Rozgrywki o finał pucharu Anglii zdominowały weekendowe wydarzenia w Anglii. Po sobotniej batalii Chelsea z Arsenalem, w niedzielę na murawę stadionu Wembley wyszły jedenastki Manchesteru United i Evertonu. Emocji nie brakowało już przed samym spotkaniem, bo małą wojnę medialną wywołał David Moyes.
Problem z arbitrami
Pierwotnym sędzią meczu miał być Steve Bennet, jednak ze względu na problemy zdrowotne, w ostatniej chwili, zastąpił go Mike Riley. Problem w tym, że arbiter z Leeds jest prywatnie zadeklarowanym fanem „Czerwonych Diabłów”. Taka decyzja Football Association nie spodobała się oczywiście Moyesowi, który przed meczem udzielił kilka kontrowersyjnych wywiadów. – Wybór FA jest skandalem. Nasza federacja powinna zająć się dogłębnie tą sprawą – grzmiał w prasie manager „The Toffees”.
Jak zawsze w przypadku pojedynków Evertonu z Manchesterem United, dużo mówiło się na temat Rooney’a. Wayne jest przecież wychowankiem Evertonu. Reprezentacyjny napastnik nie wypowiadał się do tej pory zbyt ciepło na temat swojego pierwszego klubu. Tym razem zadeklarował jednak, że ma mocno mieszane uczucia przed półfinałem. – Jestem oczywiście piłkarzem Manchesteru United i na pewno będę przed meczem mocno zmotywowany – zakończył popularny „Wazza”.
Zaskakujące wybory Fergusona
Wayne Rooney musiał być mocno rozczarowany, kiedy usłyszał skład meczowej osiemnastki. Wychowanka Evertonu nie było nawet na ławce rezerwowych. Co więcej, Ferguson dał odpocząć praktycznie wszystkim swoim gwiazdom, wystawiając w pierwszym składzie aż ośmiu piłkarzy z rezerwy, z czego pięciu z nich to klubowa melodia przyszłości. O awans do finału walkę toczyli młodzi i utalentowani Rafael, Fabio, Welbeck, Gibson i popularny ostatnio Macheda.
David Moyes nie oszczędzał sił swoich podopiecznych i na stadionie Wembley zameldował się najsilniejszy możliwy skład „The Toffees”. Pomimo tego, to Manchester United był stroną przeważającą w pierwszej, bezbramkowej, części spotkania. Szczególnie dobre zawody rozgrywali Welbeck i Macheda, którzy co chwilę niepokoili Tima Howarda. Tylko cud uratował amerykańskiego bramkarza od utraty gola w 23. minucie meczu, kiedy po szybkiej akcji Rafaela i precyzyjnym dośrodkowaniu w pole karne, Welbeck minimalnie przestrzelił w stuprocentowej sytuacji.
Kontrowersyjny Riley
W przerwie David Moyes skutecznie zmobilizował swoich graczy, bo przewaga United w drugiej połowie nie była już tak widoczna. Spotkanie się wyrównało, chociaż to „Czerwone Diabły” znów stwarzały sobie lepsze sytuacje do zdobycia bramki. Ciężar rozgrywania akcji przejął na siebie Anderson, który trzykrotnie mógł pokonać Tima Howarda.
Najbardziej kontrowersyjna sytuacja spotkania miała jednak miejsce w 68. minucie meczu, kiedy to Jagielka faulował w polu karnym Welbecka. O dziwo, Mike Riley nie podyktował jedenastki, czym odebrał Moyesowi wszelkie argumenty o stronniczości. Decyzja Riley’a rozwścieczyła z kolei Alexa Fergusona i według którego przewinienie było ewidentne.










