Sekretarz generalny UEFA zdradził, jakie pomysły zamierza zrealizować, jeśli zostanie prezesem FIFA. Najwięcej mówi się o planach dotyczących zmian w zasadach organizacji mistrzostw świata. Dwa zdania, które wypowiedział włoski Szwajcar, wystarczyły, by w piłkarskim świecie zawrzało.

O co chodzi? Po pierwsze, turniej ma zostać poszerzony do 40 drużyn. Dodatkowa ósemka sprawi, że mundial potrwa o miesiąc dłużej, grupy będą bowiem pięciozespołowe. Przyczyna jest dość oczywista – w ten sposób najłatwiej „kupić” głosy Afryki i Azji, jako że to dwa najliczniejsze pod względem liczby krajów kontynenty, to im przypadnie największa część dodatkowego „tortu”. O ile zapaleni fani futbolu na tym zyskają – będzie przecież znacznie więcej meczów, o tyle poziom sportowy zapewne znacznie się obniży – trudno przypuszczać, że trzy azjatyckie i trzy afrykańskie drużyny poprawią widowisko. Zapewne więc od 2026 roku będziemy świadkami większej liczby kultowych meczów w stylu Iran – Nigeria (prawdopodobnie najnudniejsze spotkanie w dziejach sportów zespołowych, rozegrane na brazylijskim mundialu).
Druga sprawa to rozłożenie mistrzostw na regiony – zamiast jednego (względnie dwóch) gospodarza pan Infantino wyciągałby karteczkę z napisem „Kraje arabskie”, „Afryka zachodnia”, albo „Wyspy Brytyjskie i Skandynawia”. Rozłożenie organizacji turnieju na więcej krajów byłoby dla FIFA marketingowym strzałem w dziesiątkę – w końcu większa liczba oficjeli musiałaby zaangażować się w imprezę, co dodatkowo zwiększałoby strefę wpływów piłkarskich baronów, a także przyciągałoby o wiele więcej sponsorów. „The masses against the classes”.
Obie z proponowanych zmian negatywnie odbiłyby się jednak na tradycji mistrzostw. Zamiast elitarnego turnieju dla najlepszych stałby się o wiele bardziej powszedni. Kto wie, może następnym krokiem będzie organizacja mundialu co rok? Co prawda fani mogliby początkowo się buntować, że zabiera im się święto, ale i tak przecież oglądaliby mecze i bulili olbrzymie pieniądze na sponsorów. Na szczęście jednak, na nic takiego (jeszcze) się nie zanosi.

Na wypowiedź Infantino dość gwałtownie zareagowali bukmacherzy, którzy w tym wypadku zachowują się nieco jak giełda papierów wartościowych. Akcje sekretarza UEFA bardzo wzrosły, wiadomo bowiem, że jego program skierowany jest głównie do Afryki i Azji. Jeśli zdoła zdobyć ich sympatię, wygraną ma w kieszeni. W tym momencie jest uważany za trzeciego najpoważniejszego kandydata (pod względem kursów), za księciem Alim Al-Hussainem i Salmanem Al Khalifą. Warto wspomnieć, że pełniący obecnie obowiązki szefa FIFA Issa Hayatou jest dopiero ósmy.











