Faul w piłce nożnej to rzecz tak naturalna jak bąbelki w wodzie gazowanej. Średnio w meczu widzimy ich około dwudziestu, po dziesięć na drużynę. Real Madryt pod tym względem nie odbiega od innych zespołów. Jest jednak jeden zawodnik, którego niektóre faule są niewytłumaczalne.

Kepler Laveran Lima Ferreira znany jako Pepe z niejednego piłkarskiego pieca jadł już chleb. Podczas swego niespełna 28-letniego życia niewątpliwie najważniejsze wspomnienia wiąże z dwoma miejscami: Maceio, rodzinnym nadmorskim miastem w Brazylii, oraz Funchal, miastem na Maderze, gdzie stawiał pierwsze profesjonalne, futbolowe kroki. Od początku sprawiał wrażenie „walczaka”, toteż prowadzący go trenerzy od razu zasugerowali mu pozycję stopera. W 2001 roku porzucił karierę juniorską na rzecz występów w portugalskim Maritimo. W jego barwach (w pierwszej jak i drugiej drużynie) wystąpił w ponad 70 spotkaniach, wyrabiając sobie w Portugalii markę solidnego obrońcy. Szybko skorzystało z niego FC Porto, z którym w 2004 roku sięgnął po tytuł najlepszej drużyny na kontynencie. W całym szaleństwie związanym z głównym architektem tego sukcesu, Jose Mourinho, jakby zapomniano o prawdziwym „przodowniku pracy”. Trzy lata gry na najwyższym poziomie musiały dać efekt, bo po Pepe zgłosił się Real Madryt. Kwota odstępnego niebagatelna – 30 milionów euro.
Od roku 2007 zyskiwał sobie sympatię kolegów z zespołu, a także zdobywał zaufanie trenera, Manuela Pellegriniego. Pierwszy poważny znak zapytania przy swojej zawrotnej karierze postawił 22 kwietnia 2009 roku. 88. minuta meczu z Getafe na Santiago Bernabeu, wynik sensacyjny – 2:2. Madrytczycy napierają na bramkę Stojkovicia, wydaje się, że gol dla „Królewskich” jest nieunikniony, wręcz wisi w powietrzu. Przed chwilą indywidualna akcja Javiera Casquero spełzła na niczym, hiszpański pomocnik teatralnie upada w polu karnym Ikera Casillasa. Kilka sekund później dzieje się coś niewytłumaczalnego. Walczący o piłkę z Casquero Pepe dwukrotnie nie trafia w futbolówkę. Zamiast w nią, kopie po nogach i plecach leżącego Hiszpana. Sędzia tego spotkania, Delgado Ferreiro, nie ma wątpliwości – czerwona kartka. Brazylijczyk jest jakby w innym świecie, po swoim wybryku podchodzi jeszcze do skopanego Casquero, jednak rozbiegany wzrok zdaje się mówić o nim wszystko – nie wie, co tak naprawdę zrobił. Do akcji wkracza Casillas jednym gestem nakazujący Pepe zejść z murawy. Po drodze zdołał jednak jeszcze spoliczkować Bogu ducha winnego Juana Albina.
Wydarzenie to w całej piłkarskiej Hiszpanii wywołało burzę, a samemu Brazylijczykowi od tego momentu zaczęto nadawać różne pseudonimy. Najpopularniejszy z nich, stosowany zresztą do dziś, to po prostu „El Loco” czyli „Zwariowany”. Niektórzy prezesi klubów żądali od LFP wprowadzenia przymusowych badań psychologicznych. Tak ostre zdania zostały częściowo tylko stłumione przez dziesięciomeczową przerwę w grze dla Pepego. Sam winowajca z każdą godziną zdawał się „trzeźwieć”. – – mówił od razu po meczu. – – to wypowiedź trzy dni po spotkaniu dla „Marki”. Widać przerwa dobrze mu zrobiła, bo w następnym sezonie, pomimo mniejszej liczby rozegranych spotkań (był zmiennikiem Raula Albiola), złapał tylko jedną żółtą kartkę.











