Zapraszam do lektury tekstu o piłkarzu, o którym każdy słyszał, a prawie nikt nie wie, kim był. Dla kibiców jego przydomek stał się synonimem snajpera, napastnika, synonimem króla strzelców. Panie i panowie: Rafael Moreno, zwany „Pichichi”.
Niepozorny snajper
Rafael Moreno Aranzadi był jednym z wielkich herosów hiszpańskiego futbolu ery przed utworzeniem zawodowej ligi. Obok takich graczy, jak Zamora, Zarra czy Irribar tworzył podwaliny tego, czym dzisiaj zachwycają się kibice na całym świecie. Moreno urodził się w 1892 roku w Bilbao. Gdy miał 6 lat, w jego mieście powstał klub, z którym miał związać się na całe życie. Athletic, najlepsza drużyna pierwszych lat hiszpańskiego futbolu, przyjął go w swoje szeregi w 1911 roku. Wcześniej nie trenował regularnie, jego warunki fizyczne też nie wzbudzały podziwu, miał bowiem ledwo 154 cm wzrostu – Messi i reszta katalońskich maluchów mogłaby patrzeć na niego z góry. Jednak już dwa lata później „Pichichi” rozegrał swój pierwszy oficjalny mecz. I to przeciwko nie byle komu, rywalem Athletiku był bowiem Real Madryt. Później wszystko potoczyło się już bardzo szybko i z bardzo wielkim rozmachem.

Ówczesną główną areną zmagań hiszpańskich klubów był Puchar Króla. „Pichichi” wystąpił w sześciu edycjach tego turnieju, wygrywając czterokrotnie. Rozegrał w nich 89 spotkań, strzelając 77 goli. Wynik ten jest z pewnością wybitny, jednak nawet on blednie, gdy porównamy go ze statystykami Moreno uwzględniającymi wszystkie mecze. 200 goli w 170 meczach – więcej niż jedna bramka na spotkanie. Oczywiście dane, ze względu na swoje „zaokrąglenie”, nie są w pełni prawdziwe, jednak z pewnością nie zmieniają ogólnego obrazu postaci napastnika. Przez całą karierę był najlepszym strzelcem we wszystkich rozgrywkach, w których grywał. Poza genialnymi statystykami, Rafael zapisał się w historii Athletiku Bilbao i hiszpańskiego futbolu dzięki strzeleniu pierwszego gola na San Mames. Znienawidzony przez wszystkich ligowych piłkarzy stadion jest dla Basków czymś w rodzaju sanktuarium, świątynią futbolu w rozumieniu nawet bardziej ortodoksyjnym niż Santiago Bernabeu i Camp Nou.
„Pichichi” był również częścią składu reprezentacji Hiszpanii, gdy ta rozgrywała swój pierwszy mecz międzynarodowy. Był na olimpijskim turnieju w Antwerpii, z którego wrócił ze srebrnym medalem na szyi. Łącznie w drużynie narodowej rozegrał ledwo pięć spotkań, strzelając tylko jednego gola.
Przez znakomitą większość swojej kariery Moreno grał z charakterystycznym nakryciem głowy – białym czepkiem, który sprawiał, że mimo nikczemnej postury, był doskonale rozpoznawalny na murawie. Matka natura pozbawiła go wzrostu, jednocześnie dając takie cechy, jak szybkość, wytrzymałość i zwinność.











