Legia Warszawa była pierwszym polskim zespołem, który zakwalifikował się do Ligi Mistrzów. Rok później w jej ślady poszedł Widzew Łódź, który pod wodzą Franciszka Smudy odnosił spektakularne sukcesy nie tylko na arenie krajowej. Jak się okazało, był to do tej pory ostatni występ polskiej drużyny w elitarnych rozgrywkach.
Kiedy Legia Warszawa dzielnie walczyła w Lidze Mistrzów, na krajowych boiskach wyścig po tytuł mistrzowski wygrał Widzew Łódź. Gwiazdą numer jeden był wówczas supersnajper Marek Koniarek, który wykańczał akcję wypracowywane przez takie asy jak Ryszard Czerwiec, Piotr Szarpak, Marek Citko czy Rafał Siadaczka. Najsilniejsza była jednak defensywa łodzian, którą dowodził olimpijczyk z Barcelony, Tomasz Łapiński. Dzielnie sekundowali mu Marek Bajor, Marcin Bogusz i Waldemar Jaskulski, a bramki strzegł znakomity fachowiec, który na swoją reputację pracował w ŁKS-ie, Andrzej Woźniak. Z takim składem łodzianie dominowali w lidze, potrafili wygrywać 7:1 z Olimpią Poznań czy 5:0 z Bełchatowem i Sokołem Pniewy. Losy mistrzostwa rozstrzygnęły się jednak w 31. kolejce, kiedy to po golach niezawodnego Koniarka i Szarpaka Widzew wygrał 2:1. Po tym spotkaniu podopieczni Franciszka Smudy wskoczyli na pierwsze miejsce i nie oddali prowadzenia do końca sezonu.

Wzorem Legii łodzianie chcieli spożytkować triumf w lidze i odnieść sukces w europejskich pucharach. Nie udało się co prawda zatrzymać Woźniaka, Jaskulskiego i Koniarka, lecz na ich miejsce przyszli godni następcy. Legię na Widzew zamienili Maciej Szczęsny i Radosław Michalski, z Lecha do Łodzi trafili Jacek Dembiński i Paweł Wojtala, dużym wzmocnieniem była też gwiazda Zagłębia Lubin, Sławomir Majak, a cennym nabytkiem okazał się także młody Marcin Zając. Szybko okazało się, że z tymi piłkarzami Widzew jest jeszcze silniejszy. Jednak w rundzie kwalifikacyjnej Ligi Mistrzów los wskazał łodzianom wymagającego rywala, mistrza Danii, Broendby Kopenhaga.
Mecze z Duńczykami przeszły do legendy. W Łodzi Widzew wygrał 2:1 po celnych uderzeniach głową Dembińskiego i Majaka i ripoście Ole Bjura. W rewanżu lepsi byli piłkarze z Kopenhagi. Gospodarze prowadzili już 3:0, a do ostatnich sekund utrzymywał się wynik 3:1 promujący mistrza Danii. W 90. minucie meczu okazało się jednak, że określenie „widzewski charakter” nie jest pustym sloganem. Walczący do ostatnich sekund łodzianie wspięli się na wyżyny swoich umiejętności i determinacji i dopięli swego, a bohaterami akcji byli dośrodkowujący Sławomir Majak i ten, który wepchnął piłkę do siatki z najbliższej odległości – Paweł Wojtala. Po tym golu zapanowała euforia, która szczególnie dała się we znaki radiowemu sprawozdawcy Tomaszowi Zimochowi.












