W 1924 roku reprezentacja Urugwaju wyruszyła z Montevideo do Paryża, aby wziąć udział w VIII Igrzyskach Olimpijskich. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że była to pierwsza wyprawa piłkarzy z Ameryki Południowej do Europy. Od tego turnieju rozpoczęła się urugwajska dominacja.
Ta wyprawa była historyczna. Nie tylko dlatego, że Urugwaj wygrał ten turniej. „Urusi” pokazali Europie zupełnie inny sposób grania w piłkę. W tamtych czasach zawodnicy na Starym Kontynencie byli zapatrzeni w siebie. W końcu to Anglicy wymyślili futbol, a ten przyjął się w pozostałych państwach.
Kilka miesięcy przed turniejem delegat piłkarskiego związku Atilio Naranico wpadł na pomysł, aby na IO wysłać piłkarską drużynę narodową. Wtedy igrzyska były uznawana przez FIFA za mistrzostwa świata. Był to rewolucyjny pomysł, nigdy żadna drużyna z Ameryki Południowej nie brała udziału w turnieju na innym kontynencie. Społeczeństwo było przeciwne temu pomysłowi. Powszechnie uważano, że piłkarze przyniosą wstyd krajowi i przegrają wszystkie mecze. Dodatkowym argumentem przeciw były pieniądze. Podróż miedzy kontynentami była bardzo kosztowna. Po wyczerpujących negocjacjach urugwajski rząd postanowił sfinansować całe przedsięwzięcie. Wtedy pojawił się inny problem. W tamtych czasach zawodnicy nie byli zawodowcami, poza graniem w piłkę mieli jeszcze inną pracę. Legendarny Jose Nasazzi był murarzem i jego pracodawca nie chciał dać mu kilku tygodni urlopu. W takiej sytuacji była większość graczy. Jednak z pomocą rządu ostatecznie udało się skompletować kadrę i wysłano drużynę do Francji.
W obawie o koszty wynajęto statek trzeciej klasy. Tańsze łodzie wówczas nie były dostępne. Reprezentacja podróżowała tym statkiem aż do Hiszpanii, tam zatrzymała się w porcie w Vigo. Żeby jeszcze bardziej zmniejszyć koszty, Urugwajczycy rozegrali kilka towarzyskich meczów przeciwko hiszpańskim klubom, za które pobrali niewielkie opłaty. Wygrali wszystkie sparingi, a na Półwyspie Iberyjskim przebywali prawie miesiąc. Wydawało się, że taka forma drużyny przykuje uwagę mediów. Nic z tych rzeczy. Ówczesna prasa nawet w najmniejszym stopniu nie zainteresowała się przybyszami z Ameryki.
Po przyjeździe do Paryża wielu Europejczyków nie wiedziało, kim są ubrani w błękitno-białe stroje ludzie. Sztab szkoleniowy był zmartwiony lokalem, w jakim przyszło mieszkać piłkarzom. Uważali oni, że może to wpłynąć na ich morale. Turniej był rozgrywany systemem pucharowym, a „Urusi” w pierwszym meczu mieli zmierzyć się z Jugosławią. Trenerzy z Bałkanów niewiele wiedzieli o swoich rywalach, dlatego na jeden z ich treningów postanowili wysłać szpiegów. Mieli oni z ukrycia obserwować Urugwajczyków i zorientować się, jaki poziom prezentują przybysze zza oceanu. Podopieczni Ernesto Figoli dowiedzieli się, że na treningu będą nieproszeni goście. Gdy rozpoczęły się zajęcia, piłkarze zamiast w piłkę, trafiali w kępy trawy, wpadali na siebie, wolno biegali, miotali się bez sensu po boisku i nie strzelili żadnego gola. Kiedy jugosłowiańscy wysłannicy wrócili do swojej bazy i poinformowali o wszystkim trenera Todora Sekulica, ten uznał, iż żadnego zagrożenia nie ma, a pierwszy mecz będzie łatwym wstępem do dalszej rywalizacji. 26 maja na stadionie Colombes w Paryżu Urugwaj ograł Jugosławię aż 7:0, podczas meczu publiczności objawili się dwaj piłkarze: Pedro Cea oraz Pedro Petrone, którzy zdobyli po dwa gole. Wtedy cały ówczesny świat ujrzał zupełnie inny styl grania w piłkę, oparty głównie na wymianie futbolówki między zawodnikami.










