W dobie dążenia do jak najszybszego bogacenia się, zdobywania kolejnych zer na koncie i zakopywaniu się w pracy, która często nie jest marzeniem, a smutną koniecznością, ludzie zapominają o czymś, co dla wielu postaci sukcesu jest, było i będzie najważniejsze, czyli o chwale. To właśnie chwałą, którą osiąga się poprzez lata treningów, wielu wyrzeczeń i udręk, dzięki zacięciu i obraniu kursu na sukces, można zapisać się na kartach historii i pozostać nieśmiertelnym.
Trochę historii…
Już w początkach historii piłki nożnej, kiedy u sterów FIFA znajdował się Robert Guerin, chciano zaaranżować pierwsze mistrzostwa świata w piłce nożnej, jednak problemy organizacyjne na tym etapie działania były nie do przeskoczenia. Z czasem dołączały do zrzeszonych już reprezentacji narodowych kolejne zespoły i grono powiększało się z każdym rokiem.

Na kongresie w Bernie doszło do wyboru na nowego prezydenta Daniela Burleya Woolfalla, który za priorytet w swoich przyszłych reformach uznawał ujednolicenie zasad piłki nożnej oraz zorganizowanie pierwszych mistrzostw świata. Kilkakrotnie próbowano urządzić mundial przy okazji igrzysk olimpijskich, jednak piłka nożna była uznawana za widowisko, nie zaś za współzawodnictwo, wobec tego rozgrywki piłkarskie przy okazji tych imprez nie były istotnym wydarzeniem. W 1918 zmarł prezydent FIFA, co było olbrzymim hamulcem dla rozwoju zamierzonego celu.
Pierwsze mistrzostwa…
Z pomocą przyszedł Jules Rimet, który objął stanowisko po zmarłym Woolfallu. Nowy prezydent postanowił kontynuować dzieło swego poprzednika i mimo że minęło kilkanaście lat, zanim w końcu się udało, to jednak właśnie dzięki Francuzowi zorganizowano pierwszy turniej mistrzowski. Gospodarzem imprezy został Urugwaj, którego reprezentacja stanowiła w tamtych czasach kapitalną drużynę. Dość powiedzieć, że zwyciężał dwukrotnie w igrzyskach olimpijskich. Problemem była jednak podróż przez ocean, co wymuszało spore wydatki na transport. Jednak po wielu trudnościach udało się zorganizować pierwsze w historii mistrzostwa świata w piłce nożnej. Co ciekawe federacja Urugwaju zgodziła się pokryć wszelkie koszty, jakie poniosły reprezentacje przybywające do Ameryki Południowej, a dochody z imprezy, które na tamte czasy były bardzo imponujące, zgodziła się podzielić po równo. Pierwszym mistrzem świata zostali gospodarze imprezy, co nie nikogo nie zaskoczyło. Drużyna Urugwaju była fenomenalną ekipą i wygraną poczytywała za obowiązek.
Złota Nike…
To wtedy rozpoczęła się historia Pucharu Julesa Rimeta, który był nagrodą za zdobycie tytułu mistrzowskiego i oznaką wiecznej chwały. Podczas starożytnych igrzysk olimpijskich zwycięzcy otrzymywali wieńce laurowe, później przedmiotem pożądania były medale, natomiast dla każdego piłkarza najważniejsze trofea to puchar Ligi Mistrzów oraz Puchar Świata. Dzisiaj wyobrażamy sobie tę drugą nagrodę jako statuetkę przedstawiającą moment zwycięstwa w meczu, czyli dwóch cieszących się piłkarzy, którzy unoszą dłonie w geście triumfu, podtrzymując tym samym kulę ziemską. Wcześniej natomiast piłkarze walczyli o Złotą Nike, czyli Puchar Julesa Rimeta. Nie bez powodu przy drugiej propozycji nazwy jest nazwisko prezydenta FIFA, ponieważ to właśnie on był sponsorem pierwszego pucharu dla mistrzów świata.










