Górnik Brosza zwycięża przy Łazienkowskiej. Legia – Górnik 1:3


Rozpędzona drużyna z Zabrza po 22 latach zwycięża przy Łazienkowskiej

19 września 2020 Górnik Brosza zwycięża przy Łazienkowskiej. Legia – Górnik 1:3

Ostatnim razem, kiedy Górnik wygrał z Legią na wyjeździe, w składzie drużyny z Zabrza grali Michał Probierz i Kamil Kosowski, a po drugiej stronie koszulki legionistów nosili Jacek Magiera i Cezary Kucharski. Wtedy, 22 lata temu, Górnik wygrał 1:0 po bramce Tomasza Sobczaka. Drużyna Marcina Brosza w 4. kolejce sezonu na Łazienkowską przyjeżdżała jako lider ligi z kompletem zwycięstw. Legia Aleksandara Vukovicia przed meczem była trzy punkty za Górnikiem, a jej gra wypadała zdecydowanie przeciętnie. Mimo wszystko dla bukmacherów to legioniści byli faworytem tego spotkania.


Udostępnij na Udostępnij na

Legia Warszawa w meczu z Omonią zderzyła się ze ścianą w postaci wąskiej kadry. Kiedy trzeba było szukać ofensywnych zawodników na ławce, trener Vuković mógł znaleźć na niej tylko dwóch takich piłkarzy. Jose Kante, który wszedł i gdyby dał więcej od siebie, kiedy był faulowany, to wywalczyłby rzut karny, oraz Bartosza Kapustkę, który nie był gotowy, by dać drużynie argumenty w ofensywie. Poza nimi wśród rezerwowych było jeszcze pięciu defensywnych piłkarzy. W meczu przeciwko zabrzanom sytuacja ta jednak uległa poprawie. Wrócił już po problemach z koronawirusem Juranović, a do dyspozycji trenera był też Rafael Lopez, który wyleczył kontuzję.

Drużyna Marcina Brosza z drugiej strony sezon zaczęła wyśmienicie. Jesus Jimenez po odejściu Igora Angulo stał się liderem ofensywy, zdobywszy w trzech spotkaniach cztery bramki. Nowa formacja z trzema środkowymi obrońca sprawiła, że boczni obrońcy Górnika mogli w pełni wykorzystywać swoje umiejętności ofensywne. Do tego dołożyć trzeba dobre transfery Alexa Sobczyka i Bartosza Nowak oraz wysoką formę Alassany Manneha. Na sam koniec jednak trzeba przyznać, że największym kowalem tego sukcesu jest trener drużyny z Zabrza, Marcin Brosz.

Jednego mniej, jednego więcej

W Zabrzu nie ma już lidera defensywy Pawła Bochniewicza. 24-latek zamienił drużynę ze Śląska na holenderskie Heerenven, dla którego już w debiucie zdobył bramkę. Jednak nadal pozostaje pytanie, czy zastępujący go w meczu przeciwko Lechii Michał Koj podoła wyzwaniu. Piłkarz, który grał na lewej obronie Górnika w pierwszym sezonie po powrocie do ekstraklasy, obecnie stał się środkowym. Faktem jest, że w Gdańsku ta formacja nie straciła na absencji Bochniewicza, zachowując czyste konto. Przed meczem jednak pozostawało pytanie, czy przeciwnik pokroju Legii nie sprawi Kojowi i pozostałym obrońcom większych problemów niż grający przeciętnie na starcie sezonu gdańszczanie.

W Legii natomiast pojawił się już Joel Valencia, ale trener Vuković już przed meczem powiedział, że Ekwadorczyk przeciwko Górnikowi nie zagra. Jest jednak Juranović. Zawodnik, którego pozyskiwano z myślą o zastąpieniu kontuzjowanego Vesovicia. Chorwat miał pomóc stołecznej drużynie w walce o europejskie puchary i spokojnym starcie sezonu, wyszło jednak inaczej. Na razie udało mu się popisać niemądrym zachowaniem i zachorować, co doprowadziło kilkutygodniowej absencji. Teraz pojawił się na ławce rezerwowych i mogliśmy spodziewać się jego debiutu w PKO Ekstraklasie. Trener Vuković dokonał w składzie dwóch roszad w porównaniu z meczem przeciwko Wiśle Płock. Michała Karbownika zastąpił Paweł Stolarski, a Andre Martinsa Domagoj Antolić.

W 1998 Sobczak, dzisiaj Sobczyk

Legia rozpoczęła granie przy Łazienkowskiej, ale strzelanie goli należało do Górnika. W centrum uwagi w pierwszej połowie był Alex Sobczyk. Austriak z polskimi korzeniami pokonał Artura Boruca w 4. minucie po przepięknej akcji zabrzan. Górnicy po błędzie bramkarza legionistów koncertowo ograli obronę Legii. Minęło raptem 13 minut, a ściągnięty latem Sobczyk podał w polu karnym do Nowaka, podwyższając na 2:0. Fantastyczna w pierwszej połowie była też zbieżność nazwisk pomiędzy Sobczykiem, który popisowo grał, a Tomaszem Sobczakiem, który 22 lata temu strzelił zwycięskiego gola, kiedy Górnik po raz ostatni wygrał z legionistami na wyjeździe.

Górnik w pierwszej połowie można podsumować bardzo prosto, gracze z Zabrza byli agresywni, dynamiczni i dużo biegali. Trener Brosz pokonał w pierwszych 45 minutach Aleksandara Vukovicia, o którego taktyce tak naprawdę trudno coś powiedzieć. Widać było, że zawodnicy trenera Legii źle weszli w spotkanie, ale z czasem zaczęli dochodzić do głosu. Po 25. minucie, kiedy to Mledenović nie poradził sobie ze strzałem prawą nogą z kilku metrów, piłkarze z Warszawy zaczęli przejmować inicjatywę. Bardzo dobre podłączenia się do akcji Mladenovicia, zamiana na skrzydłach Luquinhasa z Kapustką i coś zaczęło się dziać. Stuprocentową sytuację miał Jose Kante, jednak Mucha nie pozwolił mu na zdobycie bramki. Taka była Legia w pierwszej połowie, pojedyncze dobre akcje, kilka ładnych wrzutek w pole karne, ale w większości stołeczni zaczęli grać dlatego, że Górnik się cofnął. Widać było, że intensywność pierwszych minut wymusiła na zabrzanach zwolnienie tempa.

Nawet jeśli trener Vuković miał pomysł na drugą połowę, to Jimenez rozwiał te plany w 47. minucie. Znów asystę zanotował Sobczyk, ale cała akcja była po prostu pojedynkiem Jimeneza z Jędrzejczykiem. Hiszpan przełożył obrońcę Legii prostym zwodem i mocnym strzałem pod poprzeczkę pokonał Artura Boruca. Wymowne były jednak ujęcia twarzy legionistów. Zawodnicy ze stolicy mieli wyrazy twarzy ludzi, którzy nie dowierzali. Widać było, że ambicja i duch walki, z jakim wyszli po przerwie, po prostu przepadły. Zostały rozwiane przez wiatr powodowany przez biegających nieustannie graczy Górnika.

Wszołek lepszy od Kapustki

Po chwili jednak życie wróciło w zawodników Legii. Gracze ze stadionu przy ulicy Łazienkowskiej otrząsnęli się po fatalnym starcie drugiej połowy i wydawało się, że w 54. minucie po akcji Pawła Wszołka Legia dostanie rzut karny. Dostała rzut wolny po faulu Wiśniewskiego na Rafaelu Lopezie. W pierwszej chwili sędzia Gil podyktował rzut karny, a obrońca Górnika otrzymał żółtą kartkę. Po chwili zmienił jednak zdanie i zamiast karnego przyznał Legii rzut wolny. Wydaje się jednak, że w takiej sytuacji Wiśniewski powinien opuścić boisko z czerwoną kartką.

Chwilę później jednak Wszołek znów fantastycznie zagrał na prawym skrzydle i wyłożył piłkę na szesnastym metrze Sliszowi. Młodzieżowiec Legii zamienił to podanie na gola pewnym strzałem przy lewym słupku bramki Muchy. To właśnie Wszołek zaraz po wejściu na boisko był największym zagrożeniem dla drużyny Górnika. Trzeba jednak podkreślić, że grający przed nim na prawej stronie Bartosz Kapustka zagrał słabo. W całej pierwszej połowie oddał tak naprawdę tylko jeden zablokowany przez górników strzał.

Legia próbująca

Legia w drugiej połowie robiła naprawdę dużo. Wszołek, Lopez, Gvilia, czyli zawodnicy, którzy pojawili się w drugiej połowie, dali dobry impuls. Za te zmiany trzeba pochwalić trenera Vukovicia. Czas jednak mijał, a po golu Slisza brakowało kolejnego. Mimo to widać było, że zawodnikom Legii zależy, jednak z czasem Górnik zaczął odzyskiwać spokój, coraz mocniej wybijając legionistów z rytmu.

Starania jednak nie wystarczały, a na trybunach coraz częściej było słychać przyśpiewkę kończącą się słowami „Legia grać!!!”. Na boisko wszedł Rosołek, zmienił Jose Kante. Jednak po kilkunastu minutach dobrej gry tak naprawdę widać było, że w Górniku lepsza jest nie tylko taktyka, lecz także umiejętności piłkarskie. Zabrzanie grali piłką, kiedy ją posiadali, i nie mieli problemu z wymienieniem kilku podań na połowie rywali. Do tego trzeba docenić w całym meczu doskok do rywali graczy z Zabrza. Wysoki i agresywny pressing, który nie pozwalał na spokój w szeregach Legii.

Doczekaliśmy się nawet debiutu Juranovicia w 82. minucie. Jednak chorwacki zawodnik nic wielkiego na boisku nie pokazał. Jedyne, za co można go zapamiętać, to bardzo niesportowe zachowanie przeciwko Wojciechowi Hajdzie w doliczonym czasie gry. Występ do odnotowania w dzienniku pomeczowym i nic więcej.

Po 22 latach

Górnik w końcu zwyciężył w Warszawie w meczu przeciwko Legii w 126. spotkaniu ligowym między tymi drużynami. Górnika nie wolno koronować na mistrza, ale można stwierdzić, że obecnie jest to najlepsza drużyna ligi. Gra zdecydowanie, powoli ustabilizował skład i ma trenera, który potrafi ustawić zawodników tak, by wyciągnąć z nich jak najwięcej.

Legia natomiast ma problem. Zagrała po raz kolejny przeciętnie. Miała momenty, z dobrej strony pokazał się wracający po kontuzji Paweł Wszołek, ale to za mało, by wygrywać. Górnik przyjechał na Łazienkowską i zagrał swoje. Strzelił trzy gole, obnażył słabości stołecznej drużyny i bez skrupułów wykorzystał popełnione przez nią błędy. Przed Legią spotkanie w europejskich pucharach i tam będzie musiała pokazać zdecydowanie więcej, by awansować.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze