Po rocznej przygodzie w zespole Derby County słynny „Lamps” podjął decyzję objęcia posady menedżera klubu, w którym przeżywał swoje złote chwile jako zawodnik. Od początku pracy na Stamford Bridge Anglik musiał liczyć się z wieloma problemami, które zastał, m.in. z zakazem transferowym czy chociażby odejściem największej gwiazdy zespołu – Edena Hazarda. Mimo tych przeciwności dostał od właściciela klubu ogromny kredyt zaufania oraz komfort spokojnej pracy. Nikt nie potrafił ocenić, jaki jest realny potencjał zespołu i na co go stać. W poprzednich rozgrywkach zajął w ostatecznym rozrachunku trzecie miejsce i był najlepszą drużyną „ludzką” – przed nim uplasowało się tylko dwóch hegemonów angielskiego futbolu: Manchester City i Liverpool.
Pora na młodość
Ogromnym problemem, z jakim borykał się Frank Lampard, była obsada kilku pozycji w zespole. Musiał zbudować kolektyw oraz oprzeć grę na piłkarzach wypożyczonych w poprzednim sezonie do innych zespołów. Zawodnicy, którzy byli traktowani w Chelsea po macoszemu, mieli nagle bić się z najlepszymi klubami nie tylko w Premier League, ale także na poziomie rozgrywek Ligi Mistrzów. Stara piłkarska prawda: „Atak wygrywa mecze, ale to defensywa triumfuje w wielkich turniejach”.
Lampard na początku swojej drogi z „The Blues” rozpoczął od zbudowania swojego żądła z przodu. Postawił na młodego anglika – Tammy’ego Abrahama. Jak na swój wiek strzelał z niesamowitą regularnością w rozgrywkach Championship (78 spotkań, 48 bramek). Wrócił na Stamford Bridge i miał stać się napastnikiem skrojonym dla „The Blues”. Początki miał trudne, gdyż marnował sporo sytuacji, co powodowało jeszcze większe presję i krytykę, ale z czasem worek z bramkami otworzył się i obecnie zajmuje drugie miejsce w walce o koronę króla strzelców Premier League.
Kolejnym młodym zawodnikiem, o którym warto wspomnieć, jest Mason Mount. Lampard znał go doskonale, gdyż prowadził go w Derby County, dlatego miał świetny przegląd jego wachlarza umiejętności. Menedżer wykazał się ogromną odwagą, stawiając na niego, tym bardziej że to był jego debiutancki sezon w najwyższej klasie rozgrywkowej. Od samego wejścia do wielkiego futbolu Mount zaczął błyszczeć: drybling, podanie, inicjowanie ataków i ta młodzieńcza fantazja zaprowadziły go aż do debiutu w seniorskiej reprezentacji Anglii.

Nie możemy zapomnieć o ostatnim transferze sprzed zakazu, tj. sprowadzeniu Christiana Pulisica. Od samego początku był kreowany przez media jako ten, który wejdzie z marszu w buty Edena Hazarda. Start u Lamparda miał trudny, były momenty, gdy nie łapał się nawet do meczowych osiemnastek. Próbkę swoich umiejętności pokazał w dziesiątej kolejce, w której zdobył hat tricka w wygranym spotkaniu przeciwko drużynie Burnley. Przeplata zagrania nieszablonowe z momentami kompletnej ciszy pod względem aktywności na boisku niczym przy założeniu peleryny niewidki. Lampard widzi, ile ten chłopak jest w stanie dać i co potrafi, dlatego regularnie na niego stawia i daje swobodę w pojedynkach jeden na jeden.













