Do Polski przychodził jako wielka nadzieja i potencjalna gwiazda. Wyrazem tego były warunki, jakie dostał na starcie od włodarzy Polonii Warszawa (najwyższa gaża w zespole sięgająca prawie 40 tys. złotych miesięcznie). W Polsce furory za dużej nie zrobił, za to kilka lat później w MLS uwypuklił swój potencjał. Przed wami Marcelo Sarvas – były pomocnik „Czarnych Koszul”, który później był kolegą klubowym znamienitego Davida Beckhama.
Lato 2009 roku. Warszawianie pod wodzą Jacka Grembockiego przygotowują się do występu w europejskich pucharach. Jednym z nowych pozyskanych ogniw jest Marcelo Sarvas – Brazylijczyk, który karierę zaczynał w Corinthians, a w 2004 roku trafił do Szwecji. Jego przyjście wywołało lawinę komentarzy, które gloryfikowały ten ruch włodarzy ze stolicy. – Ma szansę być lepszy od Rogera – prognozował Bogusław „Bobo” Kaczmarek.
Przygodę z naszym krajem zaczął bardzo obiecująco. Niemal z automatu wskoczył do wyjściowego składu, a już w czwartym meczu strzelił dwie bramki rywalowi co prawda mało prestiżowemu, bo sanmaryńskiemu AC Juvenes/Dogana, ale to był bardzo dobry występ urodzonego w Sao Paulo Brazylijczyka. Potem dołożył w pierwszych trzech kolejkach ligowych dwa trafienia. Przypomnijmy je.
Oto gol ze Śląskiem Wrocław
A to z późniejszym mistrzem Polski – Lechem Poznań
Piłkarski świat, przynajmniej w naszym kraju, miał niemal u stóp. Od spotkania we Wronkach zaczął się jednak powolny, stopniowy regres formy. Jesienią grał jeszcze regularnie w wyjściowym składzie, wiosną sytuacja zaczęła się odmieniać, ponieważ nasz bohater coraz częściej przesiadywał na ławce rezerwowych, a sam klub, pogrążony w chaosie i marazmie, niemal do ostatniej sekundy musiał drżeć o pozostanie. Ligowy status udało się zachować, a Sarvas pozostał w zespole, mimo że spekulowano, iż opuści stolicę.
W kampanii 2010/2011 miały się spełnić mocarskie ambicje Józefa Wojciechowskiego. Warszawianie ściągnęli kilka mocnych nazwisk (m.in. Macieja Sadloka, Artura Sobiecha czy znanego z gry w Jagiellonii Bruno), a Brazylijczyk z Sao Paulo zaczął odgrywać z tygodnia na tydzień coraz mniejszą rolę. Doszło także do niesnasek między nim a działaczami. W trakcie rundy jesiennej 2010 roku został odstawiony od treningów z resztą zespołu, z czym nie mógł się pogodzić (– Mam wrażenie, że czego bym nie zrobił, nie miałoby to żadnego wpływu na moje położenie), a nieoficjalnie głównym powodem takiej decyzji była chęć pożegnania z piłkarzem, który w kontrakcie miał wpisaną klauzulę, że w przypadku rozegrania jednej trzeciej meczów w rundzie jesiennej, umowa zostanie automatycznie prolongowana. Wraz z końcem 2010 roku zakończyła się półtoraroczna przygoda Sarvasa z Polską.













