Kapitan „The Reds” uważa, że przed nim prawdopodobnie najważniejsze cztery tygodnie w długiej i obfitej karierze. Liverpool przygotowuje się do rozegrania „czterech finałów pucharowych” w nadziei zwyciężenia w Premier League po raz pierwszy od 24 lat.
Gerrard i jego koledzy pokonali w niedzielę 3:2 Manchester City i zdecydowanie przybliżyli się do końcowego zwycięstwa w angielskiej ekstraklasie. „Wystarczy” wygrać pozostałe cztery mecze i przy niepowodzeniu Manchesteru City w jednym z pozostałych sześciu meczów zespołowi przyjdzie się cieszyć z upragnionego tytułu i nagrody za wspaniały sezon.
– To będzie prawdopodobnie najważniejszy miesiąc w mojej karierze. Dam z siebie wszystko. Przesłanie? Pozostać spokojnym – mamy przed sobą jeszcze cztery finały pucharów – mówił 33-latek: – Czuję się, jakbym miał znowu 21 lat, grając z tymi świetnymi piłkarzami.
Po zwycięstwie nad podopiecznymi Manuela Pellegriniego Anglik nie krył zadowolenia: – To mógł być najlepszy futbol, jaki graliśmy przez cały sezon. Przez pierwsze 30-35 minut wydawało mi się, że roznieśliśmy najlepszą drużynę w lidze, a bramek mogło być trzy, a nawet cztery.
– Nie uważam, żeby prowadzenie dwoma bramkami było kiedykolwiek wystarczające przeciwko najgroźniejszym drużynom w tej lidze, ale wydaje mi się, że wszystko sprowadza się do tego, by wykonać swoją robotę, nieważne jak, ale na szczęście nam się udało dowieźć prowadzenie do końca. To prawdopodobnie najjaśniejszy sygnał, jaki mogliśmy wysłać pozostałym zespołom. Steven Gerrard i jego koledzy mają do rozegrania jeszcze cztery mecze. Najtrudniejszy z nich odbędzie się pod koniec tego miesiąca, kiedy to na Anfield Road spotkają się z depczącymi im po piętach zawodnikami Chelsea Londyn, którzy tanio skóry nie sprzedają.










