Za nami eliminacje Euro 2012. Ich zwycięzców oglądać będziemy w czerwcu przyszłego roku na polsko-ukraińskich boiskach, a przegrani dostaną swoje szanse we wrześniu w kwalifikacjach mundialu. Jakie są jednak najważniejsze rozstrzygnięcia? Kto sprawił największą niespodziankę, a kto najbardziej zawiódł?
W przypadku grupy A tego, że pierwsze miejsce w niej zajmą Niemcy, spodziewali się chyba wszyscy. Jednak mało kto zapewne przewidywał, że podopieczni Joachima Loewa wprost zmiażdżą rywali. Wicemistrzowie Europy i brązowi medaliści mistrzostw świata byli o klasę lepsi od każdej z drużyn, czym udowodnili przynależność do ścisłego grona faworytów mistrzostw. Zaskakująca była również średnia postawa Turcji. Wydawało się, że bardzo ciekawa ekipa Guusa Hiddinka będzie miała więcej do powiedzenia, a o mały włos wyprzedziliby ją Belgowie. Ci powoli wracają do europejskich łask i w kolejnych eliminacjach mogą być mocnym graczem.

Główny faworyt grupy B również nie zawiódł. Najlepszą jej ekipą okazała się Rosja. „Sborna” niemile zaskoczyła swoich kibiców tym, że na awans musiała czekać aż do ostatniej kolejki. Dick Advocaat pokazał tym samym, że jest trenerem solidnym, lecz również nie tak błyskotliwym, jak jego poprzednik, Guus Hiddink. Taka postawa Rosji wynikała również ze znakomitej formy rywali. Irlandia dała wyraźny sygnał, że ma ochotę na powrót do europejskiej czołówki. Natomiast Armenia udowodniła, że nie jest już chłopcem do bicia, lecz naprawdę mocnym graczem. Może jeszcze nie w Brazylii, ale już we Francji reprezentacja tego kraju pokaże się szerszej publiczności. Jednak największymi przegranymi są tu Słowacy. Uczestnicy mistrzostw świata w RPA muszą się jeszcze sporo nauczyć, zanim będą regularnie bywać na turniejach tej rangi.
Włochy, długo, długo nic i cała reszta – tak najlepiej należałoby skomentować sytuację grupy C. Włosi awansowali zasłużenie, aczkolwiek po ostatnim mundialu można było mieć wątpliwości, że zrobią to już we wrześniu. To, że gracze Prandellego zajęli pierwsze miejsce, wrażenia nie robi. Za to wicemistrz grupy wzbudza już sporą sensację. Przed początkiem eliminacji chyba nikt nie spodziewał się tak wysokiej lokaty Estończyków. Trzeba jednak przyznać, że pomogli im ich najwięksi przeciwnicy: Słoweńcy i Serbowie, którzy wielokrotnie grali dla Siergieja Pareiki i spółki. Na ile jednak to był efekt ich dobrej gry, a na ile blamażu zawodników z byłej Jugosławii? Odpowiedź na to pytanie poznamy po barażach i w następnych eliminacjach.













