Druga część cyklu poświęconego meczom i wydarzeniom, które na stałe zapisały się w historii futbolu. Tym razem przypominamy Wam niesamowitą końcówkę sezonu 1999/2000 w Bundeslidze i thriller przy Łazienkowskiej w wykonaniu Legii Warszawa i Widzewa Łódź.
Szampan schłodzony, pucharu nie ma
W pierwszej części cyklu przypominałem niesamowitą 37. kolejkę ligi hiszpańskiej z sezonu 2006/2007, kiedy to Real Madryt dzięki bramce Van Nistelrooya i pomocy ze strony Raula Tamudo obronił przed ostatnią serię gier pozycję lidera i ostatecznie sięgnął po tytuł mistrzowski. Równie dramatyczna była końcówka sezonu 1999/2000 w niemieckiej Bundeslidze. Mistrzem kraju został wówczas Bayern Monachium, który rzutem na taśmę wyprzedził Bayer Leverkusen.
Hitchcock nie wymyśliłby lepszego scenariusza dla „Bawarczyków” na zdobycie tytułu. Prowadzeni przez Ottmara Hitzfelda zawodnicy od 30. kolejki gonili „Aptekarzy”, którzy wysunęli się na pierwsze miejsce w lidze dzięki wygranej 4:1 z Arminią Bielefeld. Bayern zaś sensacyjnie poległ na własnym obiekcie w derbowym starciu z TSV 1860 Monachium i do Bayeru tracił wówczas trzy punkty. Taki stan rzeczy utrzymał się do ostatniej serii gier.
Obydwie walczące o tytuł drużyny solidarnie wygrały swoje kolejne trzy spotkania. Bayern najpierw zwyciężył 1:0 na wyjeździe z Borussią Dortmund, po czym wygrał jeszcze 4:1 z Hansą Rostock (u siebie) i z Arminią Bielefeld 3:0 (na wyjeździe). Bayer zaś najpierw dwukrotnie wygrywał na wyjazdach – 3:1 z Werderem i 2:0 z HSV – aby w przedostatnim meczu sezonu pokonać przed własną publicznością 4:1 Eintracht Frankfurt.
Wszystko miało się więc rozegrać w sobotę, 20 maja 2000 roku. Równo o 15:30 rozpoczęły się mecze lidera z Leverkusen z SpVgg Unterchaching i i Bayernu z Werderem. „Aptekarze” co prawda do spotkania, które miało zadecydować o tytule mistrzowskim, przystępowali na wyjeździe, ale nikt w całych Niemczech, poza czerwoną częścią Monachium, nie wierzył w to, że dziesiąte Unterchaching zdoła wydrzeć mu puchar. Leverkusen wystarczał zaledwie remis – w Monachium dziać mogłoby się wtedy wszystko.
Chłodzenie szampana w szatni Bayeru zostało chwilowo wstrzymane w 21. minucie pojedynku. Do własnej siatki trafił Michael Ballack. W Monachium Bayern prowadził już 3:0 po dwóch bramkach Janckera i jednym trafieniu Paulo Sergio. Do przerwy w Unterchaching wynik już się nie zmienił, za to Werder Brema zdołał zmniejszyć rozmiary porażki na Olympiastadion.
W Monachium udzieliła się wielka atmosfera oczekiwania, bo po przerwie „Bawarczyków” bardziej interesował mecz rywala niż ich własny. Wynik 3:1 utrzymał się do ostatniego gwizdka, po czym rozpoczęło się wielce nieoczekiwane świętowanie wielkiego sukcesu. Bayer nie dość, że nie zdołał zdobyć ani jednej bramki, to w 72. minucie Markus Oberleitner podwyższył prowadzenie gospodarzy. Obydwie ekipy zakończyły rozgrywki z taką samą liczbą punktów (73), jednak to Bayern, który miał lepszy bilans bezpośrednich pojedynków i różnicy bramek, mógł z własnymi kibicami świętować mistrzostwo Niemiec.










