Ostatnim razem, kiedy Górnik wygrał z Legią na wyjeździe, w składzie drużyny z Zabrza grali Michał Probierz i Kamil Kosowski, a po drugiej stronie koszulki legionistów nosili Jacek Magiera i Cezary Kucharski. Wtedy, 22 lata temu, Górnik wygrał 1:0 po bramce Tomasza Sobczaka. Drużyna Marcina Brosza w 4. kolejce sezonu na Łazienkowską przyjeżdżała jako lider ligi z kompletem zwycięstw. Legia Aleksandara Vukovicia przed meczem była trzy punkty za Górnikiem, a jej gra wypadała zdecydowanie przeciętnie. Mimo wszystko dla bukmacherów to legioniści byli faworytem tego spotkania.
Legia Warszawa w meczu z Omonią zderzyła się ze ścianą w postaci wąskiej kadry. Kiedy trzeba było szukać ofensywnych zawodników na ławce, trener Vuković mógł znaleźć na niej tylko dwóch takich piłkarzy. Jose Kante, który wszedł i gdyby dał więcej od siebie, kiedy był faulowany, to wywalczyłby rzut karny, oraz Bartosza Kapustkę, który nie był gotowy, by dać drużynie argumenty w ofensywie. Poza nimi wśród rezerwowych było jeszcze pięciu defensywnych piłkarzy. W meczu przeciwko zabrzanom sytuacja ta jednak uległa poprawie. Wrócił już po problemach z koronawirusem Juranović, a do dyspozycji trenera był też Rafael Lopez, który wyleczył kontuzję.
Drużyna Marcina Brosza z drugiej strony sezon zaczęła wyśmienicie. Jesus Jimenez po odejściu Igora Angulo stał się liderem ofensywy, zdobywszy w trzech spotkaniach cztery bramki. Nowa formacja z trzema środkowymi obrońca sprawiła, że boczni obrońcy Górnika mogli w pełni wykorzystywać swoje umiejętności ofensywne. Do tego dołożyć trzeba dobre transfery Alexa Sobczyka i Bartosza Nowak oraz wysoką formę Alassany Manneha. Na sam koniec jednak trzeba przyznać, że największym kowalem tego sukcesu jest trener drużyny z Zabrza, Marcin Brosz.
Jednego mniej, jednego więcej
W Zabrzu nie ma już lidera defensywy Pawła Bochniewicza. 24-latek zamienił drużynę ze Śląska na holenderskie Heerenven, dla którego już w debiucie zdobył bramkę. Jednak nadal pozostaje pytanie, czy zastępujący go w meczu przeciwko Lechii Michał Koj podoła wyzwaniu. Piłkarz, który grał na lewej obronie Górnika w pierwszym sezonie po powrocie do ekstraklasy, obecnie stał się środkowym. Faktem jest, że w Gdańsku ta formacja nie straciła na absencji Bochniewicza, zachowując czyste konto. Przed meczem jednak pozostawało pytanie, czy przeciwnik pokroju Legii nie sprawi Kojowi i pozostałym obrońcom większych problemów niż grający przeciętnie na starcie sezonu gdańszczanie.











