Po szybkim i ciekawym meczu Olympique Lyon pokonał Turbine Potsdam 2:0. Francuzkom tym samym udał się rewanż za ubiegłoroczną porażkę na tym samym etapie rozgrywek. Decydujące o trofeum gole strzelały Renard oraz Dickenmann.
Korespondencja z Craven Cottage
Chłodne powietrze zachodniego Londynu nie ostudziło emocji finału Ligi Mistrzów kobiet. W meczu pełnym zwrotów akcji, agresywnej gry oraz niezliczonych sytuacji strzeleckich górą była ekipa mniej doświadczona, ale bardziej głodna sukcesu. Format jednomeczowego finału, wprowadzony przez UEFA po raz pierwszy zaledwie rok temu, zdaje się dobrze promować kobiecy futbol – zainteresowanie spotkaniem było duże.

Dla Lyonu był to udany rewanż za ubiegłoroczny finał. W podmadryckim Getafe Niemki pokonały wówczas francuski zespół 7:6 w rzutach karnych po bezbramkowych 120 minutach. Przed czwartkowym meczem równie trudno było wskazać zwycięzcę. Piłkarki Lyonu są w znakomitej formie i w cyglach wygrały francuską ligę – do końca sezonu została jeszcze jedna kolejka, a zawodniczki Olympique nie zgubiły jeszcze ani jednego punktu! Do finału z tytułem mistrzowskim przystąpiły też piłkarki Turbine Postdam. Niemki zdawały się mieć przewagę doświadczenia oraz liczby trofeów zdobytych na międzynarodowej scenie. Atutem zespołu z Lyonu była natomiast osoba Lotty Schelini, 27-letniej utalentowanej Szwedki, której z powodu kontuzji zabrakło w ubiegłorocznym finale, a tym roku zdawała się przechylić szalę zwycięstwa.
Początek spotkania wskazywał determinację po stronie obu zespołów, choć nikt nie chciał się zbyt szybko otworzyć i odważniej zaatakować. Tym niemniej, z biegiem czasu gra stała się bardziej dynamiczna, z sytuacjami strzeleckimi dla obu drużyn. Często jednak brakowało albo precyzji, albo zimnej krwi pod bramką rywalek. Przełamanie przyszło dopiero w 26. minucie, kiedy Wendie Renard przytomnie w zamieszaniu po rzucie rożnym wepchnęła piłkę do siatki z trzech metrów. Zespół z Lyonu nabrał po tym golu wiatru w żagle i przeważał przez większą część pierwszej połowy. Przy chaotycznej grzej Turbine Olympique dłużej utrzymywał się przy piłce i kontrował wydarzenia na boisku. Wyjątkowo aktywne w barwach Lyonu były Camille Abily, Elodie Thomas, a zwłaszcza, wymieniona już wcześniej, Schelin.
Bardziej zdeterminowany i zdyscyplinowany taktycznie w drugiej połowie był jednak zespół z Potsdam. Niemki raz po raz stwarzały stuprocentowe sytuacje, próbując dosłownie wejść do bramki z piłką. Niestety, albo raziły nonszalancją, albo świetnie w bramce broniła Sarah Bouhaddi. Kiedy jednak wszystko wskazywało, że niemiecki upór w atakowaniu w końcu zostanie nagrodzony bramką, losy meczu rozstrzygnęła wprowadzona w drugiej połowie Lara Dickenmann. 26-letnia Szwajcarka świetnie przyjęła dośrodkowanie z prawej strony, pozwoliła piłce opaść na murawę i silnie umieściła ją w przeciwległym rogu bramki Anny Felicitas Sarholz, pozostawiając młodziutką Niemkę bez szans na obronę. Od tego momentu zwycięzca mógł być tylko jeden – cała ławka rezerwowych Lyonu z trenerem, Patricem Lairem, odliczała minuty do ostatniego gwizdka sędziego.












