Po słabszej pierwszej połowie Laurent Blanc odmienił w przerwie swój zespół. Francja zagrała bardziej zespołowo i na efekty nie trzeba było długo czekać. Dwa szybkie gole i Ukraina nie dała rady już się podnieść.
Druga runda spotkań w grupie D została rozegrana z lekkimi problemami. Drużyny Ukrainy i Francji wybiegły planowo na boisko w Doniecku, jednak już po czterech minutach sędzia musiał przerwać mecz z powodu ogromnej ulewy i burzy, która zawitała nad Donbas Areną. Rozgrywki wznowiono dopiero po godzinie, kiedy deszcz ustał. Od razu po ponownym rozpoczęciu inicjatywę przejęli Francuzi. Po zamieszaniu w „szesnastce”, które spowodowane było niezbyt dobrym stanem murawy, Ukraińcy ratowali się wybiciem na rzut rożny. Gracze Laurenta Blanca zastosowali bardzo wysoki pressing i narzucili swój styl gry. Gospodarze w pierwszych minutach ograniczali się do kontr, korzystając z szybkości swoich skrzydłowych.

W 15. minucie do boju ruszył Franck Ribery. Po dwójkowej akcji z Benzemą wbiegł w środek boiska, miał dużo miejsca w tamtej strefie, dużo opcji do rozegrania. Zarówno na prawej, jak i na lewej stronie pokazywali się partnerzy, jednak piłkarz Bayernu zwlekał zbyt długo z podaniem i jego koledzy wpadli w pułapkę ofsajdową. Ukraińcy grali dobrze w defensywie, świetnie odczytując zamiary Francuzów. Lecz na pierwszy strzał gospodarzy trzeba było poczekać aż do 24. minuty. Wówczas to po indywidualnej akcji Jarmolenki mogliśmy takie uderzenie oglądać. „Trójkolorowych” to tylko rozjuszyło i ze zdwojoną siłą ruszyli w kierunku bramki Pjatowa. Najpierw po błędzie Nazarenki w świetnej sytuacji spudłował Menez. Chwilę później z daleka próbował Benzema. Jednak wyglądało to tak, jakby Francja chciała wykorzystać umiejętności techniczne i wejść z piłką do bramki.
W 29. minucie po kolejnym błędzie obrońców Ribery przejął piłkę, wrzucił ją w pole karne, a tam czekał już dobiegający Menez. Był sam na sam z Pjatowem, ale jego uderzenie było złe. Niedokładny strzał pewnie obronił golkiper ukraiński. To była tak zwana setka i chyba tylko Menez wie, dlaczego nie trafił. Jak mówi popularne przysłowie, niewykorzystane sytuacje się mszczą. W 34. minucie mogło się to spełnić. Andrij Szewczenko pierwszy raz w tym spotkaniu uciekł defensorom Francji. Nie kombinował, huknął z okolic 11. metra, ale Lloris stanął na wysokości zadania. Od tego momentu Ukraińcy ożyli. Przejęli inicjatywę i groźniej zaatakowali. Nie mogli jednak cały czas zapominać o zabezpieczeniu tyłów, bo od razu skontrowali ich Francuzi. Po stałym fragmencie i uderzeniu głową Mexesa tylko znakomita obrona Pjatowa uratowała gospodarzy przed utratą bramki.
W ostatnich minutach uaktywnili się ponownie Francuzi, którzy jakby chcieli dać się wyszaleć Ukrainie i zebrać siły na kolejne ataki. Najaktywniejsi byli Ribery i Benzema, ale z tych akcji nic nie wynikało. Były to zbyt indywidualne próby. Zabrakło zdecydowanie drużyny i tego pewnie będzie się domagał Blanc w rozmowie w przerwie.










