W poprzedniej kolejce eliminacji do mistrzostw Europy Niemcy przypieczętowali sobie awans do tego turnieju. Nasi zachodni sąsiedzi są wymieniani w gronie faworytów Euro 2012. O poprzedniej kolejce eliminacji, reprezentacji Niemiec, a także najsłabszych drużynach narodowych rozmawialiśmy z byłym reprezentantem Polski, Radosławem Gilewiczem.
Wczoraj występ na mistrzostwach Europy zapewniła sobie reprezentacja Niemiec. To chyba główny faworyt polsko-ukraińskiego turnieju.
Myślę, że tak. Wystarczy popatrzeć na to, jaki progres poczyniła ta drużyna. Ona nie stoi w miejscu, ale cały czas się rozwija. Już na mundialu poznaliśmy oblicze tego zespołu – Niemcy stanęli przecież na najniższym stopniu podium. Teraz czas na triumf w mistrzostwach Europy, tym bardziej że to drużyna głodna sukcesów. Chociaż nie możemy też zapominać do Hiszpanii, która gra znakomitą piłkę i jest absolutnym faworytem tego turnieju.
Zmiana pokoleniowa wyszła na dobre tej drużynie?

Zdecydowanie. Po odejściu Klinsmanna zmieniło się w zasadzie wszystko. Drużyna zaczęła przede wszystkim grać bardzo ofensywnie, a przypomnijmy, że to defensywa była od zawsze domeną Niemców. Zespół oparty jest teraz na złotej generacji, która spadła z nieba naszym zachodnim sąsiadom. Aż miło patrzeć na tych zawodników.
Ale czy w kluczowych momentach nie zabraknie im doświadczenia?
Proszę zobaczyć, w jakich klubach grają ci chłopcy. To czołowe drużyny europejskie. Mimo młodego wieku to już ograni zawodnicy na najwyższym światowym poziomie. Wielu z nich ma już za sobą jakiś duży turniej. Jeśli chodzi o doświadczenie, bardziej bałbym się o reprezentację Polski, no ale to już temat na inną rozmowę. Natomiast siłą Niemców jest przede wszystkim szeroka kadra. Joachim Loew ma do dyspozycji po dwóch zawodników na każdą pozycję. Nie ma Klosego, jest Gomes i tak dalej.

Niejako zaskoczeniem dwóch poprzednich kolejek eliminacji do mistrzostw Europy były wygrane Liechtensteinu i Wysp Owczych. Czy to oznacza, że z tymi krajami ostatniego sortu europejskiego trzeba wreszcie zacząć się liczyć?
Nie, nie przesadzałbym, Europy nie zawojują. Ale trzeba się liczyć z każdym przeciwnikiem, Estonia czy Litwa zaliczyły po prostu wypadek przy pracy, może trochę zlekceważyły swojego rywala. Jednak o tym, że trzeba się z nimi liczyć, można zacząć mówić dopiero, kiedy te drużyny wygrają dwa mecze z rzędu.










