Los tytułowego protagonisty przypomina starą jak świat historię rodem z bajek o Herkulesie czy filmów o maklerze dorabiającym się fortuny. Tyle że w alternatywnej rzeczywistości, na opak, bo wątek owej fabuły prowadzi z góry na dół, na co zwykło się mówić „od bohatera do zera”. Zera, którego Samuel Umtiti zaczął sięgać na tyle mocno, że jego świetny okres w Barcelonie z lat 2016–2018 odszedł nieco w zapomnienie. Pytanie, czy tę karierę można jeszcze uratować?
Prawdopodobnie żaden inny zawodnik Barcelony w obecnej dekadzie nie zaliczył takiego upadku, jakiego doznał mistrz świata z 2018 roku. Przed transferem do stolicy Katalonii piłkarz nieznany zbyt dobrze szerszej publiczności, ale dysponujący wówczas niemałą renomą we Francji. I zresztą słusznie, bo jak się później okazało, wszystkie ciepłe słowa wobec środkowego obrońcy Lyonu sprawdziły się co do joty. Umtiti niemal z miejsca stał się kluczowym trybikiem w formacji defensywnej Barcelony i udowodnił, że w trudniejszych warunkach bojowych niż Ligue 1 potrafi radzić sobie wyśmienicie.
Początek końca miał miejsce w maju 2018 roku
Do momentu rozegrania El Clasico dnia 6 maja 2018 roku wszystko zmierzało w jednym kierunku. Kierunku chwały, którą zaczął zdobywać Samuel Umtiti fantastycznymi występami na przestrzeni wielu miesięcy. Wtedy szczególnie kibice „Dumy Katalonii” byli wręcz wniebowzięci. Na ich oczach narodził się bowiem reinkarnowany Carles Puyol. Co prawda nie we własnej osobie, bo o innym kolorze skóry i lewonożny, ale podobieństw w genialnej grze defensywnej było co niemiara. Ówczesny francuski bohater doczekał się nawet na własną cześć memów, które po dziś dzień krążą po różnych zakątkach internetu.
W sezonie 2016/2017 Barcelona wygrała 18 meczów La Liga z rzędu, w których wystąpił Samuel Umtiti.
W sezonie 2017/2018 Barcelona miała serię 33 meczów bez porażki, w których wystąpił Samuel Umtiti.
Innymi słowy, absolutnie nic nie wskazywało na to, że nowy nabytek warty (bagatela!) jedyne 15 mln euro z pierwszej linii frontu wyląduje w garażu jako wadliwa maszyna. Nie, to było nie do przewidzenia, bo nie dość, że Samuel Umtiti był wówczas jednym z kilku najlepszych stoperów na świecie, to jeszcze dzisiaj, gdyby nie późniejsze problemy Francuza (opisane niżej), Virgil van Dijk być może nie dzierżyłby w swoich rękach tytułu mistrza defensywy. Niedoszły konkurent z kameruńskiego Yaounde z pewnością miałby w tej sprawie coś do powiedzenia. Ale niestety…














