Wczoraj, na równe sto dni przed pierwszym meczem Euro 2012, wszystkie ekipy, które w czerwcu pojawią się na boiskach Polski i Ukrainy, rozegrały mecze towarzyskie. Jak to na studniówkach nie zabrakło oczywiście emocji, niespodzianek i wielkich widowisk. Jednym z ważniejszych wydarzeń było oficjalne otwarcie Stadionu Narodowego w Warszawie, które uświetniło, bezbramkowe niestety, spotkanie Polska – Portugalia.
Hity na czasie
Najciekawiej było w Bremie i w Londynie, gdzie gospodarze podejmowali odpowiednio Francję i Holandię. W obydwu spotkaniach wygrali goście, co zwłaszcza w tym pierwszym przypadku można uznać za niespodziankę. Niemcy od jakiegoś czasu grają wyśmienicie, ale w nowy rok nie weszli najlepiej. Poprzedni zakończyli rozbiciem Holandii 3:0, co najlepiej obrazuje, jak wielka siła drzemie w drużynie naszych zachodnich sąsiadów. Tym razem jednak brązowi medaliści ostatnich mistrzostw świata musieli uznać wyższość Francuzów, których nikt ostatnio nie traktował poważnie, i polegli 1:2. „Trójkolorowi” od dłuższego czasu prezentują się solidnie, ale nie zachwycają i z pewnością nie należą do ścisłego grona faworytów Euro. Taka opinia może być jednak krzywdząca – podopieczni Laurenta Blanca, dobrego znajomego Piotra Świerczewskiego, nie zwykli ostatnio przegrywać. Z dziesięciu rozegranych ostatnio spotkań wygrali sześć, a cztery zremisowali i trzeba przyznać, że jest to wynik naprawdę dobry, zasługujący na szacunek. Warto zaznaczyć, że swoje pierwsze trafienie w trzecim meczu w drużynie narodowej zaliczył Olivier Giroud z HSC Montpellier. Napastnik jest liderem i rewelacją tego sezonu Ligue 1 i dzielnie przewodzi klasyfikacji ligowych strzelców. Teraz wysoką dyspozycję potwierdził także w spotkaniu międzynarodowym i jeśli utrzyma ją do czerwca, to kto wie, czy nie pojawi się w wyjściowej jedenastce „Les Bleus” na spotkanie z Anglią, którym Francuzi zainaugurują mistrzostwa.

Mecz był wyrównany, obydwie ekipy zaprezentowały kawał dobrego futbolu i trzeba przyznać, że gdyby nie słaba skuteczność zawodników, to zgromadzeni na Weserstadion kibice ujrzeliby dwa razy tyle goli. Zawiódł zwłaszcza Miroslav Klose, który sam mógł ustrzelić hat-tricka, jednak w najważniejszych momentach zabrakło mu zimnej krwi. Jednak honory należy oddać też bramkarzowi gości, Hugo Llorisowi, który bronił wręcz perfekcyjnie. Nie popisał się za to jego vis-a-vis w zespole gospodarzy, Tim Wise, który tym razem nie dał bremeńskiej publiczności powodów do radości.
Na Wembley Anglicy podejmowali wicemistrzów świata Holendrów i ulegli im 2:3. Wszystkie bramki padły w drugiej połowie, z czego aż trzy w ostatnich pięciu minutach. Na uwagę zasługuje zwłaszcza dobra gra Arjena Robbena i Klaasa-Jana Huntelaara. Ten pierwszy strzelił dwie rzadkiej urody bramki, a drugi, mimo że przebywał na boisku niecałe 20 minut, udowodnił, jak bardzo zależy mu na grze w kadrze i do jakich poświęceń jest gotów. Niech za cały komentarz posłuży to, że zdobywając gola na 2:0, gryzł trawę (dosłownie!), złamał nos i stracił ząb.









