Już w sobotę w Brazylii rozpocznie się tegoroczny Puchar Konfederacji. Zagra w nim osiem reprezentacji. Ostatnio przedstawiliśmy dwie z nich, Nigerię i Meksyk. Za nami półmetek, a dzisiaj przyszedł czas na przedstawicieli kontynentu Ameryki Południowej, Brazylię i Urugwaj.
„Canarinhos” udział w tegorocznym Pucharze Konfederacji mieli zapewniony. Jako organizator mundialu w roku 2014 zobowiązani są do przygotowania oficjalnego sprawdzianu przed najważniejszą imprezą globu. Nie będzie to jednak test stricte infrastrukturalny, a wyniki osiągane przez Brazylijczyków będą traktowane w Kraju Kawy bardzo poważnie.

Każdy niedzielny kibic futbolu słyszał o potędze i piłkarskim potencjale w tym państwie. Śmiem twierdzić, że nawet najwięksi antyfani „nożnej” i ludzie całkowicie nie interesujący się tą dyscypliną sportu usłyszeli chociaż raz o takich geniuszach jak Ronaldinho czy Dida. I jak taki szary Kowalski usłyszy, że wielka Brazylia przegrała ze słabo dysponowanym Meksykiem, to zdziwi się niezmiernie: jak to jest możliwe? Ta Brazylia? Z tym „słabym” Meksykiem? Szkoda tylko, że to już nie ta sama reprezentacja. Dida najlepsze lata gry w piłkę ma już za sobą, a Luis Felipe Scolari sprawił sporą niespodziankę, nie powołując Ronaldinho. Nie było to jedynym zaskoczeniem w selekcji 64-latka. W kadrze „A Selecao” brakuje też m.in. Pato, Ramiresa czy Rafaela da Silvy.
„Żółto-zieloni” przechodzą swego rodzaju wymianę pokoleń. Kadra zawodników doświadczonych została przepleciona zawodnikami młodymi, którzy nie występowali jeszcze na tak ważnej imprezie, nie mówiąc o występie na niej przed własną publicznością. Najpewniej obsadzona jest pozycja golkipera. Wydaje się, że niekwestionowanym numerem jeden w bramce jest Julio Cesar. Jego Queens Park Rangers spadło z angielskiej Premier League, jednak usługami piłkarza zainteresowany jest chociażby Arsenal Londyn. Media spekulują, czy jego kontrakt zostanie podpisany przed, po czy może w trakcie Pucharu Konfederacji. Jeśli te doniesienia miałyby się sprawdzić, a 33-latek negocjowałby umowę na dni przed imprezą, to można martwić się o jego dyspozycję w trackie turnieju. I na to jest rozwiązanie zastępcze, które nazywa się Cavalieri, Diego Cavalieri. 31-latek walnie przyczynił się do triumfu swojej drużyny w lidze brazylijskiej i jest najgroźniejszym rywalem Cesara. Do kompletu powołany jest też Jefferson, jednak nikłe są jego szanse na występ.
Defensywa pełna jest znanych nazwisk. Marcelo, Dani Alves, Thiago Silva, David Luiz, a do nich dołącza triumfator Champions League, Dante z Bayernu. Ci grają często tak, jak Robert Lewandowski. W klubach błyszczą, ale w kadrze zdarza im się popełniać szkolne błędy. Mocni przeciwnicy sprawiają im problemy. Znakomitym przykładem jest chociażby spotkanie z reprezentacją „Azzurrich”. Każdy, kto oglądał to spotkanie, pamięta, że Włosi stwarzali sobie sytuacje z dziecięcą łatwością, a dwie bramki były najmniejszym wymiarem kary.












