W niedzielę, 27 sierpnia 1939 roku, odbył się jeden z najbardziej niezwykłych meczów w historii polskiej piłki nożnej. Reprezentacja Polski w świetnym stylu ograła ówczesną potęgę futbolu, wicemistrzów świata Węgrów. Na uwagę zasługiwały nie tylko wynik (4:2) i styl gry, ale także niezwykłe okoliczności – atmosfera niepokoju i lęku, związana ze spodziewaną napaścią Hitlera na Polskę, setki żołnierzy na trybunach czy wreszcie nieobecność trenera polskiej drużyny Szkota Aleksa Jamesa, który w obawie przed wojną kilka dni przed meczem uciekł do Anglii, zostawiając swym zawodnikom jedynie kilka instrukcji taktycznych…
Jedną z czołowych postaci tego spotkania był 26-letni lewy skrzydłowy reprezentacji Polski Paweł Cyganek, zawodnik występującego wówczas w A klasie (drugi szczebel rozgrywek) Fabloku Chrzanów (drużyna ta była wówczas o włos od awansu do ekstraklasy – w barażach musiała jednak uznać wyższość Śląska Świętochłowice). Warto zaznaczyć, że był to dla tego zawodnika pierwszy i zarazem… ostatni mecz w reprezentacji Polski. Cyganek został uwzględniony przy powołaniach na mecze zaplanowane na wrzesień 1939 roku (z Bułgarią i Jugosławią). Szybki skrzydłowy miałby również spore szanse na wyjazd na zaplanowane na rok 1940 igrzyska olimpijskie w Tokio. Kontrkandydat na tę pozycję w reprezentacji, słynny Gerard Wodarz z Ruchu Hajduki Wielki (Chorzów), nie mógł spać spokojnie. Jednakże wybuch II wojny światowej brutalnie przerwał wspaniale zapowiadającą się karierę śląskiego piłkarza.
W czasie wojny Cyganek siłą został wcielony do niemieckiego klubu 1 FC. Kattowitz, w którym występowali najlepsi piłkarze z Górnego Śląska, w większości Polacy. Na jego talent zwrócił uwagę nawet sam Sepp Herberger, legendarny szkoleniowiec niemieckiej reprezentacji. Zawodnik ten, mimo wszelkich ku temu predyspozycji, nie zrobił jednak w owych czasach kariery. Nie zaprzestał on bowiem posługiwania się językiem polskim, co doprowadzało do szału słynnego trenera. Jest to niezaprzeczalny dowód na to, że piłkarz zawsze czuł się Polakiem. Postawa niektórych górnośląskich futbolistów w trakcie II wojny światowej do dziś bowiem budzi spore kontrowersje (np. „Ezi” Wilimowski posądzany o sympatyzowanie z Niemcami).
Po wojnie Cyganek pomógł przy odbudowie struktur piłkarskich na Śląsku, grywał też w kilku mniejszych klubach (m.in. Wawel Wirek, Otmęt Krapkowice), karierę zakończył dopiero w 1955 roku (sic!), później natomiast zajął się trenerką, choć bez większych sukcesów. Paweł Cyganek zmarł 11 września 1995 roku w swej rodzinnej Rudzie Śląskiej.
Postać tego niezwykłego piłkarza nie jest, niestety, szczególnie znana. Trudno znaleźć jakiekolwiek szersze informacje na jego temat. W porównaniu do innych, otaczanych kultem przedwojennych śląskich piłkarzy (Wilimowski, Wodarz, bracia Piec), skrzydłowy Fabloku Chrzanów jest niemalże totalnie zapomniany. Aura roztaczająca się wokół legendy Pawła Cyganka mogłaby przecież sprawnie zostać wykorzystana do promocji piłki nożnej w Rudzie Śląskiej, mieście, które wydało na świat wielu świetnych piłkarzy (m.in. Ernest Pohl, Lucjan Brychczy, Erwin Wilczek, Grzegorz Kapica, Bogusław Cygan, Adam Kompała, Damian Gorawski, Marcin Baszczyński, Adam Danch, Artur Sobiech – prawie kompletna jedenastka…), a które wciąż czeka na sukcesy swych lokalnych drużyn.










