Dzień przed finałem rozgrywek Ligi Europejskiej na łamach iGola prezentujemy prognozę starcia FC Porto i Sportingu Braga. Kto wie, być może mecz w Dublinie będzie miał podobny przebieg? Jeżeli tak się stanie, to z pewnością emocji nie zabraknie.
Spotkanie dwóch czołowych portugalskich drużyn w finale Ligi Europejskiej z jednej strony było sporą niespodzianką, z drugiej zapowiadało wyjątkowe emocje. Na zdecydowanego faworyta rywalizacji w Dublinie bukmacherzy od początku wyznaczali drużynę FC Porto. Piłkarze Andre Villas Boasa po wspaniałym sezonie mieli z łatwością sięgnąć po drugi pod względem ważności europejski puchar. Nieliczni dawali szanse na podjęcie walki Sportingowi Braga.

Obie drużyny zaczęły spotkanie bardzo spokojnie, starając się na tracić zbyt szybko piłki, by nie dać rywalowi szans na błyskawiczną kontrę. Koncentracja szybciej opuściła piłkarzy Porto. Już w 5. minucie katastrofalny w skutkach błąd popełnił Rolando. Środkowy obrońca nowego mistrza Portugalii zbyt krótko zagrywał do tyłu w kierunku Heltona.
Do źle zagranej futbolówki wystartował Alan, który wyprzedził w wyścigu o piłkę Heltona. Brazylijski golkiper sfaulował napastnika Bragi na 20. metrze od własnej bramki. Arbiter nie wahał się ani chwili. Rzut wolny dla podopiecznych Domingosa Paciencii i czerwona kartka dla Brazylijczyka. Spotkanie zaczęło się katastrofalnie dla faworytów tego starcia.
Trener Porto nie miał wyjścia. By wprowadzić na boisko rezerwowego bramkarza, Beto, musiał poświęcić piłkarza z pola. Wybór padł na Radamela Falcao. Tym samym jeden z najlepszych graczy całych rozgrywek opuścił boisko w meczu finałowym po zaledwie pięciu minutach gry.
Do piłki ustawionej na piątym metrze podszedł Lima. Pomocnik Bragi przymierzył precyzyjnie z rzutu wolnego i nie dał szans nierozgrzanemu Beto. Zawodnik, który swoją świetną grą dał Bradze możliwość występów w Lidze Mistrzów, wziął na siebie odpowiedzialność za wynik także w meczu będącym zwieńczeniem świetnego sezonu. Piłkarze Paciencii prowadzili 1:0 na samym początku spotkania, w dodatku grając w liczebnej przewadze.
Braga nie zamierzała bronić wyniku. Do końca pierwszej połowy trwała dominacja mniej utytułowanego spośród portugalskich zespołów. W ataku szalał Alan, który jednak nie miał najlepszego dnia, jeśli chodzi o skuteczność. Niezbyt pewnie spisywała się defensywa „Smoków”, za to w miarę upływu czasu coraz lepiej między słupkami prezentował się Beto.













