Piąta kolejka eliminacji do mistrzostw Europy przyniosła 62 gole. Sporo, wliczając w to trzy bramki z potencjalnego walkoweru dla Włochów. No właśnie, ale czy do tej kuriozalnej sytuacji musiało w ogóle dojść? Włoskie dzienniki już alarmują: tak może też być na boiskach Polski i Ukrainy. Na szczęście ostatnia kolejka to nie tylko skandale.

Przed wtorkowymi meczami sporo mówiło się o postawie „Squadra Azzurra”. W końcu po comebacku w starciu z Estonią i dobrej grze ofensywnej zaprezentowanej przeciwko Wyspom Owczym, ostatnio powstrzymała ich Irlandia Północna. Ale czy Włosi grają w kratkę i pracują nad swoimi błędami, znów nikt się nie dowiedział. Szczerze mówiąc taka sytuacja, jaka miała miejsce we wtorek, nie jest normalna. Nie ważne, co prowokuje kibiców, niezależnie od tego jakie mają motywy swojego działania – mniejsze czy większe – takie zachowanie to jeden wielki chaos i nieporozumienie. To nie miało prawa wystąpić w żadnym kraju, a co dopiero w cywilizowanej Europie. Włoska, ba, europejska prasa wciąż rozpisuje się na temat feralnej burdy, co rzuca cień na eliminacje. Z charakterystycznych wydarzeń dla tej kolejki mało kto wspomni o zwycięstwie Azerbejdżanu czy remisie Czarnogóry, o nie. Przywołuje się tragedię na Heysel i spekuluje, że za niespełna dwa lata Euro mogą zdominować nacjonalistyczne spory. Aż takie zamieszanie na imprezie tej wagi jest raczej nie do pomyślenia i lepiej, żeby wszelkie tego typu „atrakcje” już się skończyły. A tymczasem Włosi liderują w grupie, mając trzy punkty przewagi i wciąż niewiele wiadomo o ich formie…
Wtorkowe mecze przyniosły naprawdę wiele emocji, również tych pozytywnych. Mało kto spodziewał się, że słabi, a właściwie „słabi”, Azerowie odprawią z kwitkiem Turcję. Równie ciekawie wyglądało starcie Belgii z Austrią, gdzie padło aż osiem bramek. Remis 4:4 pozwolił Austriakom zachować drugą pozycję w tabeli, zresztą został on zdobyty rzutem na taśmę. Chociaż to Belgowie byli blisko triumfu, gdyż na minuty przed końcem regulaminowego czasu gry zdołali załadować dwie bramki, które miały dać zwycięstwo. Tymczasem Constantini i spółka sporo zawdzięczają postawie Harnika. Dla neutralnych obserwatorów było to jednak widowisko wspaniałe. Takie, które chcą oglądać na Euro. Emocje do ostatniej minuty i brak dawania za wygraną, to jest to.












