Reprezentacja Polski ma już za sobą dwa grupowe spotkania w Euro 2012. Mecze z Grecją i Rosją zakończyły się takim samym rezultatem, 1:1. O opinię na temat pojedynku podopiecznych Franciszka Smudy ze „Sborną” oraz szanse na awans do ćwierćfinału rozgrywek zapytaliśmy byłego reprezentanta „Biało-czerwonych”, Radosława Giewicza.
Przed meczem z Rosją Franciszek Smuda powiedział, że każdy wynik, oprócz porażki, bierze w ciemno. Remis w takim razie powinien zadowalać selekcjonera. Czy nie uważa Pan jednak, że gdyby nie zabrakło nam odrobiny doświadczenia, koncentracji, rezultat ten dałoby się przechylić na naszą korzyść?
Trzeba zwrócić uwagę na to, że kilka dni wcześniej Rosjanie w znakomitym stylu pokonali reprezentację Czech, która nie jest przypadkową drużyną. Zdawaliśmy sobie sprawę z tego, że drugie spotkanie będzie niezwykle ważne – nie można było przegrać. Jeśli ponieślibyśmy klęskę nasza sytuacja zrobiłaby się bardzo dramatyczna. Remis natomiast daje nam szanse na awans do ćwierćfinału.
Czy sądzi Pan, że taktyka obrana przez Smudę, z trzema defensywnymi pomocnikami: Dudką, Polańskim i Murawskim, zdała wczoraj egzamin?
Po części tak. Jeśli chodzi o defensywę, to jak najbardziej. Ja uważam, że za bardzo osamotniony w przodzie był mimo wszystko Robert Lewandowski. Ze środka pola nie dostawał on prawie żadnych piłek. Musiał się przez to cofać, walczyć z dwoma, a czasem nawet trzema obrońcami Rosji. Ciężko było mu cokolwiek zdziałać. Patrząc jednak na to, jak dobrze z kontry grają podopieczni Dicka Advocaata, nie pozwoliliśmy im na zbyt wiele. Rosjanie mają problemy z atakiem pozycyjnym i to było wczoraj bardzo widoczne w momencie, gdy reprezentacja Polski była bardzo głęboko cofnięta na swoją połowę. Nasi rywale pozbawieni miejsca, wolnej przestrzeni nie potrafili znaleźć pomysłu na grę. Za trzy dni czeka nas zupełnie inne spotkanie – to my będziemy musieli atakować. Zobaczymy więc, jak będziemy się prezentować w takim właśnie układzie.
Jakie zasadnicze różnice w stosunku do meczu z Grekami wskazałby Pan we wczorajszej grze Polaków? Czy coś szczególnie przykuło Pana uwagę?
Przede wszystkim, do samego końca meczu biegaliśmy. Wierzyliśmy, że w końcówce można strzelić jeszcze bramkę na 2:1. W meczu z Grekami miałem natomiast wrażenie, zresztą nie tylko ja, że im dłużej to spotkanie trwało, tym gorzej nasza reprezentacja wyglądała. Pod względem fizycznym wypadliśmy naprawdę dobrze.
A kogo by Pan szczególnie wyróżnił z polskich piłkarzy po wczorajszym meczu?
Nie będę zapewne oryginalny – trzeba wyróżnić osobę, która w trudnym momencie potrafiła wziąć ciężar gry na siebie i strzelić bramkę, czyli Kubę Błaszczykowskiego. Zdecydował się on na indywidualny rajd, zdołał on zwieńczyć go cudownym trafieniem. Mimo wszystko musimy jednak patrzeć na całość drużyny. To kolektyw powinien być naszą siłą. Mamy trzy czy cztery gwiazdy w składzie, ale zawodnicy ci mogą błyszczeć dopiero wtedy, gdy reszta zespołu także stanie na wysokości zadania.









