Kiedy dochodzi do rozmowy na temat piłki tureckiej, trudno jest nie wymienić nazwiska Fatiha Terima. Nie ulega wątpliwości, że mało kto zrobił dla miejscowego futbolu tyle, co człowiek nazywany sułtanem. To właśnie on sprawił, że Turcja mogła być dumna na cały Stary Kontynent – doprowadził on ojczysty klub do europejskiego trofeum.
Fatih Termin kibicom futbolu w Polsce najbardziej kojarzy się z ostatnimi sukcesami drużyny narodowej swojej ojczyzny. Kiedy my debiutowaliśmy w mistrzostwach Europy na turnieju w Austrii i Szwajcarii i pożegnaliśmy się z nimi w kiepskim stylu, on okazał się ojcem jednego z największych osiągnięć ekipy znad Bosforu. We własnym kraju znany jest raczej z triumfów związanych z Galatasaray Stambuł. Szczególnie udany okres miał dla niego miejsce na przełomie wieków. I również ten najlepiej został zapamiętany.

Jako mistrz kraju niżej położonego w rankingu UEFA „Cimbom” musieli przedzierać się przez kwalifikacji Ligi Mistrzów. Tam większych problemów nie sprawił im Rapid Wiedeń, z którym rozprawili się 3:0 i 1:0. Piłkarze ze Stambułu, wśród których byli obecne legendy klubu: Claudio Taffarel, Umit Davala, Gheorghe Hagi i Hakan Sukur, dostali kolejną szansę zawojowania Ligi Mistrzów. Los dla podopiecznych Fatiha Termina nie okazał się jednak łaskawy. W grupie H przydzielił im bardzo groźnych rywali: Hethę Berlin, AC Milan oraz Chelsea Londyn. Przygoda z najważniejszymi europejskimi rozgrywkami rozpoczęła się dla zespołu z Turcji nie najgorzej, bo od remisu 2:2 z ekipą z Niemiec. Potem jednak było już tylko coraz gorzej. Bez punktów wrócili na Ali Sami Yen z Mediolanu. Nawet gola nie udało im się zdobyć w stolicy Anglii. Gracze prowadzeni ówcześnie przez Gianlucę Viallego okazali się na tyle nieprzyjemni, że również nad Bosforem nie pozwolili sobie wyrwać bramki. Jednak, podczas gdy w Londynie uzyskali jedną, na wyjeździe zdecydowanie bardziej pognębili rywala, aplikując mu aż pięć. Mimo że ich sytuacja w grupie nie była najciekawsza, podjęli próbę pościgu. Mocno zmotywowani rozgromili Herthę 4:1, a w ostatniej kolejce po znakomitym i emocjonującym meczu pokonali Milan 3:2. Triumf w tym ostatnim starciu zapewnił im skuteczny rzut karny Umita Davali w doliczonym czasie gry. Choć zdobyli siedem punktów, podopieczni Fatiha Terima o awansie do drugiej fazy grupowej mogli zapomnieć. O jeden więcej zgromadziła na swoim koncie Hertha, a aż cztery więcej Chelsea. Turkom zatem pozostała rywalizacja w poprzedniku Ligi Europejskiej – Pucharze UEFA.
Na początku swojej przygody z drugimi najważniejszymi rozgrywkami na Starym Kontynencie nie wylosowali bardzo wymagającego przeciwnika. Przyszło im się zmierzyć z Bologną. Na wyjeździe, dzięki golowi Hakana Sukura w końcówce, udało im się uzyskać remis. W rewanżu w Turcji po znakomitym początku rozstrzygnęli mecz w pół godziny, wygrali 2:1 i uzyskali promocję do dalszych gier. W następnej rundzie rywal okazał się już o wiele poważniejszy. O awans do ćwierćfinału rywalizowali z Borussią Dortmund. Na Westfalen Stadion już do przerwy mistrzowie Turcji prowadzili 2:0 po trafieniach swoich legend, Hakana Sukura i Gheorghe Hagiego. W drugiej części, dzięki dobrej defensywie, udało się odeprzeć ataki Niemców i dowieźć korzystny wynik do końca. W rewanżu ówcześnie podopieczni Matthiasa Sammera nie potrafili odwrócić losów dwumeczu i to oni odpadli z rozgrywek.











