Wszystko wskazuje na to, że na tegorocznym mundialu, liga polska będzie miała aż trzech reprezentantów. Do Jana Muchy, Bojana Isailovicia i Andraza Kirma mógł dołączyć Junior Diaz, jednak jego Kostaryka ostatecznie nie wywalczyła awansu. Mimo dobrej gry reprezentacji młodzieżowych, kadra seniorska w tym roku nie nawiąże do sukcesów sprzed dwudziestu lat, gdy jej trzon stanowili tej klasy gracze, co Hernan Medford, czy bohater poniższego tekstu, Luis Gabelo Conejo.
Mondiale ’90 było turniejem, który fani futbolu zapamiętają bardziej z powodu dyscypliny taktycznej i obronnej, zamiast ofensywnego polotu. Na boiskach Italii znalazła się jednak drużyna, której poczynania nadały trochę kolorów rozgrywkom. Kostaryka, niedoceniana przez ekspertów, już w swoim debiucie na mistrzostwach świata pokazała klasę i przeszła do 1/8 finału.
W składzie z będącymi w życiowej formie graczami pokroju Ronalda Gonzaleza, Juana Cayasso czy Hernana Medforda, „Los Ticos” pokazywali się z jak najlepszej strony futbolowemu światu. Wyżej wymienionych przyćmiewał jednak ulubieniec kibiców, Luis Gabelo Conejo, wąsaty bramkarz, który serią znakomitych występów między słupkami kostarykańskiej bramki najwydatniej przyczynił się do wyjścia z grupy.
Tuż po turnieju kostarykański portero podpisał kontrakt z hiszpańskim drugoligowcem, Albacete, któremu pomógł w awansie do Primera Division i umocnieniu tam pozycji. Obecnie minęło już trzynaście lat od momentu, gdy zawiesił rękawice na kołku, jednak ten bramkarz wciąż jest w pamięci wielu kibiców.
Dni chwały
Jeszcze dziś drobne wspomnienie włoskiej przygody przywołuje zadumę na twarzy byłego bramkarza. – Byliśmy zwykłymi outsiderami, którzy nigdy jeszcze nie brali udziału w turnieju tej rangi – stwierdza, wyjaśniając przyczynę ich nieoczekiwanego sukcesu. – Los zetknął nas w fazie grupowej z Brazylią, Szkocją i Szwecją, czyli ekipami z większym doświadczeniem międzynarodowym. Jednak doświadczenie miał również nasz selekcjoner, Bora Milutinović, który dobrze wiedział, jak sprawy mogą się potoczyć. Trener był ponadto wybitnym motywatorem i powiedział, że to może być nasza jedyna szansa, by zagrać na mundialu. Sprawił, że uwierzyliśmy w siebie.
Kostarykanie wzięli sobie do serc słowa serbskiego szkoleniowca i w fazie grupowej ograli obu europejskich rywali, przegrywając jedynie z Brazylią. Jak wspomina Conejo, fani i dziennikarze byli oszołomieni postawą „Los Ticos”.
– Prasa była zdumiona – kontynuuje Conejo. – Po prostu nie mogli uwierzyć w to, co się działo z naszą reprezentacją. Wszyscy mieli nas za słabych i niezorganizowanych, lecz byliśmy głodni sukcesu. Przejście przez fazę grupową było satysfakcjonujące również dla mnie z powodów osobistych. Zostałem wybrany najlepszym bramkarzem turnieju, a to niesamowite wyróżnienie dla kogoś z małego państewka, które wówczas jeszcze nie miało profesjonalnych piłkarzy.
Mimo wszystko włoska przygoda Luisa Conejo dobiegła końca w dość przykry sposób, gdy na jednym z treningów doznał urazu wykluczającego go z meczu 1/8 finału, w którym Kostaryka mierzyła się z Czechosłowacją, zresztą ulegając wyżej notowanym rywalom.










