Piłkarze Liverpoolu i Evertonu spotkali się na Anfield Road w tym tygodniu już po raz drugi. Kilka dni temu w ramach rozgrywek Premiership padł remis 1:1 po bramkach Gerrarda i Cahilla. Dziś obie ekipy rozegrały mecz w ramach czwartej rundy FA Cup.
Mimo iż był to mecz pucharowy, zarówno Rafa Benitez, jak i David Moyes desygnowali na boisko najlepsze możliwe składy. W zespole Liverpoolu zabrakło słabo ostatnio grającego Alberta Riery, który zaczął mecz na ławce. David Moyes natomiast nie mógł skorzystać z usług Mikela Artety, Hiszpan doznał urazu żeber na ostatnim treningu i derby obejrzał z trybun, a zastąpił go Segundo Castillo.

Mecz rozpoczął się szybkimi atakami „The Reds”. Piłkarze Liverpoolu szybko przejęli inicjatywę i dyktowali tempo gry. Bramkarz Evertonu, Tim Howard, był pod ciągłą presją, gospodarze co rusz ostrzeliwali jego bramkę. Everton wybiegł na boisko z jednym wysuniętym graczem, którym był Tim Cahill. Jasne więc było, że goście skupią się przede wszystkim na obronie. Od początku spotkania „The Toffees” zastosowali ogromny pressing, już na połowie gospodarzy starali sie przejąć piłkę. Mimo groźnych ataków „The Reds”, obrońcy i bramkarz Evertonu nie dali sie pokonać. Obrona gości grała bezbłędnie. Everton czekał na stosowną okazję do ataku. Ta nadarzyła się w 27. minucie. Dośrodkowanie z rzutu rożnego na głowę Cahilla, ten posyła piłkę w stronę bramki, a tuż przed Reiną kierunek lotu piłki zmienia Lescott i otwiera wynik meczu. Taktyka obrana przez Davida Moyes’a okazała się bardzo skuteczna. Po zdobyciu bramki, przyjezdni nie forsowali tempa, Everton, znów cofnął się na swoją połowę i bronił.
Zdeterminowani piłkarze Liverpoolu wyrównali w 54. minucie, po świetnej akcji Torres – Gerrard. Hiszpan świetnie przyjął piłkę i efektownym podaniem obsłużył Stevena Gerrarda, ten „huknął” z ostrego kąta i gospodarze cieszyli się z odrobienia jednobramkowej straty. Liverpool cały czas atakował, ale był przy tym tak nieskuteczny, że wszystkie strzały łapał Howard, albo te lądowały poza polem gry. W końcówce podopieczni Rafy Beniteza rzucili wszystko na jedną kartę – chcieli ten mecz wygrać. Na połowie Evertonu przez ostatnie 10 minut przebywali wszyscy piłkarze, oprócz Jose Reiny, który postanowił pozostać w bramce zakładając najwyraźniej, że goście są w stanie jeszcze oddać strzał na jego bramkę. „The Toffees” w całym spotkaniu czynili to tylko dwa razy, raz niecelnie, a drugi strzał okazał się bramką. Imponująca skuteczność. Gospodarze strzelali aż piętnaście razy, lecz za każdym niewystarczająco dokładnie by pokonać Howarda.
Derby Liverpoolu, Merseyside, czy, jak kto woli, „Miasta Beatles’ów” zakończyły się wynikiem 1:1 i według zasad FA Cup, mecz zostanie powtórzony. David Moyes zapewne cieszy się z takiego rezultatu, jednak wątpliwe, żeby Benitez i kibice „The Reds” podzielali to zadowolenie…










