Lubię Polonię Warszawa, mam do niej jakiś sentyment jeszcze za czasów gry w tym klubie braci Żewłakow czy Emanuela Olisadebe. Logiczne więc, że chciałem obejrzeć mecz „Czarnych Koszul” w eliminacjach do Ligi Europejskiej przeciwko czarnogórskiej Buducnost.
No ale nie obejrzałem i dobrze wiecie dlaczego, po prostu nie było takiej możliwości. Mam tu na myśli polską telewizję zarówno publiczną, jak i niepubliczną. Zdenerwowałem się tym faktem, bowiem nie oglądam polskiej piłki zbyt często, a do tego jestem tym fraj… obywatelem, który płaci abonament radiowo-telewizyjny czy jak się on tam nazywa. I co? Nie mogę oglądnąć meczu POLSKIEJ drużyny na arenie międzynarodowej, nawet jeżeli jedzie ona na jakąś piłkarską i ogólnie geograficzną prowincję? Ostatecznie jestem tym „patriotą” i nie o wszystkim chciałbym się dowiadywać za pomocą internetu kiedy jest już po fakcie.
I nie obchodzi mnie to kto wygrał tam jakiś przetarg, kto wykupił prawa do transmisji, kto rzucił na stół więcej kasy i tak dalej. Myślę, że telewizja publiczna (państwowa przecież!) ma nie tyle prawo, ale obowiązek zapewnić mi tę „przyjemność” w postaci meczu wszystkich polskich drużyn we wszystkich rozgrywkach międzynarodowych. Ale tak nie jest, bo i po co, nie trzeba przecież dbać o swoich abonentów, bowiem oni i tak wyjścia nie mają. To tak jak z sieciami telefonii komórkowej. Walczy się tylko o potencjalnych-nowych klientów, nie o starych-wiernych. A obecność TVP na przetargu spotkań Ligi Europejskiej to tylko statystyka.
Korzeń won!?
I mógłbym kolejny raz pisać, że to wszystko wina Roberta Korzeniowskiego. I na pewno miałbym w tym dużo racji. Transmisja jednego meczu zamiast dwóch w Lidze Mistrzów, wyniesienie na piedestał hokeja na trawie i innych bzdetnych dyscyplin, wieczne problemy z transmisją, ekipą i tak dalej. Można tak bez końca, ale tak naprawdę sam Korzeniowski nie ma za wiele do gadania. Głównie, jak w każdym sporze, rozchodzi się o pieniądze. A ich oczywiście najwięcej mają stacje prywatne. I naprawdę nie będę się zagłębiał w źródła tych pieniędzy, żeby nie robić sobie jakich specjalnych problemów nie do wyjaśnienia. Telewizja publiczna na tle tamtych potentatów zamożna nie jest, ma więc mniej do zaoferowania, przegrywa zatem kolejne przetargi i tu dochodzimy do punktu wyjścia, czyli że ja dalej nie mogę oglądnąć meczu swojej ulubionej Polonii.
Ale Polsat i ITI, które przecież zagarnęły lwią część pakietu Ligi Europejskiej też nie próbowały nawet stanąć na wysokości zadania. TVP można wybaczyć, że nie transmitowała, bo nie miała do tego prawa, ale te dwie prywatne i bogate stacje? Po co wydawały na wszystko tyle pieniędzy na zezwolenia, skoro potem z nich nie korzystają? Że mecz Polonii nie był atrakcyjny? Jestem innego zdania, tym bardziej, że „Czarne Koszule” wygrały w całkiem dobrym stylu.
Żeby ten felieton był choć trochę konkretny, wypadałoby abym zaproponował jakieś rozwiązanie opisywanego przeze mnie problemu. Jednak, poza wyrzuceniem telewizora przez okno i zaprzestania płacenia haraczu, nic nie przychodzi mi do głowy. I jak tu nie namawiać ludzi do piractwa, do niepłacenia abonamentu, do wykorzystywania w pełni internetu? Tak naprawdę obrońcy wyższych wartości w tych czasach, ludzie którzy próbują być prawi, to po prostu idioci. I ja jestem jednym z nich…










