Eliminacje Euro 2012 wkroczyły w decydującą fazę. Do ich zakończenia zostały już tylko dwie kolejki. W większości grup mamy zdecydowanego lidera, który awans sobie zapewnił lub zrobi to najbliższym czasie. Zdecydowanie ciekawsza walka będzie toczyć się o drugie miejsce.
W grupie A wszystko jest jasne od piątku. Wtedy udział w mistrzostwach europy zagwarantowali sobie wicemistrzowie Starego Kontynentu, Niemcy. To, że nasi zachodni sąsiedzi wygrali dotychczas wszystkie mecze, nikogo nie dziwi. Za to zaskakująca jest walka o 2. lokatę. Wydawało się, że ta z dość znaczną przewagę przypadnie Turcji. Wywalczyć ją bowiem miał nie kto inny, jak Guus Hiddink. Te eliminacje pokazują, że w pracy holenderskiego szkoleniowca coś się zacięło. Półfinaliści Euro 2008 od samego początku mają wyraźne problemy z wygrywaniem, a mecz z Austrią dowiódł, że w ich drużynie coś się dzieje nie tak. Niewygranie z Austriakami może przyczynić się do tego, że Turków zabraknie w barażach. Jest to możliwe, gdyż podopiecznych Dietmara Constantiniego czekają łatwiejsze mecze. Jeżeli Hiddink czegoś nie zmieni, Turcja zapewne awansuje do baraży, lecz tam nie będzie faworytem.

W przypadku grupy B możemy powiedzieć, że jedno jest pewne, iż nic nie jest pewne. Potwierdziły się spekulacje dotyczące Dicka Advocaata, że trenerem jest dobrym, aczkolwiek nieskutecznym. Rosja bardzo niemile zaskoczyła tym, że mimo ogromnej przewagi, nie potrafiła pokonać Irlandii. Smaczku rywalizacji za to dodaje Armenia. Od jakiegoś czasu jej reprezentanci sukcesywnie osiągają coraz lepsze rezultaty, a teraz są naprawdę blisko awansu. To, że obecnie mają 14 punktów i posiadają realne szanse na udział w Euro 2012, nie jest dziełem przypadku. Jeżeli zespół Waradara Minasjana w dwóch ostatnich kolejkach zaprezentuje się tak, jak ze Słowacją, może zagrozić nawet „Sbornej”. W przypadku Rosji zadecyduje starcie ze Słowacją. Zwycięstwo da im niemal pewny awans.
Dla odmiany w grupie C prawie wszystko już jest jasne. Nikt, dosłownie nikt, nie odbierze awansu do Euro 2012 Włochom. Kto uplasuje się za to za ich plecami? Wydaje się, że tylko kataklizm może odebrać baraże Serbii. Oni mogą sobie zapewnić ostatni etap eliminacji już w najbliższej kolejce. Wszystko zależy od tego, jak zagrają przeciwko nim czterokrotni mistrzowie świata. Istnieje przecież prawdopodobieństwo, że Włosi, mając pewny awans, odpuszczą końcówkę eliminacji. To tak naprawdę od nich zależy, czy umożliwią awans Serbom, czy dadzą powalczyć Estończykom czy Słoweńcom. Gracze Vladimira Petrovicia nad resztą stawki mają tę przewagę, że rozegrali jeden mecz mniej.
Po wtorkowych meczach zdecydowanie bliżej awansu mieli być Francuzi. Ci jednak pokazali, że Laurent Blanc ma jeszcze sporo pracy. Mistrzowie świata i Europy z lat 1998-2000 są jeszcze drużyną bardzo nierówną i potrzebują czasu. Potrafili ledwo pokonać Luksemburg, by później zremisować z niezbyt mocną Białorusią. Podobnie miała się sytuacja we wrześniu, po pokonaniu Albanii nie potrafili zwyciężyć z nie najsilniejszą obecnie Rumunią. „Trójkolorowi” na własne życzenie pozwolili dogonić siebie walecznym Bośniakom. Ci z każdymi eliminacjami są coraz bliżej turniejów głównych. Z mundialu wyeliminował ich baraż z Portugalią. Teraz mają na tyle mocną ekipę, że mogą wywalczyć nawet prym w grupie. Warunek jest jeden: 11 października trzeba pokonać Francję.












