Dawne dzieje futbolu skrywają wiele fascynujących momentów, które mocno przywalone kurzem są na najlepszej drodze do zapomnienia. W latach międzywojennych po angielskim błocie biegał ten, który był w wielu dziedzinach pierwszy, a jego momenty chwały trwają po dziś dzień w sercu dwóch nienawidzących się zespołów.
Świat jak piłka – okrągły, ciągle w ruchu. Nie lubi stagnacji, nie może się przecież zatrzymać. Było to jeszcze 50 lat przed dogłębną i szokującą diagnozą Billa Shankly’ego – „piłka nożna to sprawa o wiele ważniejsza niż życie i śmierć”. W młodzieńczych latach bohatera tekstu futbol był miłą rozrywką, dosyć już znaną i lubianą, ale dalej w znacznej mierze zabawą niż sposobem na życie.

Ted Drake na świat został zesłany jeszcze przed Wielką Wojną, w 1912 roku w Southampton. Szybko został pochłonięty przez kopanie skórzanej kulki. Mimo narodzin w tak sportowym mieście, w którym „The Saints” przygotowywali się do obchodzenia 30. urodzin, swój debiut Drake zaliczył w niedalekim Winchester City. Wybrał mądrze, bo drużyna, chociaż z nazwy, kojarzyła się ze świetnymi, acz niebezpiecznymi strzelbami. Niewątpliwie Drake’owi został tam nastawiony celownik, ale dowieść tego miał jeszcze czas. Niewiele brakowało, a już jako mały chłopak zasiliłby stołeczny Tottenham. Do przeprowadzki nie doszło, bo mały Drake doznał kontuzji przed samymi „kogucimi” testami.
Mając 19 wiosen na liczniku, chłopak wrócił do swojego Southampton i zasilił szeregi „Świętych”. Debiutował w drugiej lidze jeszcze w tym samym roku, stając się podstawowym graczem. Na The Dell występował jeszcze przez trzy lata. Kuszony wcześniej przez wielkiego Herberta Chapmana przeprowadzką do stolicy, odmówił i strzelał dalej. W ostatnim sezonie z 22 trafieniami na koncie (niewielką liczbą) sięgnął po koronę strzelców przedsionka ekstraklasy. Drużyna z południa wyspy zgrywała hardą do czasu, aż londyńczycy wycenili piłkarza na 6,5 tysiąca funtów. Klub stracił swą świętość, mając do czynienia z tak dużymi jak na tamte czasy pieniędzmi, i połasił się na sprzedaż wschodzącej gwiazdy.
By uzmysłowić awans Drake’a, trzeba nakreślić ówczesną sytuację „Kanonierów”. W 1934 roku nieoczekiwanie ze światem pożegnał się wielki futbolowy rewolucjonista – Herbert Chapman. To on poprowadził Arsenal do pierwszych prymatów – Puchar Anglii w 1930 roku, mistrzostwo kraju rok później i kolejne za następne dwa sezony. Chapman dostosował swój zespół do zmieniających się reguł o ofsajdzie (zmiana z trzech graczy przeciwnika na dwóch), jako pierwszy korzystał z pomocy fizjoterapeuty, unowocześnił stroje piłkarzy z królewskich zakładów zbrojnych. Na kapitański mostek Arsenalu wkroczyło dwoje ludzi: George Allison, dziennikarz i dyrektor Arsenalu, i Joe Shaw, który już z Drake’em w składzie obronił tytuł mistrzowski. Sam piłkarz nie został nagrodzony, do drużyny dołączył bowiem zbyt późno.











