głębi pola otrzymał Gekas, ale uderzył ponad bramką. Pięć minut później grupowi rywale Polski wymienili kilka niezłych podań na połowie rywala, a całą akcję strzałem z 25 metrów wykończył noszący opaskę kapitana Karagounis. Była to dobra próba, ale piłkarz Panathinaikosu włożył w nią trochę zbyt dużo siły. W 60. minucie na dobrą pozycję strzelecką wychodził Gekas, ale był na spalonym. Siedem minut później zawodnicy w białych trykotach mogli powiększyć swoje prowadzenie, kiedy w pole karne rywali pofrunęło dośrodkowanie z rzutu wolnego. Mimo sporego zamieszania w polu karnym Słoweńcy jakimś cudem wybili futbolówkę daleko do przodu. W 70. minucie niebezpiecznie zrobiło się pod bramką Chalkiasa. Golkiper Greków najpierw wybił przed siebie bardzo trudną, podkręconą piłkę posłaną po rzucie wolnym, a następnie zachował czujność przy dobitce z bliskiej odległości.










