FJW: Tam, gdzie nie rośnie trawa – piłkarska opowieść z (prawie) bezludnej wyspy


Jak gra się w piłkę na końcu świata i dlaczego futbol jest najpiękniejszy

6 sierpnia 2020 FJW: Tam, gdzie nie rośnie trawa – piłkarska opowieść z (prawie) bezludnej wyspy
Wikimedia

Wiele jest na świecie miejsc wyjątkowych, w wielu z tych miejsc kopie się piłkę. Niejedno z nich opisaliśmy już w iGolu. To dzisiejsze jest jednak nietypowe na tak wielu poziomach, że trudno zdecydować, od czego zacząć. Jest potężne, ale mieszka tam niezwykle mało ludzi. Lokalna federacja piłkarska od lat stara się o członkostwo w FIFA, ale ciągle jej się to nie udało. Tradycyjna dieta naszych dzisiejszych bohaterów składa się w 100% z mięsa, a średnia temperatura w lipcu wynosi 10 stopni Celsjusza. Sportem, w którym miejscowi odnoszą największe sukcesy, jest piłka ręczna, ale to futbol jest ich prawdziwą miłością, którą są przesiąknięci całkowicie. Jednocześnie kopanie piłki jest tam niesłychanie trudne ze względu na warunki atmosferyczne i logistyczne. Witajcie na Grenlandii.


Udostępnij na Udostępnij na

Przez meandry grenlandzkiej rzeczywistości i lokalnego futbolu przeprowadził nas Finn Meinel, wiceprezes tamtejszego związku piłkarskiego (KAK) i prezes klubu ze stolicy Grenlandii – B-67 Nuuk. Najpierw, jak zwykle, musimy sypnąć garścią faktów niezwiązanych z piłką, żeby opowieść była pełna. Na początek więc odrobina geografii, historii i polityki, które, co oczywiste, odgrywają w tym opowiadaniu niemałą rolę. Grenlandia jest od Polski większa siedmiokrotnie. Jej powierzchnia to ponad 2 miliony kilometrów kwadratowych. Mieszka tam tyle osób, co… w Zgierzu. 56 tysięcy. Daje to gęstość zaludnienia na poziomie 0,028 osoby na kilometr kwadratowy.

Mówimy jednak o miejscu, w którym 80% powierzchni zajmuje lodowiec. Oprócz tego na Grenlandii prawie w ogóle nie ma płaskiego terenu. Do zamieszkania nadają się wyłącznie niewielkie skrawki lądu wzdłuż wybrzeża. Zdecydowana większość z tych 56 tysięcy mieszka na zachodnim wybrzeżu największej wyspy świata. Na wschodnim, od strony Europy, znajduje się zaledwie kilka stale zamieszkanych osad.

Ładnie tam chociaż?

88% populacji Grenlandii to Inuici lub mieszanki etniczne (zwykle inuicko-duńskie), a pozostałe 12% to przybysze, głównie z Europy (a wśród nich przede wszystkim Duńczycy). Ziemi na Grenlandii nie da się uprawiać – kiedyś 100% diety stanowiło mięso, dziś, dzięki globalizacji jest ona nieco bardziej urozmaicona, ale większość społeczeństwa ciągle opiera się właśnie na mięsie. Grenlandczycy swoje mięso zwykle zdobywają sami. Poluje się tam m.in. na foki, wieloryby, renifery, a nawet… niedźwiedzie polarne. Popularne są też, rzecz jasna, ryby, krewetki i cała masa innych owoców morza. Zanim zdążycie się zbulwersować, pędzimy z wyjaśnieniem, że polowania na niedźwiedzie są rzadkie i ściśle regulowane – są raczej częścią tradycji niż codziennym przysmakiem.

No i jeszcze coś oczywistego, ale jakże ważnego – Grenlandia jest przepiękna, zjawiskowa. Sami spójrzcie: wiele odcieni szarości przyozdobionej kolorami natury – od śnieżnej bieli przez żółć i czerwień jesieni – czy też kolorami farby uroczych, małych domków. Trudno się nie zakochać.

Wikimedia

 

Wikimedia
Pxfuel
Pikist

FIFA? A może ConIFA?

Dobra, rozmarzyliśmy się, ale teraz to, co lubimy najbardziej, czyli lokalna piłka. Wspomnieliśmy już o tym, że Grenlandia nie jest członkiem FIFA. Nie jest też członkiem ani UEFA, ani CONCACAF. Dlaczego w ogóle miałaby należeć do CONCACAF? Ano dlatego, że geograficznie należy właśnie do Ameryki Północnej. Jest za to członkiem federacji, które jednoczą związki piłkarskie państw nieuznawanych, terytoriów zależnych czy mniejszości etnicznych. Bo Grenlandia nie jest niepodległym państwem, a właśnie autonomicznym terytorium Królestwa Danii. Mówiąc wprost, jest częścią Danii, z bardzo szeroką autonomią.

W ConIFA (Confederation of Independent Football Associations) zrzeszone są jeszcze m.in. Abchazja, Cypr Północny, Wschodni Turkiestan (Ujgurzy), Tybet, Somaliland, Quebec, Darfur, drużyna Aramejczyków, Kurdów czy ludu Rohingya oraz kilkadziesiąt innych federacji z całego świata. W sumie jest ich aż 61. ConIFA organizuje własne mistrzostwa świata, które odbywają się co dwa lata (pierwszą edycję rozegrano w 2014 w Laponii, w północnej Szwecji). Grenlandia jeszcze nigdy na mistrzostwach świata ConIFA nie wystąpiła. No ale wróćmy do FIFA – dlaczego Grenlandczycy nie mogą rywalizować w rozgrywkach pod jej egidą? Przede wszystkim z powodu braku stadionu narodowego spełniającego normy FIFA, co uniemożliwia organizowanie oficjalnych meczów międzypaństwowych na grenlandzkiej ziemi.

Jeśli chodzi o członkostwo w UEFA, od pewnego czasu wymogiem jest też pełna niepodległość. Takiego obowiązku nie ma w CONCACAF, gdzie bardzo duża część federacji to terytoria zależne lub posiadłości zamorskie niepodległych państw.

Na razie nie jesteśmy częścią rodziny FIFA. Mamy nadzieję, że nasze plany dotyczące budowy sztucznych i zadaszonych boisk umożliwią to w przyszłości. Na ten moment mecze międzynarodowe moglibyśmy grać tylko poza Grenlandią, np. w Danii czy Kanadzie.Finn Meinel

Sytuacja jest więc trudna i zanim zobaczymy Grenlandię w kwalifikacjach do mundialu, jeszcze trochę czasu minie. Zwłaszcza, że zanim zostanie członkiem FIFA, musi zostać członkiem którejś z federacji kontynentalnych. Plany jednak są, rząd jest zaangażowany w projekt i Grenlandia jest nastawiona pozytywnie.

Poproszę piłkę. I wieloryba.

A skoro już o stadionie narodowym mowa, to jeszcze niedawno prezentował się on tak:

Wikipedia

Robi wrażenie, prawda? Dziś jest tam już sztuczna murawa najnowszej generacji, ale skała, robiąca za trybuny, ciągle stoi. To jednak wcale nie jest najbardziej efektowne miejsce do grania w piłkę na tej potężnej wyspie, co zobaczycie w dalszej części naszej historii. To, co widzicie powyżej, to Nuuk Stadion. Zanim zainstalowano tam sztuczną murawę, grano na widocznym na zdjęciu… żwirze, czy raczej mocno ubitym piachu z domieszką żwiru. Te żwirowo-piaszczyste boiska to na Grenlandii wciąż norma, większość z nich wygląda tak:

Wikimedia

Jeszcze kilka lat temu wszystkie boiska były żwirowe. Rząd Grenlandii, we współpracy z rządem Danii, zaczął jednak budować sztuczne nawierzchnie wysokiej jakości. Plan był taki, że do 2020 będzie takich boisk 5. Udało się go zrealizować z nawiązką, bo dziś mamy ich aż 11, w różnych zakątkach wyspy. Przeniesiemy się teraz razem na chwilę na wyspę Disko na zachodnim wybrzeżu, do miasteczka Qeqertarsuaq, siedziby klubu G-44. To, co widzicie pod spodem, to najpewniej marzenie każdego, kto lubi czasem (albo często) pograć w piłkę.

Wikimedia

W Qeqertarsuaq i kilku innych miejscach podczas grania w piłkę można obserwować góry lodowe, wieloryby, foki czy łodzie rybackie. To naprawdę ogromna radość oglądać i grać w futbol w takich warunkach. Te zdjęcia nie są w żaden sposób podrasowane. To, co na nich widzicie, my oglądamy w rzeczywistości. Kiedy do tego świeci słońce, przeżycia są niesamowite.Finn Meinel

Góry lodowe, wieloryby i foki podczas gry w piłkę? Nie pogardzilibyśmy takimi atrakcjami!

Plany na Grenlandii mają jednak o wiele ambitniejsze niż sztuczna płyta i skała. Wygląda to niesamowicie, ale jeśli miejscowi chcą grać oficjalne, międzynarodowe mecze, to zdecydowanie za mało. Kolejny projekt zakłada budowę pełnowymiarowych boisk z zadaszeniem, na wzór tego, co zrobiła w ostatnich latach Islandia. Finn Meinel mówi, że stadion narodowy też na ten moment planowany jest pod dachem. To jednak, na razie, odległa perspektywa.

Co wy wiecie o pasji?!

Czym dla Grenlandczyków jest futbol? Jakie inne sporty uprawia się w krainie lodu? Ano przede wszystkim piłkę ręczną i tradycyjne sporty zimowe, czyli biegi narciarskie i narciarstwo alpejskie (czy może raczej… grenlandzkie?). W „szczypiorniaka” gra się na Grenlandii półzawodowo. Warunki są, rzecz jasna, o wiele lepsze do uprawiania dyscyplin halowych. Drużyna narodowa Grenlandii należy w piłce ręcznej do strefy północnoamerykańskiej i radzi sobie całkiem nieźle.

Trzykrotnie wystąpiła w mistrzostwach świata – w 2001, w 2003 i w 2007. Całkiem nieźle jak na miejsce o populacji średniego polskiego miasta. Wyobrażacie sobie reprezentację Zgierza albo Będzina na mistrzostwach świata? Pomimo tego faktu to jednak piłka nożna jest sportem numer 1 na tej przepięknej wyspie. Nie oceniamy, ale też absolutnie się nie dziwimy. Jeśli jesteście żądni ciekawostek, to trzymajcie jeszcze jedną: Grenlandia, jak już wiecie, liczy ok. 56 tysięcy mieszkańców. Na wyspie działa niemal 100 klubów piłkarskich, które łącznie liczą ok. 5500 zarejestrowanych piłkarzy i piłkarek. Co z tego, powiecie? Ano to, że prosta matematyka pozwala dojść do wniosku, że aż 10% populacji Grenlandii to piłkarze. Fantastyczne miejsce, prawda?

Futbol łączy u nas ludzi z miast i wiosek. Każdy region ma swoje lokalne rozgrywki, które są jedną wielką imprezą. Angażują się wtedy wszyscy. Nie mamy na Grenlandii infrastruktury, więc każde takie spotkanie ze znajomymi i nieznajomymi przy okazji turniejów jest wyjątkowe. Każde jest bardzo intensywne, spotyka się wielu ludzi. Jest to bardzo ważny element grenlandzkiej kultury. Piłka ręczna też jest ważna, ale piłka nożna jest najważniejsza. Oprócz dużych boisk, mamy też małe sztuczne murawy. Latem, podczas dnia polarnego, dzieciaki i dorośli grają często nawet do północy.Finn Meinel

Zapytaliśmy też Finna o to, co z tą tytułowa trawą, a właściwie jej brakiem.

Trawa rośnie na Grenlandii w bardzo niewielu miejscach. Kiedyś graliśmy tylko na żwirze. Kiedy padało, mieliśmy mecze w błocie. Kiedy nie padało, było z kolei dużo kurzu. Nie były to zdrowe warunki. Na boiskach żwirowych trudniej też o techniczną grę. Nigdy nie wiadomo, jak odbije się piłka. Dzisiaj na szczęście większość miast ma swoje sztuczne boiska. Radość z gry jest większa i poziom jest o wiele wyższy.

Szybko, zanim znowu spadnie śnieg!

Chcecie wiedzieć, jak wyglądają rozgrywki ligowe w krainie kolorowych domków, niedźwiedzi polarnych i uśmiechniętych ludzi (uwierzcie nam, są bardzo uśmiechnięci)? Na pewno chcecie. Wyglądają… przedziwnie. Pogoda sprzyja graniu w piłkę (pozdrawiamy Piotra Ćwielonga) przez zaledwie 2-3 miesiące w roku. Kiedy dwumetrowa pokrywa śnieżna topnieje i można wreszcie na świeżym powietrzu poharatać w gałę, w sześciu regionach Grenlandii rozpoczynają się lokalne kwalifikacje. Zwycięzca każdego z tych turniejów bierze udział w krajowych finałach, które rozgrywane są w jednym mieście na przestrzeni tygodnia.

Pogoda nie jest jedyną przeszkodą dla organizacji tradycyjnej ligi. Równie wielkim problemem jest… brak dróg. Na Grenlandii, poza wewnętrznymi drogami w obrębie miasta, po prostu ich nie ma. Powód? Lód i ukształtowanie terenu. Z miasta do miasta można dostać się jedynie drogą powietrzną lub morską.

Pasja i poświęcenie

Finały krajowe to wielkie wydarzenie, ale i wielkie wyzwanie. To również wielkie poświęcenie, głównie ze strony piłkarzy i trenerów, którzy z okazji finałów muszą brać urlop i rozstają się ze swoją rodziną. Wielu z nich dostaje się do miasta-gospodarza drogą morską, co wiąże się z kilkudniową wycieczką. I z setkami dolarów wydatków, bo oprócz dotarcia na miejsce, trzeba też zapłacić za zakwaterowanie. Kluby na Grenlandii funkcjonują w dużej mierze dzięki składkom… samych piłkarzy, co jeszcze dorzuca kosztów. Miłość Grenlandczyków do futbolu jest jednak bezgraniczna.

Warunki zakwaterowania wyglądają różnie, w zależności od zamożności drużyny. Niejednokrotnie zawodnicy nocują w szkole, jedynie na materacach, tak jak np. piłkarze klubów Equaluk-54 i G.S.S. podczas finałów w zeszłym roku. Co więcej, zawodnicy tych dwóch klubów spali pod jednym dachem w szkolnej siłowni. Wśród zeszłorocznych finalistów znalazły się też m.in. Inuit Timersoqatigiiffiat, w skrócie IT-79, Nagdlunguaq-48, w skrócie N-48 czy Godhavn-44 Qeqertarsuaq, w skrócie G-44. Wszystkie te numerki w nazwach drużyn oznaczają daty ich powstania. Futbol dotarł bowiem na Grenlandię już naprawdę dawno temu. Pierwsze krajowe mistrzostwa rozegrano w sezonie 1954-1955, a federację piłkarską założono w 1971.

Wikimedia

A może fokę?

Tygodniowe zmagania o miano najlepszej drużyny to święto. Święto na tyle duże, że oprócz całkiem pokaźnej frekwencji ze strony mieszkańców, wszystkie mecze transmitowane są na żywo w krajowej telewizji.

5 meczów w pełnym wymiarze czasowym to też ogromne obciążenie dla organizmów piłkarzy. Kontuzje są na porządku dziennym, a turniejowy fizjoterapeuta, a czasem i lokalny szpital, mają wtedy więcej pracy niż na co dzień. W 2019, podczas finałów w Sisimiut (drugie największe miasto Grenlandii), dwóch zawodników w krótkim czasie trafiło pod opiekę lekarzy. Szpitali zagroził, że od tej pory przyjmować będzie jedynie wtedy, gdy… ktoś dozna złamania. Cóż, Grenlandia…

Jadłospis piłkarzy podczas tego wymagającego turnieju to m.in. mięso foki, które, wg Grenlandczyków, daje energetycznego kopa. Co tu dużo mówić – my mamy banany i batony, oni mają foki. Wyjątkowe miejsce. Finały to też pole do popisu dla całej rzeszy miejscowych, od spikera, przez statystyka, aż po pracowników lokalnej piekarni, która ma ręce pełne roboty podczas tygodniowych rozgrywek. Całe miasto zaangażowane jest w organizację imprezy, a lokalne rodziny nierzadko pomagają w zapewnieniu wyżywienia czy organizacji noclegów dla zawodników.

A po co to wszystko? A dlaczego?

Czy to całe zamieszanie ma jakikolwiek sens? Ma. Zdecydowanie. Oprócz realizowania swojej pasji i rozrywki dla całego narodu, zawodnicy mają do zgarnięcia jeszcze kilka fajnych rzeczy. Zaczynając od chwały (przez chwilę są lokalnymi bohaterami), przez medale, na… pozłacanym szpicu harpuna kończąc. Przepiękna pamiątka jest prawdopodobnie jedną z najbardziej nietypowych nagród za zwycięstwo w zawodach sportowych na całym świecie. Nie powinno to już jednak nikogo dziwić – w końcu to Grenlandia!

Wśród grenlandzkich drużyn w ostatnich latach wyróżnia się przede wszystkim jedna – Boldklubben af 67 Nuuk, czyli po prostu B-67. Najlepsi piłkarze, najhojniejsi sponsorzy, najlepsze noclegi podczas finałów. B-67 wygrało 8 z ostatnich 12 edycji Coca-Cola GM, jak oficjalnie nazywają się krajowe mistrzostwa. W 2019 mistrzem zostało N-48, ale był to dla nich „dopiero” 11 tytuł (pierwszy od 12 lat; finały w sezonie 2020 zostały odwołane z powodu, oczywiście, koronawirusa). B-67 ma ich w swoim dorobku 13, co oczywiście czyni ich najbardziej utytułowaną drużyną w kraju. Te sukcesy to jednak tak naprawdę świeża sprawa. Pierwsze mistrzostwo powędrowało do klubu naszego dzisiejszego gościa w 1993.

Piłka była na Grenlandii przed powstaniem naszego klubu, którego jestem rówieśnikiem, bo też urodziłem się w 1967 roku, z czego jestem bardzo dumny. Na Grenlandii rok urodzenia to duża sprawa. Ludzie urodzeni w tym samym roku mają ze sobą wyjątkową więź. Zaczynaliśmy od grup juniorskich, ale dopiero w ostatnich latach staliśmy się czołową drużyną wśród seniorów. Dzisiaj mamy drużyny we wszystkich kategoriach wiekowych, od U-3 do U-18, seniorów i oldbojów. Mamy świetnych trenerów i wszystko wygląda bardzo dobrze. Przyszłość zapowiada się dla nas interesująco.Finn Meinel

W ciepełku też można pograć

Czy to znaczy, że Grenlandczycy grają w piłkę zaledwie przez trzy miesiące w roku? Skądże znowu! Przez pozostałe dziewięć grają w futsal, gdzie rozgrywki są znacznie bardziej rozbudowane niż na dużym boisku. Jak wpływa to na postawę piłkarzy na dużym boisku? Raczej pozytywnie, jak mówi nasz dzisiejszy grenlandzki przewodnik:

Położyliśmy duży nacisk na futsal około pięć lat temu. Kiedy pojechaliśmy na turniej na dużym boisku na Islandię widać było, że gra na hali sprawia, że nasi piłkarze są bardzo zaawansowani technicznie. Dobrze grają pod presją i podejmują świetne, szybkie decyzje dzięki swoim futsalowym fundamentom.Finn Meinel

Futsal sprawia więc, że Grenlandia może cieszyć się piłką przez okrągły rok. Grają naprawdę wszyscy – kategorii wiekowych jest multum, grają i mężczyźni i kobiety. Lokalne społeczności futsalem żyją i to m.in. wokół niego skoncentrowane jest codzienne życie. Jeśli dorośli akurat nie kopią, wspierają z trybun swoje dzieci. Sielanka.

Duńska Superliga? Jeszcze nie tym razem

Kilka lat temu pojawił się pewien nietypowy pomysł. Ktoś rzucił temat grenlandzkiej drużyny w rozgrywkach duńskiego systemu piłkarskiego. Odważna to była propozycja – z Nuuk do Kopenhagi jest bowiem aż 3500 km. Znamy już oczywiście takie historie – kilka lat temu w rosyjskiej ekstraklasie grała drużyna Łucz-Eniergii Władywostok. Ekipa z końca świata rozgrywała tym samym mecz, który zyskał dziś miano „Distance Derby” – derbów odległości. Z Petersburga do Władywostoku jest ponad 10 000 km w jedną stronę. To jednak inne realia, podobnie jak te australijskie, bo to właśnie kraj kangurów przejął, po spadku Łucza, to zaszczytne miano. Aby dostać się z Perth do Wellington (albo w drugą stronę) podczas pojedynków Glory – Phoenix należy pokonać prawie 5300 km w jedną stronę.

Trudno wyobrazić sobie jednak, by drużyna z całkowicie amatorskiej ligi w miejscu, gdzie przez 3/4 roku zalega gruba warstwa śniegu, mogła regularnie latać do Danii i gościć duńskie drużyny w profesjonalnych rozgrywkach, choć z pewnością byłby to kawał wydarzenia.

Była debata na ten temat, ale to raczej luźna propozycja. Geografia jest tu zbyt dużą przeszkodą. Nie sądzę, żeby dało się to zrobić.Finn Meinel

Narodowa duma

Reprezentacja Grenlandii, jak już wiecie, nie bierze udziału w żadnych oficjalnych zawodach. Nie znaczy to, że nie gra w ogóle. Swoje pierwsze międzynarodowe spotkanie „Misie Polarne” (tak, taką mają ksywkę) rozegrały w 1980 roku przeciw Wyspom Owczym, przegrywając 0:6. W takim stosunku przegrali jeszcze dwukrotnie, przeciwko wyspie Guernsey (2005), Menorce (2009, to też wyspa) i wyspie Man (2017). Najwyższe zwycięstwo, w rozmiarach 16:0 zanotowali natomiast przeciw wyspie Sark.

O co chodzi z tymi wyspami? Ano o to, że Grenlandia regularnie bierze udział w Island Games, czyli igrzyskach wysp z całego świata. Kajmany, Bermudy, Falklandy, Gotlandia, Wyspy Alandzkie, Saaremaa, Wyspa Świętej Heleny, Szetlandy, Wyspa Księcia Edwarda i jeszcze kilkanaście innych spotykają się co dwa lata (od 1985), żeby ze sobą porywalizować w kilkunastu dyscyplinach.

Medale, dzikie turnieje…

Sukcesy? Są, i to całkiem świeże. W 2017 roku podczas igrzysk na Gotlandii Grenlandia zdobyła srebrny medal, przegrywając w finale z wyspą Man. Taki sam medal „misie” przywiozły w 2013 z Bermudów, choć liczba uczestników (4) nieco ułatwiła stanięcie na podium (w 2017 uczestników było aż 16). W 1995 Grenlandia znalazła się tuż za podium po porażce z Jersey, czwarte miejsce zajęła też w 1993 i 1989 roku. Grenlandzkie panie w 2013 roku też zdobyły srebro, choć uczestników było zaledwie… trzech. W 2011 wywalczyły z kolei brąz (10 uczestników).

Turniej piłkarski podczas Island Games jest, w opinii wielu obserwatorów, najlepiej zorganizowanym turniejem międzynarodowym, który nie ma nic wspólnego z FIFA.

Drużyna narodowa wzięła udział w jeszcze jednym dość zabawnym turnieju, którym były mistrzostwa świata federacji… FIFI. Tak, dobrze widzicie – FIFI. FIFI to kolejna z organizacji, która zrzesza państwa nieuznawane przez FIFA. W 2006 roku, na tydzień przed niemieckim mundialem, w Hamburgu spotkały się ekipy: Grenlandii, Tybetu, Cypru Północnego, Zanzibaru, Gibaltaru i… Republiki St. Pauli, której flagą był piracki Jolly Roger (oczywiste nawiązanie do FC St. Pauli). Grenlandia przegrała z Cyprem Północnym 0:1 i z Zanzibarem 2:4. Imprezę wygrał Cypr Północny, pokonując w finale, po karnych, Zanzibar. Piękna, ale i komizmu, niech doda fakt, że mistrzostwa rozegrano pod nazwą FIFI Wild Cup. Wspaniała gra słów, naprawdę chylimy czapki z głów!

Nie wkurzajcie nas, bo nikt nie kupi waszych krewetek!

Zdecydowanie najciekawszy mecz z udziałem reprezentacji Grenlandii odbył się jednak w 2001 roku w duńskim Vanlose. Rywalem Grenlandczyków miał być Tybet. I był, choć nie obyło się bez cyrków. Spotkaniu sprzeciwiała się FIFA, zawzięcie protestowały też Chiny, które zagroziły nałożeniem embarga na grenlandzkie… krewetki. Mecz jednak doszedł do skutku, dzięki protestom FIFY i Chińczyków zrobiło się o nim bardzo głośno, a na boisku lepsi okazali się wyspiarze, pokonując drużynę złożoną z przedstawicieli tybetańskiej diaspory 4:1 (w tytule filmu jest błąd, mecz nie odbył się w 2003, a dwa lata wcześniej).

Futbol ponad polityką? Zdecydowanie. To lubimy. Dziś trenerem drużyny narodowej Grenlandii jest… Erytrejczyk, Tekle Ghebrelul, który uciekł z kraju przed wojną. Ten sam człowiek jest również trenerem grenlandzkiego hegemona, wspomnianego B-67 Nuuk. Ghebrelul w wieku 14 lat otrzymał azyl w Danii, skąd później trafił na Grenlandię.

Z nim u sterów grenlandzki futbol liczy na swoje wielkie dni. Wierzymy, że takie w tym wyjątkowym miejscu rzeczywiście nadejdą, choć z pewnością przyjdzie nam na to jeszcze trochę poczekać. Nawet jeśli Grenlandia nie zostanie wkrótce członkiem FIFA, nie zmieni to w żaden sposób faktu, że kolejne miejsce na naszej planecie bez opamiętania zakochało się w najpiękniejszej grze na świecie. Jak wszyscy doskonale wiemy – miłość do futbolu to podróż w jedną stronę. I bardzo dobrze.

Dodaj komentarz

Zapraszamy do kulturalnej dyskusji.

Najnowsze