Tomasz Frankowski był niezmiernie szczęśliwy po wywalczeniu przez Jagiellonię Białystok Pucharu Polski. Piłkarz po ostatnim gwizdku miał spore zastrzeżenia do gry klubu, w którego barwach występuje.
Kapitan białostockiego klubu już trzeci raz cieszył się z triumfu w Pucharze Polski. Jednak pierwszy raz to on, jako kapitan, podnosił to trofeum do góry. Zawodnik ma nadzieję, że w kolejnych latach Jagiellonia będzie klubem liczącym się na swoim podwórku i będzie jeszcze okazja, aby kibice mówili o tym klubie z pełnym podziwem. Piłkarz wraca również do poprzednich dwóch tytułów z Wisłą, jednak jak przyznaje, ten ostatni smakuje najlepiej.

– Jest to pierwszy tak wielki sukces Jagiellonii i chciałoby się powiedzieć, aby nie był ostatnim. Wygrałem już puchar dwa razy z Wisłą. Ten smakuje jednak inaczej z tego względu, że tym razem był rozgrywany tylko jeden mecz. Z Wisłą Kraków graliśmy zawsze dwumecz. Dzisiaj emocje towarzyszyły do końca i chciałbym tu podziękować kibicom z Białegostoku, którzy stawili się w liczbie pięciu tysięcy, ale także kibicom Pogoni, bo niektórzy z nich również stworzyli niezapomniane emocje – powiedział „Franek”.
Piłkarz wypowiedział się również na temat Pogoni Szczecin i wielkiej niefrasobliwości w ofensywie piłkarzy „Jagi”. Najważniejsze jednak, że to białostocczanie zdołali strzelić o jedną bramkę więcej.
– Wiedzieliśmy, że Pogoń nie wypadła sroce spod ogona, też będzie miała swoje sytuacje i rzeczywiście tak było, bo strzał w poprzeczkę był minimalnie niecelny. Myśmy natomiast zmarnowali multum okazji i za skuteczność należy nam się pała, ale najważniejsze, że Andrius Skerla znalazł się w odpowiednim miejscu i skończył jedną jedyną dla nas sytuację, o której marzyliśmy – zakończył zadowolony kapitan.











