Każde rozgrywki ligowe czy pucharowe mają swojego faworyta. Jest nim drużyna, która nie zawsze ma najlepszych piłkarzy, lecz posiada przeszłość, tradycję i renomę oraz mimo wszystko, choć czasem idzie słabiej, zawsze jest groźna. Taka sama sytuacja panuje na piłkarskich mistrzostwach świata. Nie ważne gdzie i kiedy turniej o tytuł najlepszej drużyny globu się odbywa. Kandydatem numer jeden do triumfu niezmiennie jest Brazylia.
Drużyna „Canarinhos” to zdecydowanie najwybitniejsza ekipa w historii piłki reprezentacyjnej. Świadczą o tym zarówno jej sukcesy, jak i piłkarze, którzy reprezentowali jej barwy. Dotyczy to zarówno czasów przedwojennych, z których pamiętamy chociażby Socratesa, poprzez Garrinchę i Pele aż do gwiazd ostatnich: Romario, Ronaldo, Rivaldo, Ronaldinho czy Pato. Brazylijczycy są też jedyną drużyną, która brała udział we wszystkich rozegranych mundialach. Początkowo nie szło jej najlepiej. W dwóch pierwszych, rywalizację kończyli w pierwszej rundzie. Ostatni turniej przed II wojną światową okazał się dla nich pomyślny. „Kanarki” odpadły dopiero w półfinale, ulegając Włochom, a w starciu o brązowy medal pokonali 4:2 Szwedów.
Brazylia rosła w siłę i wszyscy spodziewali się, że to ona zdobędzie złoty krążek na IV finałach mistrzostw świata, które akurat odbywały się w kraju kawy. Fazę grupową przeszli, jak burza, po zwycięstwach 4:0 nad Meksykiem i 2:0 nad Jugosławią i remisie 2:2 ze Szwajcarią. To dało im awans do rundy finałowej. W pierwszych dwóch starciach nie dali szans Szwedom i Hiszpanom, gromiąc ich odpowiednio po 7:1 i 6:1. Los chciał, że ostatni grupowy mecz tej fazy z Urugwajem okazał się wielki finałem. Tuż po wznowieniu gry w drugiej połowie, zgromadzonych na stadionie ucieszył Friaca. Sympatycy futbolu szaleli z radości, lecz trybuny w 66. minucie uciszył Juan Alberto Schiaffino, a ostateczny cios „Canarinhos” zadał Alcides Ghiggia. Jego gol dał drugi w historii tytuł Urugwajowi i sprawił, że zgromadzone na słynnej Maracanie niemal 200 tysięcy widzów, przez długi czas płakało z bólu po straconym tytule.
Brazylia została upokorzona. Jednak w jej przypadku poprawne okazało się powiedzenie: „Co się odwlecze to nie uciecze”. Po ośmiu latach mundial zawitał do Szwecji. „Canarinhos” przystąpili do niego mocniejsi niż kiedykolwiek. Oczy wszystkich zwrócone były wtedy na zaledwie 18-letniego Edsona Arantesa do Nascimento, który całemu światu przedstawiał się jako Pele. W rundzie grupowej podopieczni Vicente Foeli pokonali 3:0 Austrię i 2:0 Związek Socjalistycznych Republik Radzieckich, tracąc dwa punkty na rzecz Anglii. Po kiepskim ćwierćfinale i triumfie nad Walią zaledwie 1:0, Pele i spółka rozgromili po 5:2 Francję i Szwecję, zdobywając pierwszy w historii tytuł mistrzowski. Wstępująca na piłkarski tron Brazylia na tym nie poprzestała. Pojechała jako faworyt cztery lat później do Chile, gdzie powtórzyła przedwojenny sukces reprezentacji Włoch, stając się pierwszym nowożytnym zespołem futbolowym, który obronił czempionat globu. Złoty medal dały wyniki: 2:0 z Meksykiem, 0:0 z Czechosłowacją i 2:1 z Hiszpanią w rundzie grupowej oraz kolejno w ćwierć-, pół- i samym finale 3:1 z Anglią, 4:2 z Chile i 3:1 z Czechosłowacją.









